Z "Inką" za rękę

Gość Gdański 48/2013

publikacja 28.11.2013 00:00

O narodowych bohaterach i współczesnej Polsce z raperem Tadeuszem „Tadkiem” Polkowskim rozmawia Jan Hlebowicz.

Raper „Tadek” od 2012 r. organizuje akcję „Rodacy Bohaterom”, która pomaga rodzinom polskich kombatantów, zamieszkałym poza granicami Polski Raper „Tadek” od 2012 r. organizuje akcję „Rodacy Bohaterom”, która pomaga rodzinom polskich kombatantów, zamieszkałym poza granicami Polski
Jan Hlebowicz /GN

Jan Hlebowicz: Na płycie „Niewygodna prawda” opowiadasz m.in. o bohaterach AK oraz żołnierzach podziemia antykomunistycznego. Dlaczego właśnie o nich?  

Tadeusz „Tadek” Polkowski: Zupełnie fałszywym poglądem jest mówienie, że historię trzeba zostawić za sobą, że nie ma co się „babrać” w przeszłości. Historia ma służyć przyszłym pokoleniom. Obserwując bohaterów mojego albumu, poznajemy wartości, którymi warto kierować się w życiu. Oni działali z myślą o przyszłości swojego kraju i narodu, czyli o nas. A my możemy „wykorzystać” ich życiorysy, by tworzyć lepszą polską rzeczywistość. 

W jednym z utworów zwracasz się do sanitariuszki „Inki”: „Chciałbym Ciebie poznać, chciałbym iść z Tobą za rękę”. Co takiego było w tej dziewczynie?

Jeśli o to pytasz: nie, nie jestem w niej po cichu zakochany (śmiech). A poważnie – przenieść się w tamte czasy i porozmawiać z legendą podziemia niepodległościowego byłoby dla mnie czymś niesamowitym. Danuta Siedzikówna była jednym z pierwszych partyzantów słynnej V Brygady Wileńskiej AK, odtworzonej na wiosnę 1946. Jako 17-letnia dziewczyna została aresztowana przez UB w Gdańsku. To, co każe wymieniać ją w kanonie największych polskich bohaterów tamtego okresu, to nie osiągnięcia militarne, ale zachowanie w chwili ostatecznej próby...

Została skazana na karę śmierci. Jej egzekucja nie należała do typowych...

Sprowadzonym do więzienia w Gdańsku poborowym z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego wmawiano, że mają rozstrzelać „ohydnych zdrajców” ojczyzny. Kiedy zobaczyli nastolatkę, to wymiękli. Wszystkie kule leciały w ścianę. Nikt nie chciał trafić. Dopiero dowódca plutonu egzekucyjnego strzelił do dziewczyny z bliskiej odległości w głowę. Ostatnie słowa bohaterskiej sanitariuszki brzmiały: „Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko!”

„Łupaszko”, czyli major Zygmunt Szendzielarz, który był dowódcą „Inki”.

I jednocześnie bohaterem Września 1939, wybitnym dowódcą AK.

Są historycy, którzy żołnierzy z oddziału „Łupaszki” wciąż nazywają bandytami...

Mówienie o „Łupaszce” jako dowódcy bandytów jest pomyleniem pojęć, zwyczajnym bełkotem. Ten człowiek po 1945 r. podjął walkę z komunistami po to, by pokazać wszystkim dookoła, że Polska jeszcze nie zginęła. Major wydawał wyroki śmierci bardzo rzadko, głównie na żołnierzy Armii Czerwonej, politruków NKWD, funkcjonariuszy UB. Nawet zeznania milicjantów z rozbrajanych przez majora komend zaprzeczają tezom stalinowskiej propagandy – powtarzanej jak widać do dziś. 

Nagrasz o nim kawałek?

Tak. Znajdzie się on na kolejnej płycie. Pisałem utwór o majorze na bieżąco, czytając jego biografię. Zresztą, życie „Łupaszki” składa się z tylu ciekawych wątków, że niemal o każdym można by było nakręcić dobry, trzymający w napięciu film.  

Polskich twórców niespecjalnie interesują takie historie...

Za to w kinach pełno gniotów – bzdurnych i głupich obrazów o niczym. Możemy sobie wyobrazić, co by było, gdyby USA miały taką historię jak Polska i mogłyby poszczycić się tyloma bohaterami. Nie rozumiem, dlaczego jeszcze nie powstał film o Witoldzie Pileckim. Przecież losy człowieka, który dobrowolnie został więźniem Auschwitz, by tam organizować ruch oporu, a potem jako jeden z pierwszych na świecie pisał obszerne raporty o Holocauście, to materiał na wielką produkcję.

Na swojej płycie opowiadasz o postaciach historycznych, ale nawiązujesz też do współczesnej Polski. M.in. przypominasz o oprawcach, którzy uniknęli kary. 

Tyczy się to wymiaru symbolicznego i rzeczywistego. Np. w Narewce, czyli miejscowości, w której uczyła się „Inka”, działa szkoła nazwana imieniem Aleksandra Wołkowyckiego, donosiciela gestapo. Na podstawie jego donosu mama „Inki”, działaczka polskiej konspiracji, została aresztowana i zakatowana podczas śledztwa. Taką samą bierność polskich władz możemy obserwować w przypadku oprawców bohaterów podziemia niepodległościowego czy ofiar z lat późniejszych – okresu Grudnia ʼ70 i stanu wojennego. W wolnej Polsce, sprawcy tamtych zbrodni nigdy nie zostali ukarani przez wymiar sprawiedliwości...

Dlaczego tak się dzieje?

Po 1989 r. komuniści zachowali dużą część wpływów. Często ludzie, z którymi rozmawiam i im o tym mówię, pukają się w głowę i proszą, żebym przestał ich zasypywać spiskowymi teoriami dziejów, że przecież „komuna po prostu zbankrutowała”. Tymczasem nie są to teorie spiskowe tylko fakty oparte o podstawowe zasady logiki. Zainstalowane w Polsce przez ZSRR komunistyczne elity zrobiły wszystko, by zachować w jak największym stopniu władzę.  Nie mieliśmy rzeczywistego oczyszczenia po PRL-owskim systemie. Okrągły stół z jednej strony był wywalczeniem przedpola wolnego państwa, a z drugiej, niestety, zachowaniem przez komunistów sił, oręża, pieniędzy, gospodarki, służb, ośrodków medialnych i wpływu na rzeczywistość. Wielu ludzi dzisiaj jest powiązanych ze sobą głębokimi zależnościami, układami i szantażami. Od nas zależy, na ile pozwolimy takiemu stanowi rzeczy trwać nadal.

Co możemy zrobić?

Żyjemy w demokratycznym kraju, mamy wolność słowa, możemy działać i mówić różne rzeczy. Powinniśmy udzielać się społecznie, zakładać organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, fundacje, budować polski kapitał. Wykorzystując pokojowe metody na bazie demokracji, kształtujmy nową, lepszą rzeczywistość.

W przyszłym roku chcesz wywołać burzę...

...w stanie świadomości historycznej Polaków. W przyszłym roku zaplanowaliśmy 70 koncertów na 70. rocznicę akcji „Burza” w wykonaniu AK. Trzonem tej trasy będzie hip-hop w oprawie symfonicznej oraz konferencje, spotkania z kombatantami, przeglądy filmów, wystawy plenerowe, szeroki zakres działalności charytatywnej i nie tylko.  Na tę chwilę, brakuje nam oczywiście budżetu. Szukamy partnerów, którzy zechcą wesprzeć ten projekt. Niezależnie jednak od uzyskanego wsparcia akcja w styczniu 2014 r. ruszy i tym razem „burza” będzie zwycięska... Czytaj więcej na: gdansk.gosc.pl