Mądrzejsi po... hondzie?

Jan Hlebowicz, Krzysztof Gilewicz

|

Gość Gdański 31/2014

publikacja 31.07.2014 00:00

Bezpieczeństwo nad morzem. Niedawno 32-letni mężczyzna wjechał na sopocki deptak i molo. Podczas szaleńczego rajdu przez centrum kurortu potrącił ponad 20 osób. Wciąż otwarte pozostaje pytanie, jak skutecznie zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości?

Monte Cassino w Sopocie  następnego dnia po zdarzeniu Monte Cassino w Sopocie następnego dnia po zdarzeniu
Krzysztof Gilewicz /Foto Gość

W sobotnią noc 19 lipca Michał L., siedząc za kierownicą czerwonej hondy, z dużą prędkością jechał głównymi ulicami z Redy w kierunku Sopotu. – Pierwsza wiadomość o niebezpiecznym zachowaniu kierowcy trafiła do policjantów o godz. 23.11. Policja z Gdyni informowała o szybko poruszającym się w kierunku Gdańska mężczyźnie w czerwonym samochodzie – mówi sierż. sztab. Karina Kamińska, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Sopocie. O godz. 23.15 samochód został zauważony na monitorze, gdy wyjeżdżał z molo. Meldunek o zatrzymaniu kierowcy pojawił się już o godz. 23.22. Nikt nie dostrzegł hondy, gdy wjechała na „Monciak”, potrącając jak tyczki spacerujących turystów. Mimo że Sopot jest miastem monitorowanym, żadna ze służb nie zareagowała odpowiednio szybko i nie zatrzymała jadącego zygzakiem kierowcy. – W tym czasie w dolnym Sopocie było na służbie osiem patroli policyjnych, pieszych i zmotoryzowanych. Interweniowali akurat w innych miejscach – przyznaje rzecznik sopockiej Policji. – Takie sytuacje jak w sobotnią noc mają charakter incydentalny, na co dzień mamy do czynienia z wezwaniami dotyczącymi przede wszystkim rozbojów i kradzieży. Szczególnie w okresie letnim – tłumaczy. Podobne odczucia ma Straż Miejska w Sopocie. – Nie prowadzimy szczegółowych statystyk, ale w lipcu i sierpniu interweniujemy kilkakrotnie częściej niż w pozostałym okresie roku – twierdzi Mirosław Mudlaff, komendant SM w Sopocie.

Komu potrzebny jest monitoring?

Jak informuje Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, miasto zbudowało nowoczesny system monitoringu i przekazało go Policji (rozmowa na gdansk.gosc.pl). – Szkoda, że nie jest on wykorzystywany tak, jak należy, czyli do prewencji. Niestety, służy jako zabezpieczenie dowodu w sprawie, a nie o to chodzi – zaznacza. Okazuje się, że chociaż obraz z kamer nagrywany jest non stop, Policja nie ma pracownika, który całodobowo obserwowałby monitory. Zajmuje się tym oficer dyżurny, który jednocześnie wykonuje wiele innych obowiązków. – Dysponujemy określonymi środkami budżetowymi niepozwalającymi na zatrudnienie dodatkowych osób w tym celu – podkreśla kom. Maciej Stęplewski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku sopockiej Straży Miejskiej. Dyżurny strażnik nie widział pędzącego auta w kamerze, ponieważ był... zajęty przyjmowaniem interwencji drogą telefoniczną. Jak dowiedzieliśmy się od Mirosława Mudlaffa, stały operator monitoringu pracuje wyłącznie w dzień. Jest to osoba niepełnosprawna o ograniczonym, 6-godzinnym czasie pracy. W nocy zastępuje ją strażnik miejski zajęty innymi obowiązkami. – Za monitoring w Sopocie odpowiada głównie Policja i to ona powinna zadbać o pozyskanie dodatkowego pracownika – uważa M. Mudlaff. – Zaproponowałem pani komendant Beacie Perzyńskiej współfinansowanie osoby do obsługi monitoringu. Czekam na odpowiedź – mówi J. Karnowski. Podobnie jak Sopot, również Gdańsk i Gdynia mają własny system monitoringu. Natomiast wspólnym przedsięwzięciem miast jest będący jeszcze przed odbiorem technicznym Zintegrowany System Zarządzania Ruchem „Tristar”, który obsługuje główne arterie w Trójmieście.

Więcej patroli

Przypadek rajdu przez ul. Bohaterów Monte Cassino nie jest odosobniony. Kilka miesięcy wcześniej pijana kobieta wjechała na „Monciak”. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Może dobrym rozwiązaniem byłoby zainwestowanie w specjalne zapory wysuwane z jezdni? – Rozmawiałem ze służbami, które odpowiadają za bezpieczeństwo. Wszyscy zgodnie potwierdzają: żadnych dodatkowych zapór – uważa Jacek Karnowski. Zdaniem prezydenta Sopotu, skutecznym sposobem zapewnienia bezpieczeństwa turystom i mieszkańcom jest obecność większej liczby patroli policji w mieście, szczególnie w okresie wakacyjnym. Po tragicznym rajdzie zaapelował o to w specjalnym oświadczeniu. – Zależy mi, by osoby decyzyjne w Policji uświadomiły sobie, że Sopot to nie śpiące 36-tysięczne miasto, ale miejsce tętniące życiem, do którego zjeżdżają się ludzie z całej Polski – podkreśla. Te słowa potwierdzają statystyki. Według danych Instytutu Turystyki Szkoły Głównej Turystyki i Rekreacji, opublikowanych na stronach Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, w 2012 roku województwo pomorskie odwiedziło ponad 5 mln polskich turystów i 1,4 mln turystów z zagranicy. Większość z nich przyjechało na 5 dni i dłużej. Głównym celem była turystyka. Częściej niż do innych województw przyjeżdżali ludzie młodzi. Zdecydowana większość osób, bo aż 68 proc., odwiedza województwo pomorskie latem. Policja broni się, że zwiększenie liczby patroli w okresie letnim jest ograniczone głównie ze względów finansowych. – Miasto w ramach swoich możliwości wspiera finansowo Policję. Zarówno oferując płatne nadgodziny w weekendy, jak i poprzez zakup paliwa czy sprzętu. To miasto zbudowało komendę w Sopocie, co jest ewenementem w skali kraju – wyjaśnia J. Karnowski.

Apel prezydenta został wysłuchany. W zeszły weekend na ulicach Sopotu pojawiło się kilkukrotnie więcej funkcjonariuszy niż dotychczas. Jacek Karnowski chciałby, by sytuacja miała charakter długotrwały, a nie jednorazowy. Uważa również, że w przyszłości patrole kontrolujące kurort powinny być mieszane. – Strażnicy miejscy znają bardzo dobrze miasto, jego specyfikę i stanowić mogą doskonałe i profesjonalne uzupełnienie policji – zaznacza i zapowiada, że Straż Miejska otrzyma od niego wsparcie. Dotychczas w godzinach wieczornych w weekendy na terenie miasta działały zaledwie dwa patrole. Prezydent już podpisał dokumenty o zatrudnieniu kolejnych trzech funkcjonariuszy. Wydawałoby się, że pomocne w rozwiązaniu problemów kadrowych mogłyby być wspólne patrole policji czy straży miejskiej z firmami ochroniarskimi. A jednak sprawa nie jest taka prosta. – Pracownicy tych firm nie mają prawa interweniować w nagłych przypadkach jak policjanci czy strażnicy – twierdzi Antoni Pawlak, rzecznik prasowy prezydenta Gdańska. – Zresztą nie ma takiej potrzeby. Miasto na czas wakacji dotuje Policję (około 200 tys. zł), by ta zapewniła więcej patroli. W tym też czasie Straż Miejska pracuje poza normalnymi godzinami, na co miasto też dopłaca – wyjaśnia.

Karetką na sygnale

– W sobotnim zdarzeniu poszkodowanych zostało oficjalnie 16 osób oraz sprawca – informuje Małgorzata Sworobowicz z Biura Prasowego Wojewody Pomorskiego. W niedzielę o 10.00 w szpitalach były 4 osoby (3 w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym i 1 w Szpitalu Miejskim w Gdyni), w poniedziałek rano 3 (2 w UCK i 1 w Gdyni). W akcji brały udział 3 karetki „S” oraz 5 karetek „P”. Mimo nocnej pory, tłumu zszokowanych przechodniów i wielu rannych akcja ratunkowa przebiegła sprawnie. – Dotąd nie było żadnych oficjalnych skarg na sposób udzielania pomocy doraźnej – dodaje M. Sworobowicz. Sopockie wydarzenia pokazały, że numer 112 działa sprawnie. Władze wojewódzkie zapewniają, że wszystkie stacje medyczne i ratownicze są odpowiednio wcześniej powiadamiane zgodnie z procedurą o tym, że na terenie Trójmiasta odbywać się będą imprezy, tak aby móc udzielić pomocy doraźnej w razie wydarzenia o skutkach masowych. – Po ostatnich wydarzeniach zwiększone zostało współdziałanie pomiędzy wszystkimi podmiotami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo mieszkańców i turystów. Zacieśniona zostaje współpraca pomiędzy służbami miejskimi, ratowniczymi a centrum zarządzania kryzysowego – twierdzi M. Sworobowicz. W ostatni weekend w Gdyni miała miejsce impreza o charakterze masowym – pokazy lotnicze Red Bull Air Race. Wojewoda pomorski doraźnie zwiększył sztab kryzysowy na wypadek ewentualnych niebezpiecznych wydarzeń. Według wicemarszałek województwa pomorskiego Hanny Zych-Cisoń, mieszkańcy i przebywający w Trójmieście wczasowicze w zakresie zapewnienia opieki doraźnej mogą czuć się bezpieczni. – Przez ostatnie lata inwestowaliśmy w infrastrukturę duże środki, choć gdyby algorytm przyznawanych środków przez NFZ dla województwa był korzystniejszy niż dotąd, sytuacja byłaby jeszcze lepsza – przekonuje. – Wydarzenie z tragicznej soboty w Sopocie trudno było przewidzieć, ale jesteśmy przygotowani na przypadki masowe. Tak było choćby podczas imprezy Red Bull Air Race, kiedy szpital gdyński otrzymał dodatkowe fundusze na zabezpieczenie opieki zdrowotnej – tłumaczy. Zdaniem władz wojewódzkich, mieszkańcy i turyści mają zapewnioną niezbędną doraźną pomoc medyczną. Co zrobić jednak, aby ona nie była konieczna? Pompowanie ogromnych pieniędzy z kieszeni podatnika w monitoring, który wykorzystywany jest na pół gwizdka, ma niewielki sens. Dopiero tragiczne w skutkach zdarzenia mobilizują służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo do działań i współpracy między sobą.