Anakonda rusza na pomoc

Jan Hlebowicz

|

Gość Gdański 40/2014

publikacja 02.10.2014 00:00

– Nie ma dwóch takich samych akcji. Latamy do osób z zawałami, udarami, poważnymi urazami rąk czy nóg. Niedawno pomogliśmy kobiecie, która na pokładzie statku niespodziewanie zaczęła... rodzić – opowiada st. chor. Stanisław Czujkowski, ratownik.

Maszyna może zabrać na pokład aż 8 poszkodowanych Maszyna może zabrać na pokład aż 8 poszkodowanych
Jan Hlebowicz /Foto Gość

Jest 2.00 w nocy, 21 września 2014 roku. Załoga śmigłowca Anakonda pełniąca dyżur na lotnisku w gdyńskich Babich Dołach otrzymuje wezwanie. „Kobieta biorąca udział w turystycznym rejsie po Bałtyku doznała niebezpiecznego urazu ręki i wymaga natychmiastowego transportu do szpitala” – brzmi komunikat. Kilkanaście minut później maszyna jest już w powietrzu. Ratownik z kilkunastu metrów opuszcza się na pokład promu i udziela poszkodowanej pierwszej pomocy. Kobieta na noszach zostaje wciągnięta do śmigłowca. Akcja ratunkowa trwa mniej niż godzinę. Poszkodowana bezpiecznie trafia do szpitala.

Podwyższone ryzyko

Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej jest jedyną w kraju formacją lotniczą utrzymującą ciągłą gotowość do prowadzenia działań ratowniczych z powietrza nad obszarami morskimi. – Nasze działania obejmują ok. 30 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni Bałtyku.

Dysponujemy 9 śmigłowcami ratowniczymi oraz 8 samolotami patrolowymi. Od początku lat 90. uczestniczyliśmy w 553 akcjach ratowniczych udzielając pomocy 291 osobom – informuje kmdr ppor. Czesław Cichy, oficer prasowy BLMW. Decydujący wpływ na powodzenie akcji mają warunki atmosferyczne. – Środek nocy, mgła, silny wiatr. Na dole niewielka łódź rybacka, która buja się na kilkumetrowych falach. A w niej poszkodowany. Śmigłowiec musi zawisnąć w powietrzu, tak by ratownik idealnie wylądował przy chorym. Czy to jest w ogóle możliwe? Tak, ale trzeba bezwzględnie zaufać wskaźnikom pokładowym – zaznacza kpt. Artur Kasprzak, pilot. – Wiemy, że ratowanie ludzi na morzu to praca podwyższonego ryzyka. Dlatego każdej interwencji towarzyszy spora dawka adrenaliny. Nie ma natomiast miejsca na strach i panikę – podkreśla st. chor. szt. Edward Sokołowski, technik śmigłowca.

Morze to żywioł

Reakcje ratowanych osób bywają bardzo różne. Pewnego razu ranny mężczyzna na pokładzie śmigłowca zaczął zachowywać się agresywnie. – Był w amoku. Krzyczał, żeby zostawić go w spokoju. Próbował zaatakować pilotów. Z wielkim trudem udało się go uspokoić – opowiada S. Czujkowski. Bywa też tak, że poszkodowani, mimo poważnych urazów, nie godzą się na transport śmigłowcem. Tak było w przypadku windsurfera, który zaginął na Bałtyku. Kiedy po długich poszukiwaniach ekipie ratunkowej udało się go odnaleźć, rozbitek oznajmił, że nie wejdzie na pokład Anakondy dopóki... jego sprzęt nie zostanie zabezpieczony.

– Ludzie zapominają, że morze to żywioł i podczas rejsu turystycznego, połowu ryb czy surfowania może zdarzyć się coś nieprzewidzianego – mówi kmdr Cichy. – Kiedy wyruszamy w morze, powinniśmy wziąć ze sobą kamizelkę ratunkową, ubrać się w coś jaskrawego, kupić racę, która niewiele kosztuje i przede wszystkim zabrać ze sobą komórkę w wodoszczelnym etui. Jeśli jest zimno, zainwestujmy w sztormiak lub piankę, które pozwolą przeżyć w wodzie nawet do kilku godzin – apeluje.

Przestańcie hałasować!

Dyżur załogi Anakondy jest całodobowy. Czas pomiędzy kolejnymi wezwaniami do pomocy wypełniony jest intensywnymi szkoleniami. – W dzień, w nocy, w łatwych i trudnych warunkach atmosferycznych współpracujemy z okrętami Marynarki Wojennej i jednostkami Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa przygotowując się do realnych akcji. Niestety nie ma w Polsce szkoły, która uczyłaby lotniczego ratownictwa na morzu. Dlatego piloci, technicy i ratownicy BLMW przekazują swoją wiedzę młodszym kolegom – tłumaczy kmdr Cichy. Zdarza się jednak, że praca BLMW spotyka się z niezrozumieniem mieszkańców Gdyni. – Dostajemy telefony z pretensjami. Ludzie narzekają na hałas. Uważają, że niepotrzebnie latamy w nocy. Prosimy wszystkich o wyrozumiałość – podkreśla kmdr Cichy.

Śmigłowiec Anakonda

Przeznaczony jest do wykonywania zadań poszukiwawczo-ratowniczych nad wodą i lądem, w zróżnicowanych warunkach atmosferycznych w dzień i w nocy. Może zabrać na pokład do 8 poszkodowanych. Najnowsze egzemplarze maszyny wyposażono w system obserwacji termowizyjnej, który zwiększa efektywność poszukiwania rozbitków w nocy. Na pokładzie Anakondy znajdują się kamizelki, nosze oraz dźwig burtowy z wciągarką elektryczną przeznaczoną do podnoszenia lub opuszczania ludzi. Śmigłowiec, dzięki rozmieszczonym wokół kadłuba pływakom, ma możliwość awaryjnego wodowania.