Goście, goście

Jan Hlebowicz

|

Gość Gdański 02/2016

publikacja 07.01.2016 00:00

Imigranci na Pomorzu. – Trójmiasto odrobiło pracę domową. Jestem pozytywnie zaskoczony, jak dobrze przygotowało się do przyjęcia uchodźców – twierdzi Aws Kinani, Tunezyjczyk. – Obawiam się, że mimo najlepszych intencji Gdańsk, Gdynia i Sopot nie będą w stanie odpowiednio pomóc przybyszom z Bliskiego Wschodu i Afryki – uważa Samer Samaan, Syryjczyk.

 Po zamachach terrorystycznych w Paryżu w Gdańsku 22 listopada odbyła się manifestacja przeciwko przyjmowaniu imigrantów Po zamachach terrorystycznych w Paryżu w Gdańsku 22 listopada odbyła się manifestacja przeciwko przyjmowaniu imigrantów
Jan Hlebowicz /Foto Gość

Już w pierwszym kwartale 2016 r. do Polski przybędzie ok. 2 tys. imigrantów, z czego prawie 100 z nich ma trafić do Trójmiasta. Władze Gdańska, Gdyni i Sopotu od kilku miesięcy przygotowują się na tę okoliczność, jednak ich działania w tym zakresie spotykają się z wyraźnym sprzeciwem części środowisk prawicowych. Co czeka na miejscu przybyszów z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki? Na czym opiera się prowadzona przez trójmiejskie samorządy polityka migracyjna?

Przyjaciel skin

Aws Kinani marzył o zagranicznych studiach. Padło na Polskę i Gdańsk. – To był przypadek. Nie miałem żadnej wiedzy o kraju ani uczelni. Nie znałem języka. Tunezyjska firma, która zorganizowała wyjazd, obiecała, że przyspieszony kurs polskiego pozwoli mi szybko odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Niestety, na miejscu okazało się, że zajęcia prowadzą osoby zupełnie do tego nieprzygotowane – wspomina. Uczył się sam. Z radia, telewizji, internetu. Po kilku tygodniach budował już pierwsze, proste zdania. Zaczął roznosić ulotki. Potem sprzedawał ryby w markecie. – Tam poznałem kolejne słowa. Do dziś nie mam problemu z rozróżnieniem pstrąga od łososia – uśmiecha się.

Kolejno były pizzeria i restauracja na ul. Długiej, gdzie pracował jako kelner. – W pracy spotkałem chłopaka z wytatuowanymi symbolami nazistowskimi. Był skinem, który otwarcie przyznawał, że nienawidzi muzułmanów. Co ciekawe, zaprzyjaźniliśmy się. On zapraszał mnie do swojego domu i mówił: „Ty jesteś w porządku, ale ta cała reszta Arabów to...” – opowiada. Jak sam przyznaje, najgorsze były początki. – Na ulicy ludzie zatrzymywali się i patrzyli na mnie jak na małpę w zoo. Niektórzy byli agresywni. Raz zostałem brutalnie pobity w klubie – wspomina. Wiele zmieniło się, gdy dobrze poznał język. Dopiero wtedy poczuł się jak u siebie. Od jego przyjazdu do Polski minęło niemal 10 lat. Dzisiaj Aws Kinani prowadzi agencję nieruchomości, ma żonę i dwoje dzieci. – Wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam Polsce. To tutaj rozwinąłem się, założyłem rodzinę, miałem szansę uczciwie zarobić. Polacy to w większości wspaniali ludzie. Ciepli, otwarci, życzliwi. Z biegiem lat aktów wrogości było zdecydowanie mniej – podkreśla. Kiedy usłyszał o działaniach gdańskiego zespołu ds. Modelu Integracji Imigrantów, od razu zgłosił się jako wolontariusz. – Doskonale wiem, jak trudne są początki w nowym kraju, z dala od znajomych, rodziny, bez grosza przy duszy. Mogę oprowadzić uchodźców po mieście, pomagać im w nauce języka czy w poszukiwaniu pracy – deklaruje.

Uchodźcy i trenerka gender

Gdański zespół, pierwsza tego typu struktura w Polsce, powstał w maju ubiegłego roku z inicjatywy prezydenta Pawła Adamowicza. – Blisko 120-osobowa grupa opracowywała rozwiązania wspierające integrację imigrantów na ośmiu obszarach: zatrudnienie, edukacja, pomoc społeczna, przemoc i dyskryminacja, kultura, mieszkalnictwo, zdrowie i sąsiedztwo – wylicza Piotr Olech, zastępca dyrektora ds. integracji społecznej Wydziału Rozwoju Społecznego. Po przybyciu do Gdańska imigranci otrzymają pakiet startowy z informacją o Polsce i Gdańsku, prawie, zwyczajach, kulturze oraz kontakty do instytucji i organizacji, które mogą być przydatne. – Do tego zagwarantujemy im zajęcia z orientacji kulturowej oraz kursy językowe. Dzieci rozmieszczone zostaną w różnych szkołach i wspierane będą przez przeszkolonych nauczycieli, koordynatora dzieci imigranckich oraz asystenta międzykulturowego – wyjaśnia P. Olech. Swoje wsparcie zadeklarowało już ponad 100 wolontariuszy szkolonych przez Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek. Zajęcia prowadzone są przez Martę Siciarek, która opisuje się jako „psycholożka, trenerka genderowa i antydyskryminacyjna”. – Gdańsk zdecydował się na realizację procesu integracji, a nie asymilacji. Oznacza to, że będziemy uczyć naszych wartości, ale też będziemy szanować kultury uchodźców, o ile nie będą one łamać standardów demokracji i praw człowieka, wartości europejskich – tłumaczy P. Olech. – Wiemy jedno: jeśli my będziemy się do uchodźców odnosić życzliwie i z szacunkiem, oni odwdzięczą się tym samym – dodaje.

Sopot i Gdynia też gotowe

Politykę migracyjną, choć na mniejszą skalę, prowadzą także Sopot i Gdynia. W obu miastach powstały tzw. zespoły ds. uchodźców. Gdynia zadeklarowała przyjęcie kilku rodzin w ciągu 2 lat. – Pomoc musi być adekwatna do potrzeb. Począwszy od psychologicznej, przez wsparcie w zaadaptowaniu się w nowych warunkach kulturowych, na kursach językowych kończąc. Chcemy także wesprzeć uchodźców w znalezieniu pracy, tak by nasi goście byli w stanie zarobić na wynajęcie mieszkania na wolnym rynku i pokryć koszty życia w Polsce – mówi Michał Guć, wiceprezydent. Władze Sopotu mówią o udzieleniu pomocy trzem uchodźczym rodzinom oraz trzem osobom samotnym. Zamieszkają oni w wyremontowanych mieszkaniach komunalnych. – W skład sopockiego, interdyscyplinarnego zespołu, któremu przewodniczy wiceprezydent Joanna Cichocka-Gula, weszli przedstawiciele MOPS, Urzędu Miasta, Straży Miejskiej oraz Caritas Archidiecezji Gdańskiej. Wspólnie próbują wypracować kompleksowy system przyjęcia uchodźców – opowiada Magdalena Jachim, rzecznik prasowy UM w Sopocie. Zespół zorganizował już kilka spotkań edukacyjnych, które poprowadzili muzułmanie, a także chrześcijanie pochodzący z krajów Bliskiego Wschodu żyjący obecnie w Trójmieście.

NIE! dla imigrantów

Z polityką migracyjną Gdyni, Sopotu, a w szczególności Gdańska nie zgadza się część trójmiejskich środowisk prawicowych. Wyrazem sprzeciwu były dwie manifestacje pod hasłem: „NIE! dla imigrantów”, które zgromadziły łącznie kilka tysięcy osób. – Jak pokazują rozmaite sondaże, mieszkańcy Pomorza sprzeciwiają się działaniom urzędników. Problem polega na tym, że władze nie liczą się ze zdaniem obywateli – uważa Karol Rabenda, jeden z liderów partii KORWiN, współorganizator marszów. Jego zdaniem, z pojawieniem się uchodźców nad Motławą wiąże się z realne zagrożenie terroryzmem. – Państwa UE nie są przygotowane na przyjmowanie imigrantów. Nie ma szczelnego systemu weryfikującego przyczyny, z powodu których dana osoba opuszcza swój kraj – twierdzi. Wątpliwości budzi także sposób rozlokowania imigrantów. – Sprzeciwiamy się lewicowo-liberalnej polityce władz Gdańska organizujących dla imigrantów mieszkania komunalne, na które wielu gdańszczan czeka od lat w kolejce. Miasto powinno w pierwszej kolejności dbać o własnych obywateli – podkreśla Krzysztof Przyborowski, jeden z liderów Obozu Narodowo-Radykalnego na Pomorzu, współorganizator marszów. – Istnieje ryzyko, że uchodźcy zostaną rozlokowani w gorszych dzielnicach, borykających się z wieloma problemami społecznymi. Tam konflikty między mieszkańcami a imigrantami mogą być o wiele poważniejsze, niż nam się wydaje – uzupełnia K. Rabenda. – Jesteśmy zdecydowanie za rozproszonym zakwaterowaniem uchodźców, w pokojach i mieszkaniach z najmu prywatnego. Mieszkania komunalne będą przeznaczane jedynie dla osób w trudnej sytuacji, np. z niepełnosprawnościami – odpowiada na te zarzuty P. Olech. Karol Rabenda ma również zastrzeżenia do warsztatów dla wolontariuszy prowadzonych przez genderową trenerkę. – Czy miasto Gdańsk chce wykształcić armię poprawnych politycznie młodych ludzi, którzy będą chodzić i upominać innych, by nie jedli wieprzowiny, bo może to urazić muzułmanina? Przecież to nie my, jako gospodarze, powinniśmy dostosowywać się do zwyczajów imigrantów, ale na odwrót – mówi.

Zdania podzielone

Obaw organizatorów manifestacji antyimigracyjnych nie podziela Aws Kinani. Jego zdaniem, muzułmanie mieszkający na Pomorzu dostosują się do panujących w Polsce praw. – Jestem praktykującym muzułmaninem, ale nie mam problemu z obchodzeniem świąt Bożego Narodzenia. W domu stoi choinka, śpiewamy kolędy, łamiemy się opłatkiem. Nie zabraniam mojej żonie chodzić do kościoła. Podobnie będzie z uchodźcami – zapewnia. W jakiej wierze wychowuje synów? – Oni są muzułmanami i w tym temacie nie ma dyskusji. Bóg tak nakazał. Gdyby żona się na to nie zgodziła, to bym się z nią nie ożenił – mówi. Aws jest przekonany, że władze Gdańska, Gdyni i Sopotu, poradzą sobie z uchodźcami. – Urzędnicy, szczególnie gdańscy, profesjonalnie zajęli się tym tematem. Wypracowali model, który będzie sprawnie funkcjonował. Innego zdania jest Samer Samaan, Syryjczyk od kilkunastu lat mieszkający w Gdańsku. Podobnie jak Aws wspomaga trójmiejskie samorządy w przygotowaniach do przyjęcia uchodźców. Nie jest jednak pewien, czy kierunek działań jest właściwy. – Życie wielu z imigrantów jest zagrożone i potrzebna jest im pomoc. Tylko czy w taki sposób? – zastanawia się. – Polska nie jest na to gotowa. To niezamożny kraj. Osobiście znam wielu Polaków, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Wydaje mi się, że ich należałoby wesprzeć w pierwszej kolejności – mówi. Samer obawia się, jak imigranci poradzą sobie z obcą kulturą, językiem, znalezieniem pracy. – Mimo najlepszych intencji, wsparcie ze strony urzędników może być niewystarczające –uważa.