Spaleni żywcem... czekają na pogrzeb

Jan Hlebowicz


|

Gość Gdański 19/2016

publikacja 05.05.2016 00:00

Poczerniałe od płomieni szczątki pomordowanych przez czerwonoarmistów cywili 
do dziś przechowywane są 
w podziemiach kościoła św. Józefa. Czy po ponad 70 latach gdańszczanie doczekają się godnego pochówku?

Jan Hlebowicz /foto gość Jan Hlebowicz /foto gość

Rok 1945, koniec marca. Armia Czerwona rozpoczyna szturm na centrum Gdańska. Sowieccy żołnierze, nazywający się dumnie „wyzwolicielami”, masowo gwałcą, grabią i mordują zarówno niemieckich, jak i polskich mieszkańców miasta. Ponad 100 osób – głównie kobiet, dzieci i starców – szukając schronienia przed pijanymi i zdolnymi do wszystkiego czerwonoarmistami, chowa się w kościele św. Józefa. Bezskutecznie. Barbarzyńcy za nic mają odwieczne i święte prawo azylu.
Poczerniałe od płomieni szczątki pomordowanych cywili do dziś przechowywane są w podziemiach świątyni. – Chcielibyśmy je ekshumować, zidentyfikować i godnie pochować. Być może są rodziny, które nadal czekają na wiadomość o swoich bliskich – mówi o. Tomasz Ewertowski, rektor kościoła i ekonom tutejszego klasztoru oblatów. – Sami jednak nie możemy tego zrobić. Od kilku lat próbuję zainteresować tą sprawą różne instytucje. Dotychczas bezskutecznie...

Płomienie, krzyk i płacz
Świadkiem tragedii, która rozegrała się najprawdopodobniej 27 marca, był ks. Georg Klein, wikariusz kościoła św. Józefa. Jego spisana po niemiecku relacja przetrwała do dziś. „Przestraszone kobiety, dzieci, starcy schronili się w świątyni i na plebanii (...). Nad ranem nastała przygniatająca cisza, bez strzałów, warkotu pojazdów. Ostrożnie wyszliśmy schodami do góry, gdy nagle usłyszeliśmy ciężkie kroki. Pierwszy sowiecki żołnierz stanął przed nami gotowy do oddania strzału. Drugi podszedł do nas i zabrał nam zegarki”. Bolszewicy zaczęli rabować dotychczas nienaruszone plebanię i kościół. Szybko wychodzili z łupami, torując drogę następnym. W ruch poszły butelki z samogonem. „Byliśmy jak sparaliżowani i wycofaliśmy się do na wpół zdewastowanego pokoju plebanii. Za nami wszedł jeden z żołnierzy i, grożąc nam, wygonił z pomieszczenia. Zmusił do pozostania 18-letnią dziewczynę. Po jakimś czasie zjawiła się i ona na zewnątrz: zrozpaczona, zapłakana, rozczochrana i oniemiała. Stało się” – pisze ks. Klein. Następnie czerwonoarmiści rozkazali cywilom wrócić do kościoła i na plebanię.