Do lasu by się szło...

Jan Hlebowicz

publikacja 30.06.2016 00:00

– Bezchmurne niebo i słońce w zenicie. Szedłem przez młodnik. Nagle na ziemi dostrzegłem coś ciemnego. Żmija. Dzielił nas może metr. Ona się podniosła i spojrzała na mnie. Ja na nią. Zasyczała. Grzecznie przeprosiłem za najście i poszedłem w swoją stronę – opowiada Zbigniew Popławski.

Idziesz na długą wyprawę do lasu? Koniecznie weź ze sobą naładowaną komórkę, a do plecaka wrzuć termos z gorącą herbatą i kanapki. Idziesz na długą wyprawę do lasu? Koniecznie weź ze sobą naładowaną komórkę, a do plecaka wrzuć termos z gorącą herbatą i kanapki.
Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku

Ponad 2 tys. km szlaków rowerowych i prawie 800 km tras konnych. Ścieżki edukacyjne i specjalne drogi do nordic walkingu. Urokliwe miejsca biwakowe i przytulne leśniczówki (m.in. Przebrno, Wydry, Czarne), w których można przenocować. Czyste jeziora i rzeki wprost stworzone dla kajakarzy i wędkarzy. Cisza, spokój i wspaniała przyroda wokół. Trudno się dziwić, że z roku na rok przybywa chętnych, którzy chcą spędzić wakacje... w pomorskich lasach. A las – piękny, dostojny i potężny – rządzi się swoimi prawami, chroniąc tych, którzy na stałe w nim zamieszkują. – My, jako goście, jeżeli nie chcemy, by nasz upragniony urlop skończył się wizytą w szpitalu albo na posterunku policji, musimy się z tymi regułami zapoznać i ściśle ich przestrzegać – podkreśla Jerzy Fijas, zastępca dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku.

Przyroda nie toleruje głupoty

– Liczba osób, które chcą swój urlop spędzić w lesie, systematycznie wzrasta. Zazwyczaj wypoczywamy aktywnie. Chodzimy na spacery, jeździmy na rowerze lub konno. Prawdziwą furorę robią spływy kajakowe – mówi Z. Popławski, specjalista ds. ochrony przyrody RDLP. Innych do lasu bardziej niż aktywny wypoczynek przyciąga możliwość obserwacji przyrody. W Polsce coraz większą popularnością cieszy się tzw. birdwatching, choć wciąż pozostaje niszową formą turystyki. – Chodzi o „podglądanie ptaków”. Ornitologów amatorów przybywa. Wyposażeni w profesjonalny sprzęt fotograficzny, lunety i lornetki, potrafią dzień w dzień wstawać o 5.00 rano, by przez kolejnych kilkanaście godzin chodzić po lesie i obserwować swoich latających przyjaciół. Ci ludzie to prawdziwi pasjonaci. Odróżniają poszczególne gatunki po upierzeniu i wydawanych odgłosach – tłumaczy J. Fijas. Las, jak podkreślają leśnicy, jest otwarty dla wszystkich. Pod pewnymi warunkami. – Nie zapominajmy, że to dom zwierząt i roślin, który powinniśmy uszanować. Przede wszystkim nie krzyczmy. Zwierzęta mają dużo bardziej wyostrzone zmysły od człowieka – zaznacza Z. Popławski. Spacer po lesie będzie przyjemny, jeśli nie pozostawimy w nim niczego, co ze sobą przynieśliśmy. Miejmy świadomość, że rzucona w lesie plastikowa butelka zatruwa glebę, a siatka może doprowadzić do uduszenia zwierzęcia. Co powinniśmy zabrać ze sobą i w co się ubrać, gdy planujemy dłuższą wyprawę? – Weźmy naładowaną komórkę i numer najbliższej leśniczówki. W naszym plecaku powinny znaleźć się: napój, kanapka i podstawowe środki opatrunkowe – wylicza Z. Popławski. Do lasu ubieramy porządne buty za kostkę i długie spodnie ściągane gumką. Nie zapominamy o nakryciu głowy. – Jeśli chcemy uniknąć ukąszenia żmii, komarów czy kleszczy, ubierzmy się porządnie. Żadnych klapek. Przyroda nie toleruje głupoty – podsumowują leśnicy.

Zostawmy żmiję w spokoju

Odpowiedni ubiór chroni, ale nie zawsze wystarczy, by uniknąć zagrożenia. Kilkanaście dni temu na OIOM gdańskiego szpitala trafiło dziecko ukąszone przez żmiję zygzakowatą. Dopiero po szybkiej i skutecznej interwencji lekarzy z nogi 4-letniej dziewczynki zszedł rozległy obrzęk sięgający od kostki do kolana. To niejedyny taki przypadek w ostatnim czasie. Żmije na Pomorzu to dość częsty widok. Zazwyczaj można spotkać je na leśnych polanach, wygrzewające się na słońcu. To jedyny jadowity gad w Polsce. – Nie wszystkie żmije mają charakterystyczne umaszczenie, czyli wyraźny ciemny zygzak. Niektóre są niemal czarne. Mimo to i tak łatwo odróżnić je od niejadowitych zaskrońców z typowymi żółtymi plamami na głowie – wyjaśnia Z. Popławski. Ekspert przyznaje, że żmija nigdy sama z siebie nie zaatakuje człowieka, bo zwyczajnie się go boi. – Kiedy zobaczymy żmiję, zatrzymajmy się i dajmy jej odejść albo sami oddalmy się w inne miejsce. Żmija ugryzie tylko w obliczu zagrożenia, czyli np. kiedy na nią nadepniemy. Jeśli więc mamy na nogach porządne, wysokie buty, to nic nam nie grozi. Żmija nie skacze i jest w stanie ukąsić jedynie w okolicach kostki – podkreśla. – Niestety, ludzie sami proszą się o ugryzienie, np. drażniąc żmiję patykiem. To niedopuszczalne zachowanie – dodaje. W miejscu bolesnego ukąszenia powstaje charakterystyczna rana, która ma postać dwóch punktowych skaleczeń. Pojawiają się obrzęk i zaczerwienienie. – Absolutnie nie możemy wysysać jadu. To nie Dziki Zachód. Jeśli mamy taką możliwość, załóżmy opaskę uciskową powyżej miejsca ugryzienia i natychmiast udajmy się do najbliższego lekarza. W szpitalu zostanie nam podana antytoksyna, która neutralizuje jad – mówi Z. Popławski. Ukąszenie przez żmiję stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia.

Wilk jest zły?

Powszechną grozę wśród ludzi spędzających czas w lesie budzą coraz popularniejsze na Pomorzu wilki. Te wyjątkowe i piękne zwierzęta od lat są negatywnymi bohaterami bajek i baśni, uosabiając zło i niebezpieczeństwo. Czarna legenda drapieżników niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. – Wilk żywi się zwierzętami kopytnymi i zdecydowanie nie ma ochoty na spotkanie z człowiekiem – zaznacza J. Fijas. – Jeśli już staniemy oko w oko z tym zwierzęciem, broń Boże nie uciekajmy. Dla drapieżnika to zielone światło do gonitwy za potencjalną ofiarą. Wilk, gdy tylko się zorientuje, że ma do czynienia z człowiekiem, zrobi wszystko, by jak najszybciej zniknąć nam z oczu – wyjaśnia. Spotkanie z wilkiem, raczej niegroźne dla ludzi, zazwyczaj kończy się tragicznie dla naszych czworonożnych pupili. – Dlatego jeśli zdecydujemy się wziąć psa do lasu, trzymajmy go na smyczy. Dzięki temu nie spłoszy on dzikiej zwierzyny, ale też sam nie stanie się obiadem. Niestety, bywały przypadki zagryzienia psów przez wilki, które zachowały się naturalnie, eliminując konkurencję – tłumaczy Z. Popławski. Zdecydowanie bardziej niż wilka powinniśmy bać się lochy, czyli samicy dzika. – Jeśli poczuje, że któryś z jej warchlaków jest zagrożony, pójdzie na nas jak czołg. Dlatego jeśli zobaczymy stado dzików, zatrzymajmy się i bardzo, bardzo powoli zacznijmy się wycofywać – instruuje leśnik.

Mały i niebezpieczny

Wbrew pozorom ani wilk, ani żmija nie stanowią największego niebezpieczeństwa dla człowieka. Najgroźniejszy okazuje się nie większy od główki szpilki... kleszcz. W województwie pomorskim na 100 tys. mieszkańców na chorobę przenoszoną przez te pajęczaki zapada aż 38 osób. To więcej niż średnia zapadalność w skali kraju. W 2015 r. na Pomorzu odnotowano 885 przypadków zachorowań na boreliozę. O ponad 100 więcej niż w 2014 r. – Przed kleszczami najlepiej chroni ubiór. Im bardziej zakryjemy nasze ciało, tym lepiej. Skuteczne są także preparaty odstraszające te niebezpieczne dla człowieka pajęczaki – podpowiada Z. Popławski. Nie zawsze jednak zwykłe środki ostrożności wystarczają. Tuż po powrocie z lasu trzeba dokładnie obejrzeć swoje ciało. Ulubione miejsca pasożytowania kleszczy to doły łokciowe i kolanowe, pachy, pachwiny, okolice intymne i pępek. – Im szybciej zidentyfikujemy kleszcza, tym lepiej. Nie wolno nim kręcić, wyciskać go, smarować masłem czy spirytusem. Usuwamy go przy użyciu pęsety. Należy uchwycić pajęczaka jak najbliżej skóry, następnie wyciągać, lekko obracając. Chodzi o to, by żaden fragment kleszcza nie został w naszym ciele. Rankę należy przemyć środkiem odkażającym – wyjaśnia dr Łukasz Szmygel, pediatra i diagnostyk z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Aż jeden na trzy kleszcze jest nosicielem groźnych chorób. Dlatego jeśli w miejscu ugryzienia zobaczymy tzw. rumień wędrujący, natychmiast zgłośmy się do specjalisty. Jest to pierwszy objaw jednej z kilku chorób odkleszczowych, np. boreliozy albo kleszczowego zapalenia mózgu. – Borelioza ma wiele twarzy. Zespół przewlekłego zmęczenia, bóle głowy i stawów, lekko podwyższona temperatura – to delikatne objawy przypominające grypę. Borelioza może jednak doprowadzić także do arytmii serca, zapalenia stawów czy zaburzenia widzenia. Dużo poważniejsze w skutkach jest odkleszczowe zapalenie opon mózgowych, szczególnie wtedy, gdy długi czas pozostaje nierozpoznane – mówi Ł. Szmygel. Jak podkreśla lekarz, nie ma szczepionki, która chroniłaby przed boreliozą (leczymy ją antybiotykami). Można jednak zaszczepić się przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu.

Ofiary... barszczu

W lesie powinniśmy uważać nie tylko na zwierzęta, ale także na niektóre rośliny. I pamiętać, że nie wszystko, co zielone, nadaje się do jedzenia, a nawet dotykania. Pokrzyk wilcza jagoda, mylony ze zwykłą jagodą, zawiera atropinę, która w okulistyce używana jest do rozszerzania źrenic. – To roślina silnie trująca. Podobnie jak konwalia majowa, trzmielina pospolita, zimowit jesienny czy cis pospolity – przestrzega Z. Popławski. Specyficzną byliną, spotykaną także na Pomorzu, jest dorastający nawet do 3 m barszcz Sosnowskiego. Nie zbliżajmy się do niego. Szczególnie w czasie upałów może dochodzić do przykrych poparzeń, po których blizny na ciele utrzymują się bardzo długo. Jeśli staniemy się ofiarą barszczu, natychmiast zgłośmy się do lekarza. – Las to wielki, żywy organizm. Nie pozostaje on obojętny na dobrych ludzi i odwzajemnia ich uczucia. Starajmy się korzystać z jego dobrodziejstw i z wolności, którą on nam daje – apelują leśnicy. Jeśli zostaniemy ugryzieni, pokąsani czy poparzeni, pretensje możemy mieć tylko do siebie.•