Tak Polonusi piłkę kopali

Jan Hlebowicz

|

Gość Gdański 39/2017

publikacja 28.09.2017 00:00

− Polacy w Gdańsku byli zawsze ludźmi drugiej kategorii. Taki stan rzeczy zamiast zmienić się po wojnie na lepsze – pozostał. Nazywano nas „Niemcami”, „szwabami”, „hitlerowcami” − wspominała Gertruda Wiewiórowska, wybitna przedwojenna tenisistka, zawodniczka Gedanii.

▲	Dr hab. Janusz Trupinda prezentuje oryginalną pamiątkę  po gedanistach − statuetkę zdobytą w trakcie I Igrzysk Sportowych Polaków z Zagranicy, które w sierpniu 1934 r. odbyły się w Warszawie. ▲ Dr hab. Janusz Trupinda prezentuje oryginalną pamiątkę po gedanistach − statuetkę zdobytą w trakcie I Igrzysk Sportowych Polaków z Zagranicy, które w sierpniu 1934 r. odbyły się w Warszawie.
Jan Hlebowicz /Foto Gość

Założona w 1922 r. Gedania była dla polskiej mniejszości żyjącej w Wolnym Mieście Gdańsku czymś więcej niż tylko klubem sportowym. Zrzeszała całe rodziny, których członkowie oddani byli biało-amarantowym barwom na dobre i złe. Poprzez członkostwo wyrażali swoje aspiracje, ambicje i okazywali patriotyzm. Odnosili także spektakularne sportowe sukcesy, co nierzadko doprowadzało do wściekłości niemieckich kibiców oraz lokalne władze. Za swoje oddanie ojczyźnie zapłacili ogromną cenę. Trafiali do niemieckich obozów koncentracyjnych. Byli bestialsko mordowani. Kiedy po wojnie do ich ukochanego Gdańska przyszła Polska bolszewicka, też nie zostali docenieni. Wręcz przeciwnie − komunistyczne władze próbowały wymazać gedanistów ze zbiorowej pamięci. Niestety, w znacznej mierze to się udało. Wystarczy spojrzeć, w jakim stanie są dziś boisko Gedanii i budynki klubowe, które z roku na rok popadają w coraz większą ruinę. – Jako człowiek wychowany w patriotycznym duchu Gedanii mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, kiedy ten bardzo zasłużony, najstarszy, a dzisiaj niestety niemal całkiem zapomniany polski klub sportowy doczeka należnego mu szacunku i odrodzenia – podkreśla Jan Małgorzewicz, syn wybitnego gedanisty Franciszka Małgorzewicza.

Laską po głowie

– Współzałożyciel Gedanii, działacz polonijny Maksymilian Ruprecht, wyznaczył jasno cel dla utworzonego klubu sportowego. Chodziło o to, aby skoncentrować Polonię pod jego sztandarem. Początkowo działała sekcja piłkarska, w 1924 r. założono sekcję strzelecką, rok później lekkoatletyczną i następne: tenisową, bokserską, motorową i hokejową. Z czasem Gedania stała się najliczniejszym klubem sportowym w Wolnym Mieście Gdańsku, co – jak łatwo się domyśleć – nie podobało się niemieckiej większości – mówi dr hab. Janusz Trupinda, kierownik Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku, autor książki poświęconej dziejom klubu. Od początku największym zainteresowaniem cieszył się futbol. Zwyczaj kopania w piłkę został zaszczepiony nad Motławą przez... angielskich marynarzy, którzy przypływali do portu gdańskiego pod koniec XIX stulecia. Miejscowi chłopcy podpatrzyli tę niecodzienną grę i zaczęli powoli ją naśladować. W momencie powstania Gedanii futbol był dyscypliną popularną, wzbudzającą ogromne emocje wśród kibiców. – Polscy piłkarze grali piłkę techniczną, atrakcyjną dla oka, co podkreślali także komentatorzy sportowi w gazetach niemieckich – zaznacza J. Trupinda. Bardzo szybko zaczęli odnosić też spektakularne sukcesy. W 1933 r. gedaniści zostali mistrzami Wolnego Miasta Gdańska. Ku wielkiemu niezadowoleniu niemieckich kibiców zaczęli reprezentować miasto w rozgrywkach szczebla centralnego w Prusach Wschodnich. – Na stadionach dochodziło wówczas do dantejskich scen. Jak wspominał Roman Bellwon, jeden z najwybitniejszych piłkarzy Gedanii, podczas pewnego meczu starszy pan zaczął swoją laską bić po głowie siedzącego obok polskiego sympatyka Gedanii. Krzyczał: „Polska drużyna nie może wygrywać z niemiecką!” – opowiada J. Trupinda. „»Przyjazna« publiczność zrobiła nam wstrętną manifestację, nie chcąc dopuścić do wręczenia nam zasłużenie wygranego pucharu. Dostaliśmy go w szatni” – wspominał inny z gedanistów Antoni Piasecki. Sukcesy odnosili nie tylko piłkarze, ale także bokserzy z Gedanii. Gwiazdą i legendą klubu był Jan Bianga, brązowy medalista mistrzostw Polski. Duże znaczenie miał również utworzony w 1930 r. wydział kobiecy. Panie uprawiały lekkoatletykę i piłkę ręczną. Pierwszego dnia zgłosiło się aż 50 chętnych. − A trzeba pamiętać, że uczestnictwo kobiet w przedwojennym sporcie nie było tak powszechne. Przeciwwskazaniem były m.in. względy... estetyczne. Pot, brud, negliż – to wszystko nie pasowało do wizerunku damy. Panie z Gedanii nie bardzo się tym przejmowały i chętnie stawały do walki na boisku. Masowe zaangażowanie kobiet w sport wyróżniało gdański klub – przyznaje J. Trupinda.

Obrona przed Hitlerjugend

Działalność Gedanii wykraczała poza wyniki, tabele, rywalizację czysto sportową. Członkowie klubu, wśród nich wielu wybitnych działaczy polonijnych, organizowali uroczystości patriotyczne i akcje dobroczynne. – Mój ojciec był członkiem Gedanii od 1929 r., piastował funkcję w zarządzie, a także był aktywnym zawodnikiem sekcji strzeleckiej. Trenował również juniorów i młodzików z sekcji piłkarskiej. Oprócz aspektu sportowego najważniejsze było wychowanie tych młodych chłopców w duchu patriotycznym – mówi J. Małgorzewicz. – Wydział Młodzieżowy starał się, jak to wówczas mówiono, wyrwać młodych Polaków z niemieckich „vereinów”. Chodziło o to, aby przez aktywność klubową rozwijać u młodzieży poczucie polskiej świadomości narodowej – tłumaczy J. Trupinda. W ramach klubu odbywały się również szkolenia wojskowe, bo tego wymagała specyfika Wolnego Miasta Gdańska − miejsca ciągłych napięć polsko-niemieckich. – Po przejęciu władzy w Gdańsku przez nazistów w latach 30. XX w. Gedania została dostrzeżona i doceniona przez władze II RP jako organizacja masowa, bardzo dobrze kojarzona przez Polaków. Objęcie przez mjr. Rosnera stanowiska prezesa klubu wiązało się z uzyskaniem pieniędzy na rozbudowę bazy sportowej. Jednocześnie wsparta została działalność wojskowa i konspiracyjna, prowadzona w ramach Gedanii − mówi J. Trupinda. Regularnie odbywały się ćwiczenia strzeleckie i samoobrony. − Było to w pełni uzasadnione, bo w latach 30. każda potańcówka kończyła się awanturą i prowokacją bojówek nazistowskich. Zdarzały się wypadki śmiertelne. Polscy bokserzy uczyli młodzież, jak należy się bronić − wyjaśnia Marek Adamkowicz z Muzeum Poczty Polskiej. Szkolenia nie uszły uwadze niemieckich służb. Jak wynika z policyjnych akt, gedaniści byli już w tym czasie wnikliwie inwigilowani.

Ofiary dwóch totalitaryzmów

Po wybuchu wojny gedaniści bronili Poczty Polskiej w Gdańsku. Wielu z nich, ze względu na swoją międzywojenną działalność, znalazło się wśród pierwszych więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof. Część rozstrzelano. Gedaniści, w ramach represji, byli także wpisywani na niemiecką listę narodowościową i wcielani przymusowo do Wehrmachtu. Ci, którym udało się uniknąć tego losu, angażowali się w działalność konspiracyjną na rzecz Polski. Współtworzyli m.in. Polską Armię Powstania – organizację niepodległościową o wojskowym charakterze. W 1943 r. została rozbita przez gestapo, a jej członkowie aresztowani i poddani torturom. Z kolei gedanistki zajmowały się m.in. przerzutami kurierów Armii Krajowej. Wśród nich był sam Jan Nowak-Jeziorański. Kres niemieckiej okupacji nie przyniósł upragnionej przez gedanistów wolności. − Początkowo pojawiła się pewna nadzieja. Gedania była pierwszym po wojnie reaktywowanym w mieście klubem sportowym. Gedaniści zdobyli także pierwsze po 1945 r. mistrzostwo Wybrzeża w piłce nożnej – mówi J. Trupinda. Radość nie trwała długo. Członkom klubu, którzy przeżyli wojnę i mieli jeszcze siły na powrót do czynnego uprawiania sportu, nie dano szansy na normalne życie. − Jako tak zwani auto- chtoni, ci polscy patrioci byli przez komunistyczne władze podejrzewani o… „niemieckość” i popieranie nazizmu. Musieli dawać tzw. świadectwo narodowe przed komisjami weryfikacyjnymi i udowadniać, że są… Polakami. Dla ludzi poświęcających swoje życie dla polskości było to ogromnie upokarzające. Zawodnicy otrzymali też wyraźną sugestię ze strony funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, że na mistrzostwie Gdańska ich aktywność się skończy i nie mają szans na dalszy rozwój − wyjaśnia J. Trupinda. Klub nie odzyskał swojego stadionu, a zawodnicy byli nieustannie szykanowani przez bezpiekę – wyrzucani z mieszkań, przesłuchiwani, okradani. Tak te chwile wspominała Gertruda Wiewiórowska: „Urzędnik UB wpadł do mieszkania i krzyknął: »W ciągu 12 godzin was tu nie ma!«. Innym razem wysokiej rangi oficer wojsk polskich zjawił się z żołnierzem pod bagnetem i też kazał nam opuścić mieszkanie w ciągu 12 godzin, nie dając nic zabrać (…). Oficerowi pokazałam swe zaświadczenie polskie i powiedziałam: »Przyniesie pan jutro pięć kul i dokona tego, czego Niemcy nie zdążyli. Wtedy będzie wejście«” – opowiadała pani Gertruda. Lata PRL doprowadziły do niemal całkowitego wymazania dokonań gedanistów ze świadomości zbiorowej gdańszczan i Polaków. Symbolem tragicznych losów Gedanii jest popadająca w coraz większą ruinę infrastruktura sportowa klubu. – Stadion był przed wojną własnością nie klubu, ale wszystkich Polaków, przestrzenią wolności, w której odbywały się patriotyczne manifestacje i uroczystości. To miejsce, podobnie jak Poczta Polska, było skrawkiem Rzeczypospolitej w Wolnym Mieście Gdańsku. Jest wartością narodową i zasługuje na największy szacunek – podsumowuje J. Trupinda. •

Odwiedź wystawę

Do 31 grudnia 2017 r. w Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku można zwiedzać wystawę czasową pt. „Rodziny z Gedanii”, przygotowaną z okazji 95. rocznicy powstania polskiego klubu sportowego w Gdańsku. Wstęp bezpłatny.