Rozmowa bez słów

Gość Gdański 8/2019

publikacja 21.02.2019 00:00

O doświadczeniu żałoby, łzach radości i leczącej roli porozumienia serc opowiada ks. Jan Uchwat, opiekun Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka.

– Naszą patronką jest bł. Dorota z Mątowów. Pochodziła z Gdańska, doświadczyła śmierci swoich dzieci. Jest nam szczególnie bliska – mówi ks. Jan. – Naszą patronką jest bł. Dorota z Mątowów. Pochodziła z Gdańska, doświadczyła śmierci swoich dzieci. Jest nam szczególnie bliska – mówi ks. Jan.
ks. Rafał Starkowicz /Foto Gość

Ks. Rafał Starkowicz: W jaki sposób został Ksiądz opiekunem wspólnoty?

Ks. Jan Uchwat: Towarzyszę rodzicom od pierwszych chwil jej istnienia. W 2009 r. zostałem poproszony, by odprawić dla nich Mszę św. Dwie z założycielek znałem już wcześniej z czasu, kiedy posługiwałem w parafii na gdańskim Przymorzu. To była druga Msza odprawiona dla tej wspólnoty.

Miały do Księdza spore zaufanie...

Nigdy ich o to nie pytałem. (uśmiech)

Jak właściwie powstała ta wspólnota?

U początku jej istnienia spotkały się trzy panie, z których każda przeżyła stratę dziecka. Doszło do tego w zupełnie różnych sytuacjach. Wszystkie jednak szukały pomocy, ale nie znalazły odpowiednich struktur. Nie znając się nawzajem, zaczęły pisać na ogólnopolskich forach internetowych. Poznały się właśnie tam, w wirtualnej rzeczywistości. Okazało się, że praktycznie są sąsiadkami. Postanowiły więc zorganizować coś dla osób, które miały podobne doświadczenia. Chciały też, by rozwiązanie ich problemów dokonało się z towarzyszeniem Bożego światła. Zaczęły od Mszy św.

Ile osób obecnie liczy wspólnota?

Nie prowadzimy takich statystyk. Mogę jednak powiedzieć, że na odprawianą co dwa miesiące Mszę św. przyjeżdża pomiędzy 100 a 200 osób. To grupa, której skład się zmienia. Nie mamy listy ani zapisów. Przychodzą ci, którzy tego potrzebują. Jest oczywiście trzon grupy – ludzie, którzy są z nami już bardzo długo. Większość z nich przeżyła już żałobę po stracie lub jest w jej kolejnych etapach. Teraz chcą pomagać innym...

Ta żałoba kiedyś się kończy?

Żałoba jest procesem. Ona rzeczywiście w pewnym momencie się kończy. Ale świadomość rodzica, że ma dziecko, które przeszło do wieczności, towarzyszy mu do końca. To zmienia całą perspektywę postrzegania świata.

Co takiego uczestnikom spotkań proponuje wspólnota?

Stawiamy na leczącą moc sakramentów świętych. Centralnym punktem spotkań jest zawsze Msza św. Jest celebrowana w swoistym tempie, bez najmniejszych oznak pośpiechu, jaki niesie dzisiejszy świat. Zwracamy ogromną uwagę na wszystkie znaki. Kadzidło, kwiaty – to wszystko podkreśla piękno Boga i ułatwia przeżywanie Jego obecności. Podczas Mszy zawsze dajemy uczestnikom okazję do spowiedzi świętej. Dbamy, by w konfesjonałach czekali na nich nieprzypadkowi księża. Później odbywa się spotkanie. Można posiedzieć przy kawie i herbacie, porozmawiać z osobami, które doświadczyły podobnego bólu. Albo zwyczajnie pomilczeć w otoczeniu ludzi, którzy rozumieją to doświadczenie.

Na spotkanie przy kawie przychodzą wszyscy uczestnicy Mszy św.?

Mimo że wszystko odbywa się tu w wielkim szacunku dla innych, ludzie nie zawsze są na to gotowi. Dojrzewają do tego, by móc o swoim bólu rozmawiać.

Rozmowa leczy?

Prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem ma zawsze charakter uzdrawiający. Nie może mieć jednak żadnej narzuconej formy. Tu chodzi o spotkanie serc. Część z uczestników dzieli się opowieściami o swoich doświadczeniach. Ale już samo przebywanie we wspólnocie niesie ulgę. Oni naprawdę rozumieją się bez słów. Niosą ten sam krzyż, to samo cierpienie.

Staracie się w jakiś sposób moderować te spotkania?

Ci, którzy przeżyli żałobę, doskonale znajdują się w sytuacji. Rozumieją i świetnie rozpoznają potrzeby innych. Szczególną formą wyjścia naprzeciw potrzebom rodziców po stracie są także organizowane dwa razy w roku rekolekcje. Jest to jedyna wspólnota w Polsce, która regularnie organizuje dwa takie spotkania w roku.

Ile osób może w nich uczestniczyć?

Organizujemy je dla 50 osób, które przyjeżdżają do nas z całej Polski. Po ogłoszeniu zapisów w ciągu kilku dni wszystkie miejsca są zajęte. Ten limit wyznaczają zarówno liczba miejsc noclegowych, jak i sprawy praktyczne. Uważamy, że to maksymalna liczba osób, aby móc przeżyć owocnie czas tak specyficznych rekolekcji.

Jaki jest dorobek Waszej wspólnoty?

Nie jesteśmy najstarszą wspólnotą tego rodzaju, ale na pewno jedną z najprężniej działających. Z naszych działań narodziły się też kolejne grupy: w Tczewie, Lublinie, Olsztynie i w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, w Pelplinie czy Szczecinie. Na początku ludzie z tak odległych miejsc przyjeżdżali do nas. Dzisiaj działają już samodzielnie. To wielka radość. Nie umiem wyliczyć tych wszystkich, którym Pan Bóg, dzięki naszej wspólnocie, przyniósł ulgę w cierpieniu. Naszym dorobkiem jest uśmiech na twarzach osieroconych rodziców. I ich łzy radości. Tego nie da się przecenić. To setki ludzi, którzy dzięki łasce Bożej doznali pomocy w przeżyciu żałoby, zbliżyli się do Boga i zaczęli żyć na nowo wyzwaniami, które niesie przed nimi codzienność. Przeszli od doświadczenia śmierci do prawdziwego życia.

Macie plany na przyszłość?

Swoich planów nie mamy, chcemy realizować plany Pana Boga. Trwać i służyć Bogu i ludziom, do których On nas pośle.