Nasze serca biją Polską

Justyna Liptak

|

Gość Gdański 32/2019

publikacja 08.08.2019 00:00

– Europa ma ogromny problem, bo nie umie odróżniać dobra od zła, umierają tam wszelkie wartości. To chyba jest misja naszej wierzącej Polonii, by pomogła, po raz kolejny, znaleźć Europie prawdę – mówi Piotr Winiarski.

▼	Do Gdyni przyjechali reprezentaci 27 krajów. W sumie ponad 1000 uczestników, którzy rywalizowali w 22 dyscyplinach. ▼ Do Gdyni przyjechali reprezentaci 27 krajów. W sumie ponad 1000 uczestników, którzy rywalizowali w 22 dyscyplinach.
Justyna Liptak /foto gość

Światowe Igrzyska Polonijne były pierwszym dużym wydarzeniem sportowym, zorganizowanym dla Polonii i Polaków po odzyskaniu niepodległości. Pierwsze odbyły się w 1934 r. na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. W ich 85. rocznicę po raz kolejny spotkali się przedstawiciele Polonii z całego świata.

Kochamy ojczyznę

Pan Edmund to zapalony tenisista. – Uwielbiam ten sport i, mimo wieku, nadal gram – mówi. Przyjechał z Nowego Jorku, gdzie mieszka od kilkunastu lat. Z dumą dzierży w dłoni amerykańską flagę, ale równie dumnie prezentuje orzełka na piersi.

– Jestem Polakiem z krwi i kości, który chociaż tak długo mieszka poza granicami kraju, to nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach – dodaje. Polonusowi towarzyszą znajomi, również Polacy z Nowego Jorku. – Jesteśmy na każdych igrzyskach, bo to doskonała okazja, by połączyć sportowe pasje z wizytą w kraju. Kocham Polskę! – mówi z dumą pani Irena. Okazją do spotkania ponad 1000 Polonusów z całego świata były XIX Światowe Igrzyska Polonijne. Tym razem impreza, po raz pierwszy, odbyła się w Gdyni. Zawodnicy konkurowali w 22 dyscyplinach, m.in.: badmintonie, brydżu, futsalu, golfie, lekkoatletyce, strzelectwie, szachach, piłce ręcznej i siatkowej, a także nordic walkingu. Alina i Piotr Winiarscy przyjechali z Berlina. Zgodnie podkreślają, że igrzyska to tylko pretekst, by spędzić trochę czasu w Polsce.

– Jestem tutaj, bo to mój kraj rodzinny. Tu się wychowywałam, ale życie potoczyło się tak, że trzeba było wyjechać – mówi Alina. Jednocześnie dodaje, że uwielbia tu wracać. – To oczywiste, że tęsknota w sercu zostaje, ale w Niemczech mamy już ułożone życie – pracę, rodzinę, znajomych. Nie zmienia to faktu, że uczestnictwo w takich imprezach daje niewypowiedzianą radość spotkania z rodakami ze wszystkich stron świata, nawiązania nowych kontaktów, a także pielęgnowania polskiej tradycji – wyjaśnia Alina. Piotr pokazuje różaniec. – Wiara nadal nas integruje. To nawiązanie do naszej historii. Bez chrześcijaństwa nie istniałoby państwo polskie, nie byłoby naszej kultury, nie przetrzymalibyśmy rozbiorów i wojen – wyjaśnia. Otwarcie mówi, że wiara jest tym czynnikiem, który może dzisiaj uratować Europę. – Ma ona ogromny problem, bo nie umie odróżniać dobra od zła, umierają tam wszelkie wartości. To chyba jest misja naszej wierzącej Polonii, by pomogła, po raz kolejny, znaleźć Europie prawdę, bo sama najprawdopodobniej sobie nie poradzi – przekonuje. Grażyna przyjechała z Göttingen. – Żyje nas poza granicami kraju wiele milionów, chyba ok. 20. To ogromna siła, bo są to najczęściej ludzie, którzy mają wpływ na swoje lokalne środowiska. Bardzo mocno się udzielają – mówi. Sama jest czynnym uczestnikiem życia społecznego w swoim mieście. – Gromadzimy się wokół Kościoła, który tworzą Polacy. To dla nas ogromnie ważne, by żyć wiarą i tę wiarę przekazywać naszym dzieciom – dodaje.

Wiara wciąż żywa

Imprezę, na którą tak chętnie przyjechali, zorganizowali: Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Polski Komitet Olimpijski i miasto Gdynia przy współpracy Akademii Marynarki Wojennej. – Polonia zawsze trzymała się tradycji i języka polskiego, ale ważnym elementem była również wiara ojców. To czynnik łączący, który zawsze przypominał o Polsce. Ta wiara jest wciąż żywa, co pokazują swoim przykładem uczestnicy sportowych zmagań – mówi kadm. prof. Tomasz Szubrycht, rektor Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. – Powinniśmy być tym naszym rodakom, mieszkającym poza granicami, wdzięczni. Oni podtrzymują tradycję, ale – co ważniejsze, a zbyt mało przez nas doceniane – kultywują polskość także w państwach dawnego Związku Radzieckiego. Bo nie oszukujmy się, znacznie łatwiej było być Polonusem w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie niż na Ukrainie, Białorusi, w Kazachstanie czy na Litwie – mówi rektor.

Kontradmirał podkreśla, że Polacy powinni być uważniejsi na los rodaków mieszkających poza granicami kraju. – Trzeba być z nimi nie tylko w czasie takich uroczystości jak igrzyska, bo przecież są to ludzie, których serca, podobnie jak nasze, biją po polsku – wyjaśnia. Światowe Letnie Igrzyska Polonijne to najważniejsza i największa cykliczna impreza sportowa, organizowana z polskimi samorządami, skierowana do Polonii i Polaków mieszkających za granicą. – Są jednym z elementów podtrzymywania polskości poza granicami kraju – wyjaśnia Dariusz Piotr Bonisławski, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Polskość jest podtrzymywana nie tylko w obszarze sportowym, ale również kulturalnym. – Stałym elementem jest nawiązywanie do tradycji, do historii, do religii, która jest nieodmiennie obecna w życiu Polonusów – mówi prezes. – Niedawno członkowie naszego stowarzyszenia wrócili z Ameryki Południowej. Przyznaję, że język polski wśród Polonii zamiera, ale nadal wszyscy wiedzą, że Matka Boska Częstochowska to jest ta Osoba, do której można się zwracać w trudnych chwilach – podkreśla D. Bonisławski. – Te igrzyska to wspaniałe święto sportu, radości, integracji, ale i czas na refleksję. Łączenie wymiaru fizycznego z duchowym – dodaje prezes.

Kraj przodków, nasz kraj

Aneta od 30 lat mieszka w Hiszpanii. – Ja Polskę jeszcze pamiętam, ale moje dziecko dopiero się jej uczy. Chcę zaszczepić w nim tego bakcyla ciekawości o kraju jego przodków – mówi. Dlatego planuje dłuższy pobyt w kraju. – Chcemy pozwiedzać miejsca bogate historią, żeby wrócić do Hiszpanii z jeszcze większym doświadczeniem Polski – dodaje. Uroczysta inauguracja igrzysk odbyła się na placu apelowym Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Honorowy patronat nad imprezą objął prezydent Andrzej Duda, który skierował do uczestników list. „Ogromnie się cieszę, że chcieliście się Państwo spotkać tutaj, aby współzawodniczyć w różnych dyscyplinach sportowych, lecz nade wszystko, aby razem świętować, umacniając to, co łączy nas w jeden naród, wspólnotę tożsamości i tradycji, pielęgnowanie rodzimych zwyczajów oraz nasz polski etos wolności i solidarności. Wymowne jest też miejsce rozgrywania igrzysk. Port gdyński zbudowany od podstaw przez nasze młode suwerenne państwo był świadkiem wielu pożegnań z Ojczyzną. Stąd tysiące Polaków wyruszało w podróż, z której nierzadko mieli już nie wrócić do kraju. Dzisiejsze spotkanie odwraca tę wymowę. Przybywają Państwo właśnie tu, do Gdyni, by zamanifestować swoje przywiązanie do dziedzictwa narodowego. Za tę wierność i miłość do Polski chcę dziś Państwu podziękować i zapewnić, że Polska zawsze czeka na rodaków i wita Państwa z otwartymi ramionami” – napisał.

Do Gdyni zjechali reprezentanci 27 krajów. Najliczniejszą drużynę wystawiły Czechy, bo zza południowej granicy na Wybrzeże przyjechało 204 zawodników mających polskie korzenie. Okazale prezentowała się reprezentacja Litwy, która wystawiła 143 sportowców. Nie mniejszy apetyty na medale miały także polonijne zespoły z Białorusi i Kanady, które liczyły – odpowiednio – 98 i 95 zawodników. Każdego dnia odbywały się kolejne zawody, w których swoich sił próbowali zarówno młodsi, jak i starsi, a nawet całe rodziny. Zwieńczeniem kolejnych zmagań były ceremonie medalowe, które odbywały się na pokładzie ORP „Błyskawica”. Igrzyska były również czasem spotkań z rodakami. Jednym z zaproszonych gości był znany podróżnik Aleksander Doba.

Lekcja miłości

Jednak, zanim sportowa rywalizacja rozkręciła się na dobre, na wspólną modlitwę zaprosił bp Zbigniew Zieliński, który w bazylice Mariackiej przewodniczył Mszy św. na rozpoczęcie XIX Światowych Letnich Igrzysk Polonijnych. – W waszą sportową rywalizację wpisana jest, oprócz pasji, również miłość do ojczyzny – podkreślił. Dodał, że dla wielu uczestników igrzysk przedwojenny komunizm był powodem opuszczenia Polski. – Dzisiaj wypowiadamy swego rodzaju „mea culpa” za tych, którzy niejednego z was doprowadzili do przymusowej emigracji w tamtych czasach. Swoją obecnością udzielacie nam lekcji, żebyśmy Polskę kochali jeszcze bardziej i prawdziwie. Byśmy nie traktowali instrumentalnie tego dziedzictwa, któremu na imię Polska, ale z miłością, tak, jak traktuje się największego przyjaciela – podkreślił bp Zieliński. Dla Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Msza św. w bazylice Mariackiej była czasem wspomnienia poprzednich prezesów. – W naszym odczuciu jest to świątynia szczególna, gdyż tutaj spoczywa Maciej Płażyński. Innym znany jako marszałek, a dla nas już na zawsze prezes – podkreśla D. Bonisławski. •