Świętowanie z pastorałką i gwiżdżami

Piotr Piotrowski

|

Gość Gdański 51-52/2019

dodane 19.12.2019 00:00

Co to jest gwiôzdka, zupa brzadowa, gwiżdże i jak wygląda prawdziwe kaszubskie Boże Narodzenie – wyjaśnia rodzina Pryczkowskich z Banina. U nich tradycja splata się z nowoczesną kaszubszczyzną.

Kaszubski obrzęd w czerni i bieli... Kaszubski obrzęd w czerni i bieli...
Archiwum Eugeniusza Pryczkowskiego

Podobnie jak w całej Polsce, tak i na Kaszubach wigilia nie zacznie się bez rodziny, nakrytego stołu pełnego smakowitych potraw i śpiewu. Ten rozbrzmiewa na Kaszubach już w czasie Adwentu, gdy tradycyjne pieśni są śpiewane nie tylko w kościele, ale także w domach. A kiedy nadchodzą święta, śpiewanie jest ich nieodłącznym elementem. Kaszubi są muzykalni – lubią śpiewać, grać na instrumentach, pogwizdywać w czasie pracy. A w domu Elżbiety i Eugeniusza Pryczkowskich śpiew jest elementem życia rodzinnego. Pani Elżbieta jest nauczycielką, dziennikarką i propagatorką kaszubszczyzny, jej mąż – znanym kaszubskim działaczem społecznym, ale także dziennikarzem, pisarzem. Eugeniusz Pryczkowski ma w swoim dorobku prawie 30 książek, 200 tekstów piosenek oraz ponad 3,5 tys. artykułów prasowych. Przez wiele lat prowadził również w gdańskiej TVP magazyn „Rodnô zemia”.

Śpiewają zawsze

– U nas nie ma Bożego Narodzenia bez kolędy. I na nadchodzące święta przygotowaliśmy rodzinnie, bo z córką Weroniką, wydawnictwo muzyczne. To płyta „Żegnôj swiat całi” z moimi tekstami, muzyką Jerzego Stachurskiego z Czeczewa, a zaśpiewała Weronika, która jest dyplomowaną śpiewaczką – mówi E. Pryczkowski. Na płycie znalazło się 15 utworów, w tym 12 nowych kolęd po kaszubsku.

Ich śpiewanie i tworzenie to, zdaniem E. Pryczkowskiego, domena Kaszubów. – Przez ponad 100 lat na tych ziemiach powstało ponad 500 kolęd i przede wszystkim pastorałek. Jedną z pierwszych jest utwór o Matce Bożej Swarzewskiej, morskiej patronce Kaszub – dodaje twórca kolęd.

Jest wśród nich też ta najbardziej znana pastorałka, która wychwala uroki Kaszub. – Opowiada, jak dobrze byłoby, gdyby Pan Jezus narodził się na Kaszubach. Dostałby nie tylko poduszkę z gęsiego pierza i kołyskę na złotych biegunach, ale także na każde śniadanie miałby bułeczki z masłem, na obiad – kaszę jęczmienną, rosołem żółtym tłusto podlaną, gęsinę oraz ziemniaki ze szpyrkami – mówi kaszubski poeta.

Śpiewanie kolęd na Kaszubach to zarówno oficjalne, chóralne śpiewy w kościołach, jak i ludowe, domowe prezentacje. Te są ściśle splecione z innymi tradycjami.

Idą z kolędą

Na Kaszubach okres świąteczny pomiędzy Bożym Narodzeniem a Trzema Królami nosi nazwę Gòdë. To okazja do świętowania, ale także innych aktywności prezentujących tradycję. Państwu Pryczkowskim, mieszkającym w Baninie, które powoli staje się przedmieściami Gdańska, trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie bez gwiôzdki. Jest to grupa kilku, czasem kilkunastu przebierańców odwiedzających domy podczas Wigilii. Nadejście gwiôzdki zwiastuje dźwięk dzwonków, który rozlega się w okolicy.

Na przedzie wesołego pochodu idzie zazwyczaj dwóch tzw. prowodyrów z umalowanymi twarzami, ubranych w kolorowe stroje. Pukają oni do drzwi i pytają gospodarzy: „Chceta wa przëjąc gwiôzdka?”. Po otrzymaniu zgody cała grupa wchodzi do domu, śpiewa kolędy, recytuje wiersze o narodzeniu Chrystusa i tańczy. – Kolędnikom towarzyszą muzykanci grający na akordeonie, bębnie, a niekiedy także skrzypcach i trąbie. W nagrodę za swój występ gwiôzdka dostaje od domowników drobne pieniądze, swojską kiełbasę albo ciasto – mówi E. Pryczkowski.

Innym rodzajem tradycyjnej przebieranki są gwiżdże, odwiedzający mieszkania w noc sylwestrową. Zajmują się w czasie wędrówki robieniem psikusów gospodarzom. W czasie występu są śmiechy, piski, ogólny harmider. Kozioł goni domowników, koń rży i tańczy, kominiarz wymiata sadzę z komina i smaruje nią kogo popadnie, bocian obszczypuje dziewczyny i wybiera jedzenie z garnków, a Pùrtk, czyli diabeł, zagląda w każdy kąt, podjada smakołyki i kłuje wszystkich naokoło widłami. W orszaku gwiżdżów są jeszcze Strëch i Baba, czyli Dziadowie, Śmierć z kosą oraz niedźwiedź ciągnięty przez Żyda lub Cygana. Na czele pochodu stoi policjant. Pierwowzorem tej ostatniej postaci i całego zwyczaju gwiżdżów jest stróż nocny, który dawniej chodził po wsi i za pomocą gwizdka nawoływał do gaszenia świateł oraz zamykania okien.

Obecnie zarówno gwiôzdka, jak i gwiżdże są praktykowane na Kaszubach równolegle. – Elementy obu tradycji wymieszały się, a barwne orszaki trudno od siebie odróżnić. Dawniej przebierańcy byli też odważniejsi. Po ich wizycie trzeba było kilkanaście minut poświęcić na dokładne sprzątanie, choć zdarzało się im przeginać – mówi E. Pryczkowski. Pani Elżbieta dobrze pamięta gwiôzdki i strach dzieci przed nimi. – Baliśmy się ich i na wizytę byliśmy przygotowani, bo trzeba było wyrecytować wiersz albo zaśpiewać piosenkę – dodaje.

Kluski z kwaśnym sosem

Po wizycie gwiôzdki można wrócić do wigilijnego ucztowania. Na stole państwa Pryczkowskich znajdzie się kilka kaszubskich potraw. Dziś tradycje kulinarne unifikują się także tu – jest czerwony barszcz zamiast zupy brzadowej, czyli zupy z suszonych owoców. – Nie były to takie owoce, jak znajdziemy dziś w sklepach, mocno okopcone dymem. Były suszone w domowym piecu chlebowym, a w rodzinnym domu mieliśmy nawet specjalną, drobną odmianę gruszki – cukrówkę, której używaliśmy tylko do suszu na zupę – wspomina kaszubski poeta.

Pani Elżbieta na wigilijny stół przygotuje w tym roku także kluski z kwaśnym sosem. – Tej potrawy nauczyła mnie teściowa. Kluski, rodzaj kopytek, przygotowuje się z sosem takim samym, jakiego używa się do potrawki z kurczaka, łączącym słodycz z kwasem octu. Do tego uduszona świeża kapusta na słodko – mówi.

U państwa Pryczkowskich na stole pojawią się także śledzie smażone w occie i inne ryby. – To ryby z kaszubskich jezior – sielawa, szczupak, płoć. I także coś z lasu, bo grzybów w tym roku było całe mnóstwo – dodaje pani Elżbieta.

A w Wigilię stanie tradycyjnie choinka. – Choć ta jest najnowszym, XIX-wiecznym elementem tych świąt, który wyparł snop zboża, symbol obfitości. Tych w Baninie jest bardzo dużo, wprost z plantacji, więc nie trzeba już iść do lasu, jak kiedyś – śmieje się E. Pryczkowski.