Papieskie lekcje dla Pomorza

Piotr Piotrowski

|

Gość Gdański 22/2022

publikacja 02.06.2022 00:00

Wybrzeże św. Jan Paweł II odwiedził dwukrotnie. Pierwszy raz w czerwcu, 35 lat temu. Wtedy, w czasie pierwszej wizyty w 1987 r., przygotowywał nas do wolności i odpowiedzialnego życia w ojczyźnie. Przypominamy wybrane słowa, które skierował do nas wtedy w Gdyni i Gdańsku.

Spotkanie z młodzieżą na Westerplatte. Spotkanie z młodzieżą na Westerplatte.
Archiwum IPN

Jan Paweł II mógł odwiedzić Wybrzeże dopiero w 1987 r., w czasie swojej trzeciej pielgrzymki do ojczyzny. Wizyta trwała od 8 do 14 czerwca. Papież odwiedził wtedy Gdynię i Gdańsk. Na Pomorze przybył 11 czerwca. Wylądował na wojskowym lotnisku w Babich Dołach.

Lekcja 1

Pierwszą homilię na Wybrzeżu Jan Paweł II skierował do ludzi morza w czasie Mszy św. w Gdyni na skwerze Kościuszki. Zgromadzeni usłyszeli wtedy: „Raduję się też, że dane mi jest w dniu dzisiejszym znaleźć się nad polskim morzem, na Pomorzu Gdańskim, na terenie całego Trójmiasta. Jako pierwszą pozdrawiam Gdynię. Chociaż rosłem na ziemi polskiej daleko stąd, to jednak mogę powiedzieć, że rosłem równolegle z tym miastem, które stało się poniekąd symbolem naszej drugiej niepodległości. Wraz z całym moim narodem nie przestaję żywić wdzięczności dla tych, którzy to miasto, ten port bałtycki tworzyli tutaj od podstaw, poniekąd z niczego. Mam na myśli zwłaszcza wielkiego Polaka, inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego, a wraz z nim wszystkich jego współpracowników. Byli oni przedstawicielami tego pokolenia, które po wiekach na nowo zrozumiało, że dostęp do morza jest elementem konstytutywnym niepodległości Polski”. Szczególne słowa trafiły do Kaszubów, którzy licznie pojawili się na papieskiej liturgii: „Nie mogę jednak nie zwrócić się dziś w sposób szczególny do potomków prasłowiańskich, lechickich Pomorzan, do drogich nam wszystkim Kaszubów, którzy do dzisiaj zachowali swoją etniczną tożsamość i swoją mowę o słowiańskim rdzeniu. Wiem, że Kaszubi zawsze byli i pozostali wierni Kościołowi. Tu, na Kaszubach, w okresie reformacji i w okresie rozbiorów obrona katolicyzmu złączyła się nierozerwalnie z obroną polskości. W latach przed pierwszą wojną światową duchowni zapoczątkowali ożywioną pracę samokształceniową i spółdzielczą wśród rybaków i chłopów kaszubskich, mającą na celu obronę przed germanizacją. Także świeccy działacze kaszubscy łączą obronę polskości z religią. Słynny Antoni Abraham często zaczynał rozmowę od słów: »Jeśli jesteś Polakiem i wierzysz w Boga« (…). Strzeżcie tych wartości i tego dziedzictwa, które stanowią o waszej tożsamości”.

Lekcja 2

Statkiem Marynarki Wojennej Ojciec Święty wyruszył do Gdańska. Rano 12 czerwca odwiedził kościół Świętej Trójcy, przejechał potem do Sopotu, a stamtąd znów okrętem na Westerplatte. Tam czekała na niego trójmiejska młodzież. Tak powitał wtedy młodych: „Dzisiaj spotykamy się tutaj, w waszej młodzieżowej wspólnocie z Gdańska, Gdyni, Sopotu – z Trójmiasta i Pomorza, w której uczestniczą również przedstawiciele młodzieży z całej Polski, zwłaszcza ze środowisk akademickich; spotykamy się w poczuciu jedności z wszystkimi na świecie młodymi, którzy idą ku przyszłości – i ku tej przyszłości szukają dróg wśród obaw, ale i także wśród nadziei. (...) Przyszłość Polski zależy od was i musi od was zależeć. To jest nasza Ojczyzna – to jest nasze »być« i nasze »mieć«. I nic nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego »być« i »mieć« zależała od nas. Każde pokolenie Polaków, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich dwustu lat, ale i wcześniej, przez całe tysiąclecie, stawało przed tym samym problemem, można go nazwać problemem pracy nad sobą, i – trzeba powiedzieć – jeżeli nie wszyscy, to w każdym razie bardzo wielu nie uciekało od odpowiedzi na wyzwanie swoich czasów. Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei”. Papież przypomniał też o znaczeniu Westerplatte. „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje »Westerplatte«. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można »zdezerterować«. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba »utrzymać« i »obronić«, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić – dla siebie i dla innych”.

Lekcja 3

Z Westerplatte papież pojechał do bazyliki Mariackiej, na spotkanie z chorymi i służbą zdrowia. Papieskie słowa dotyczące ochrony zdrowia w Polsce wciąż są aktualne: „Medycyna współczesna bardzo się rozwinęła i wyspecjalizowała. Stąd, aby można było »uczynić wszystko dla zdrowia człowieka«, należy stworzyć odpowiednie ku temu warunki, jak na przykład: dostateczna liczba odpowiednio wyposażonych w sprzęt medyczny i aparaturę szpitali, przychodni, odpowiednich leków i innych środków, których niedobór, niestety, w Polsce się odczuwa. Ten niedobór, brak łóżek szpitalnych, długie wyczekiwanie w przychodniach lekarskich, wyczekiwanie na zabieg operacyjny – wszystko to utrudnia i tak niełatwą już i bardzo odpowiedzialną pracę lekarzy. Wymaga od nich równocześnie tym większej wrażliwości moralnej, wysokiej etyki zawodowej oraz zrozumienia swej służebnej roli wobec cierpiącego Trzeba podtrzymywać za wszelką cenę piękną polską tradycję: działalność lekarza czy pielęgniarki traktowana nie tylko jako zawód, ale także – a może przede wszystkim – jako powołanie. Opieka nad ludźmi niesprawnymi i starymi, opieka nad ludźmi chorymi psychicznie – te dziedziny są bardziej niż jakakolwiek dziedzina życia społecznego miernikiem kultury społeczeństwa i państwa”. Do chorych zwrócił się m.in. tak: „Cierpiący znajduje jakby nową miarę całego swojego życia i powołania. Na tej drodze posługi spotyka się kapłan z lekarzem, aby wspólnie posługiwać choremu, którego obszar cierpień jest zróżnicowany i wielowymiarowy, tak jak wielowymiarowa jest egzystencja człowieka. Taka wspólna posługa duszpastersko-medyczna ma szczególne znaczenie dla chorego, który zbliża się do kresu ziemskiego bytowania. Z uznaniem myślę o hospicjum, które podjęło swą służbę w Gdańsku i promieniuje na inne miasta. Zrodziło się ono ze wspólnej troski duszpasterstwa chorych i lekarzy stojących przy łóżku chorego o należne miejsce i warunki, w których znajdują się chorzy u kresu swojego życia. Troska ta wyraża się we wspólnym pochyleniu się i czuwaniu przy chorym w jego domu, w serdecznym i bezinteresownym darze z siebie samego”.

Lekcja 4

Msza św. i spotkanie z ludźmi pracy na gdańskiej Zaspie były kulminacyjnym punktem wizyty na Pomorzu. Papież wypowiedział wtedy znamienne słowa na temat pracy: „Witam i pozdrawiam Gdańsk. Witam w nim to wszystko, czym był dla nas na różnych etapach dziejowej przeszłości, i to, czym stał się w latach ostatnich. Upamiętniają to symboliczne krzyże obok stoczni i napis: »Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju«. Gdańsk: miasto ludzi morza, miasto ludzi pracy, wielkiej pracy. Witam miasto i środowisko, w którym zrodziła się na nowo potrzeba odnowy człowieka przez pracę. Wyzwolenia człowieka przez pracę. (...) Praca nie może być traktowana – nigdy i nigdzie – jako towar, bo człowiek nie może dla człowieka być towarem, ale musi być podmiotem. (...) Za pracę ludzką trzeba zapłacić i równocześnie: na pracę człowieka nie sposób odpowiedzieć samą zapłatą. Przecież jako osoba jest on nie tylko »wykonawcą«, lecz jest współtwórcą dzieła, które powstaje na warsztacie pracy. Ma zatem prawo do stanowienia również o tym warsztacie. Ma prawo do pracowniczej samorządności, czego wyrazem są między innymi związki zawodowe: »niezależne i samorządne«, jak podkreślono właśnie tu, w Gdańsku. Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy »brzemię« dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej – rosną zbyt ciężkie brzemiona. I rozkład tych brzemion narasta w sposób nieproporcjonalny. Gorzej jeszcze: gdy mówi się: naprzód »walka« – choćby w znaczeniu walki klas – to bardzo łatwo drugi, czy drudzy pozostają na »polu społecznym« przede wszystkim jako wrogowie. Jako ci, których trzeba zwalczyć, których trzeba zniszczyć. Nie jako ci, z którymi trzeba szukać porozumienia – z którymi wspólnie należy obmyślać, jak »dźwigać brzemiona«. »Jeden drugiego brzemiona noście«”.