• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Wołanie o ład polskich serc

    GOŚĆ GDAŃSKI

    dodane 11.11.2012 22:48

    Zamieszczamy pełny tekst homilii abp. Sławoja Leszka Głódzia, wygłoszonej 11 listopada 2012 w bazylice Mariackiej, podczas Mszy św. w intencji Ojczyzny.

    „Albowiem Ja, Pan, miłuję praworządność, nienawidzę grabieży i bezprawia” (Iz 61, 8).

    Szanowni przedstawiciele Władz Państwowych i Samorządowych! Bracia Kapłani z Księdzem Infułatem Stanisławem, Proboszczem Bazyliki Mariackiej! Drodzy kombatanci polskich dróg ku Niepodległej – weterani II wojny światowej i powojennych zmagań! Bracia z Solidarności, wierni drodze rozpoczętej w pamiętnym sierpniu 1980 roku! Czcigodne poczty sztandarowe! Harcerze, którzy w swym hymnie deklarujecie: Wszystko, co nasze, Polsce oddamy… Umiłowani diecezjanie, którym drogie jest dziedzictwo 11 listopada 1918 roku! Bracia i Siostry, uczestnicy tego Eucharystycznego spotkania z Chrystusem Obecnym, Panem ludzkich dziejów!

    Znowu nadszedł ten znamienny dzień, kiedy przypomina nam o sobie Ojczyzna. Dzień Święta Niepodległości! Święta wolności! Święta nadziei! Święta wdzięczności! Wrosło już na dobre w naszą świadomość, obyczaj, kalendarz polskich rocznic. Jeszcze nie tak dawno było to święto niechciane, spychane w niepamięć, wręcz zabronione.

    I. Ukazała się bowiem łaska Boga

    Znowu zajaśniało na polskim nieboskłonie – jutrzenka nowej zorzy, znak Polski, która powstała, by żyć. Wartość tego dnia rozumie każdy, dla którego słowo ojczyzna stanowi wartość czytelną, klarowną, niepodważalną. Klucz do rozpoznania własnej tożsamości, duchowych związków ze wspólnotą naszego narodu. Różne są formy świętowania tego dnia. Ale jak Polska długa i szeroka, także poza jej granicami, wszędzie tam, gdzie w sercach naszych rodaków Polska trwa, przychodzimy tego dnia do świątyń. We wspólnocie wiary dziękujemy Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu za tą nadrzędną wartość, która nas jednoczy: za dar wolności, za czas niepodległości, który odmierza – dobre i złe – dni Ojczyzny. „Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom”. Mówi o niej w drugim czytaniu św. Paweł Apostoł w liście do Tytusa. W wypadku naszej ojczyny łaska daru wolności. Tego dnia, wobec Chrystusa Obecnego w Najświętszym Sakramencie, wobec Maryi Wniebowziętej, wobec świętych Patronów naszej ojczyzny, wzywamy do modlitewnego apelu narodowej pamięci budowniczych polskiej wolności. Także jej obrońców, kiedy ta wolność była odbierana, krzywdzona, ograniczana.

    Nie zginęła! Stała się rzeczywistością polskiego życia! Najjaśniejsza Rzeczypospolita!

    Błogosławiony Jan Paweł II, który się pod jej błękitnym niebem narodził i wraz z nią wzrastał, mówił, że tamto odrodzenie państwa polskiego po ponad wiekowej niewoli było „dojmującym owocem duchowego dojrzewania oraz heroicznych poświęceń wielu”. Ta duchowa dojrzałość ujawniła się w godzinie początku. W listopadowe dni 1918 roku. Jakże wielu naszych rodaków stanęło wtedy do pracy dla polskiej wolności. Usuwano dziedzictwo zaborów. Tworzono polskie szkolnictwo, jednolity system prawny. Państwo nowoczesne, odważne, kreatywne. Wznoszono podwalin pod dobrą przyszłość, tragicznie przerwaną agresją niemiecko-sowiecką we wrześniu 1939 roku. Już w pierwszych latach wolności narodził się ten śmiały projekt wzniesienia na nadmorskich piaskach nowego miasta – Gdyni, nowoczesnego portu, okna na świat Rzeczypospolitej.

    W listopadowy dzień przypominamy tych, co stali u narodzin Polski Niepodległej. Często różniły ich życiowe drogi, doświadczenia, poglądy ideowe, niekiedy, wydawać się mogło – nie do zasypania. Jak tych dwóch, najsłynniejszych, Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, którzy niczym dwa filary stoją u narodzin Polski Niepodległej. Mimo fundamentalnych różnic politycznych potrafili się porozumieć. Działać skutecznie dla dobra wstającej do życia Polski. Pierwszy w ojczyźnie, drugi w Paryżu, na konferencji pokojowej. Rozumieli wartość wolności – daru Bożej Opatrzności. Wielu było takich… „Jesteśmy różni, pochodzimy z różnych stron Polski, mamy różne zainteresowania, ale łączy nas jeden cel. Cel ten to Ojczyna, dla której chcemy żyć i pracować” – to wypowiedziane wtedy słowa Romana Dmowskiego, trafne, aktualne, wtedy i dziś. Tu, na Pomorzu, jaśnieje postać Antoniego Abrahama. „Nie ma Kaszub bez Polonii a bez Kaszub Polski”– stwierdził dobitnie na paryskiej konferencji paryskiej. Jeden z tych, który wtedy rozciągnęli nad Pomorzem dach polskiego nieba. Ich imiona trwają w naszej pomorskiej lokalnej pamięci. I ten drugi motyw, o którym mówił Jan Paweł II – heroiczna ofiara. Stanął na dawnym placu Saskim w Warszawie Grób Nieznanego Żołnierza – orlęcia lwowskiego, obrońcy miasta semper fidelis. Symbol żołnierskiego trudu dla imienia ojczyny. Płonie przed nim światło pamięci, trwa warta żołnierskich pokoleń. Pamiętnego dnia 2 czerwca 1979 roku spoglądał na ten Grób od ołtarza Pańskiego błogosławiony Jan Paweł II. Pytał słowami poety Artura Oppmana: „Gdzie są ich groby, Polsko! gdzie ich nie ma! Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie”.

    Groby tułaczy, wygnańców, męczenników, żołnierzy, których – jakże często – zdradzał świat… Prowadzimy z nimi nasz polski dialog modlitwy i pamięci. Bo wierzymy, „że miłość może dotrzeć aż na tamten świat, że jest możliwe wzajemne obdarowanie, w którym jesteśmy połączeni więzami uczucia poza granice śmierci” (Benedykt XVI, Spe salvi).

    II. Polskie drogi ku temu, co święte

    Umiłowani!

    Dziś, kiedy mocniej niż zwyczajnego dnia czujemy tchnienie Ojczyzny, zwracamy nasze serca ku Chrystusowi. To On Chrystus stanowi fundament naszej tożsamości, kultury, historycznej, pamięci. To w Chrystusie Polska trwa! Nie dość stawiać pytanie: czym bylibyśmy, gdyby naszych dziejowych dróg nie rozświetlało światło Ewangelii, gdyby pokolenia przodków nie poszły drogą Chrystusowego krzyża, gdyby nie wspomożenie tej, która nas zna – Bogurodzicy Dziewicy, Bogiem sławionej Maryi… I nie dość pytać, gdzie byśmy się znaleźli, gdybyśmy – jako wspólnota państwa i narodu – to dziedzictwo utracili, odwrócili się od niego, zlekceważyli? Nie jest to pytanie retoryczne. Nie jest to ornament świątecznego kazania. To pytanie wciąż aktualne. Ma budzić z duchowego letargu, inspirować, przypominać o tym, co Polskę stanowi, co wyznacza główny nurt jej dziejów. Tworzyli te dzieje ludzie, zaznaczały w nich piętno swej osobowości wielkie, wybitne jednostki. Ale były to dzieje: w Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.

    Wkrótce po swych narodzinach Polska Niepodległa musiała stawić czoła bolszewickiej, bezbożnej agresji. Zwyciężyła, zjednoczonym wysiłkiem żołnierskich serc, w znaku Maryi i znaku Krzyża. Z pomnika sprzed katedry na warszawskiej Pradze wskazując nim drogę ks. Ignacy Skorupka. Drogę nie ku grabieży, nie dla przysporzenia terytorium i bogactwa, ale dla obrony tego co nasze, co święte, co polskie. Wracamy dziś do tych, którzy tymi drogami szli. Obrońców domowych progów i Bożych ołtarzy. Uczestników zmagań podczas II wojny, powojennej epopei żołnierzy wyklętych. Tych, co w 1970 roku tu, na Wybrzeżu, oddali życie za chleb i wolność. Ludzi Solidarności – ofiary stanu wojennego. To droga także tych, których imiona unosi ku wyżynom nieba Zmartwychwstały Chrystus z pomnika w kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej – uczestników narodowej pielgrzymki do katyńskich mogił, ofiary smoleńskiej tragedii.

    To także wasza droga, Czcigodni Kombatanci i Weterani, obecni pośród nas. Przekazujemy wam słowa miłości, najwyższego szacunku i wdzięczności. Polskie drogi ku temu, co nasze, polskie, święte… Trzeba dalej trzymać na nich straż.

    Wciąż daje bowiem o sobie znać podstępny wróg, który sięga do polskich serc i umysłów… Pragnie z nich uczynić duchową pustynię. Przysypać osadem bylejakości to, co w nich jest najpiękniejsze i najcenniejsze. Zgasić pamięć miejsc, ludzi, czynów. Wykpić, ośmieszyć, pomniejszyć, wyszydzić wartości, którymi Polska żyła. Przed Chrystusem zatrzasnąć drzwi Ojczyzny. Pomniejszyć Jego chwałę. Zanegować obecność świętych znaków w miejscach pracy, instytucjach, urzędach. Szerzyć przekonanie, że religia to sfera prywatności, która nie ma prawa obywatelstwa w życiu publicznym. Ta choroba, której symptomy dają o sobie w Polsce znać, toczy organizm Europy. Choroba relatywizmu, liberalizmu, sekularyzmu. Rozpoznał jej oblicze Kościół. Mówił o niej i Jan Paweł II, i Benedykt XVI. Choroba zimnych, nieczułych serc, zaprzątniętych własnym ja, odwracająca się od Bożych praw, negująca świętość ludzkiego życia i prawa sumienia. Ogarnia wspólnoty, przenika do systemów politycznych, rządów, do kształtujących świadomość tysięcy mediów. W iluż parlamentach europejskich spopieliły się ludzkie sumienia, wydano wojnę życiu, zanegowano prawa Boże i prawa naturalne.

    III. Dobro zasiane w sercach słuchaczy

    Jedną z odpowiedzi Kościoła na sytuacje duchowego regresu, który ogarnął wiele krajów, stanowi, ogłoszony 11 października br. przez Ojca Świętego Benedykta XVI, Rok Wiary związany z 50-leciem inauguracji Soboru Watykańskiego II i 20 rocznicą wydania Katechizmu Kościoła Katolickiego. Rok Wiary to czas dawania świadectwa. To nasza „pielgrzymka na pustyniach współczesnego świata, w której – mówi Ojciec Święty – trzeba mieć tylko to, co istotne” – Ewangelię i wiarę Kościoła, Żywą wiarę, która „otwiera serce na łaskę Boga, która uwalnia od pesymizmu”. Na drodze tej pielgrzymki „trzeba nade wszystko ludzi wiary, którzy własnym życiem wskazują drogę ku Ziemi Obiecanej i w ten sposób uobecniaj nadzieję”.

     Wyruszyła w ubiegłym tygodniu do Wiecznego Miasta wielotysięczna pielgrzymka, która uobecniła – w poruszający, piękny sposób – chrześcijańską nadzieje, o której mówił Benedykt XVI. Pielgrzymka Radia Maryja i Telewizji Trwam. Pielgrzymka dziękczynienia w znaku zwycięskiego Chrystusa i Maryi. Brałem w niej udział w gronie Biskupów Ojczyzny. Polski śpiew i modlitwa wypełniła mury Bazyliki Piotrowej. Znowu Polacy manifestacyjnie przyszli do źródeł wiary. Tu gdzie bije serce Stolicy Apostolskiej. Polska zawsze była jej wierna. Od ołtarza papieskiego płynęły słowa Sekretarza Stanu, Kardynała Tarcisio Bertone. Nie tak dawno gościliśmy go w Gdańsku. Mówił o Radiu Maryja i Telewizji Trwam: „Pan wie, ile dobra zostało zasiane w sercach słuchaczy przez wspólną modlitwę, głoszenie Ewangelii, katechezę, informacje o życiu Kościoła czy bezpośrednie relacje z uroczystości i podroży papieskich”. Słowa umocnienia, słowa uznania, dla tych katolickich mediów, które służą z oddaniem Kościołowi i wspólnocie wiary. Słowa wypowiedziane sercu Kościoła, w Bazylice Piotrowej. Poparte, potwierdzone, pozdrowieniem Ojca świętego Benedykta XVI skierowanym do pielgrzymów Radia Maryja i Telewizji Trwam podczas audiencji ogólnej na placu Świętego Piotra. Były łzy wdzięczności. Także poczucie dumy i satysfakcji, ze ta wspólnota – tak często deprecjonowana, pogardliwie nazywana wspólnotą moherowych beretów, znalazła się w sercu Kościoła. Została tam przyjęta otwartym sercem, doceniona i pobłogosławiona.

    A druga strona tego pięknego medalu? Jakże inna... Ileż miesięcy już trwa to zmagania o należne prawo Telewizji Trwam do obecności na multipleksie cyfrowym. Szły dziesiątki tysięcy w wielkim marszu królewskim szlakiem, od placu Trzech Krzyży po kolumnę króla Zygmunta. Obudziła się Polska. Przybyła do Stolicy żądając czegoś gruncie rzeczy niezwykle prostego – normalności. Ponad trzydzieści lat temu, pośród postulatów sierpnia 1980, znalazł się również i ten, dotyczący transmisji Mszy św. przez Polskie Radio. Postulat spełniony wtedy, w tamtej rzeczywistości ateistycznego państwa. Dziś w wolnej ojczyźnie, telewizja katolicka, oglądana, doceniana, stanowiąca duchowe dobro Kościoła, jest dyskryminowana, relegowana z przestrzeni publicznej. I to w dalszym ciągu. Jak bowiem traktować informację, że przyznanie miejsca na multipleksie będzie możliwe po wniesieni wielomilionowej opłaty koncesyjnej?

    Czy tak wygląda polska normalność AD 2012? Czy w ten sposób w demokratycznym ustroju realizuje się prawa wspólnoty Kościoła katolickiego? Czy taką droga trzeba iść w ojczyźnie błogosławionego Jana Pawła II? Czym sobie Kościół zasłużyła na takie lekceważenie, na stawianie przeszkód telewizyjnej stacji, która posiada kanoniczna aprobatę Kościoła dla swej działalności? Wiernością prawom ojczystym? Wielowiekową posługą jednania ludzkich serc na fundamencie Ewangelii i Bożych praw? Po odzyskaniu niepodległości II RP podziękowała Kościołowi za uratowanie narodowego ducha w czasie niewoli. Nie czekamy dziś na podziękowania i przywileje. Mamy prawo oczekiwać godnego traktowania. Pokazały to ostatnio Węgry, a nawet Czechy.

    IV. Wołanie o ład polskich serc

    Ojciec święty Benedykt XVI analizując sytuacje, w jakiej znajduje się Europa, mówił, że „chrześcijaństwo czuje się oddane nietolerancyjnej presji, która najpierw je ośmiesza (…) następnie w ramach pozornej rozumności chce ograniczyć przestrzeń jego życia i działania”. Ta diagnoza odnosi się także do naszej ojczyny. Bo to przecież nie tylko dyskryminacja mediów. To brudna fala antyklerykalizmu. To tolerancja i przyzwolenie dla kpin z tego, co święte – znaku Krzyża, Pisma świętego. To ustawowe projekty skierowane przeciw życiu. To ten coraz mocniej dający o sobie nurt, który pragnie legalizować tzw. związki partnerskie, negować istotę małżeństwa – związku osób przeciwnej płci. Nie zbudujemy ładu polskich serc, kiedy w ojczyźnie naszej dojdzie do głosu – także w materii ustawowej – ciemny nurt negacji tego co święte, tego co od Boga płynie. To szczególna uzurpacja kiedy pod głosowanie podaje się prawa, które od Boga pochodzą, które są wpisane w prawa naturalne, w serce i sumienie człowieka. Miejmy świadomość, że ci, którym Niepodległość zawdzięczamy byli przecież obrońcami polskiego życia. Polska Niepodległa z natury swojej miała chronić polskie życie, stwarzać warunki dla jego rozwoju i bezpieczeństwa. Trzeba o tym powiedzieć w tym świątecznym dniu. Bowiem to także dzień Niepodległości polskiego życia! To z niego Polska wyrasta!

    Umiłowani!

    Dziś także stosowny dzień ku temu, aby odkrywać w sobie barwy ojczyzny. Pytać ile jest jej w nas? Jaką stanowi dla nas wartość. Czego nas uczy? Warto rozejrzeć się po tej najbliższej nam przestrzeni Ojczyzny. Tej, w której dostrzeżemy nasze rodziny, wspólnoty sąsiedzkie, gminne, parafialne: miejsca naszego życia, pracy, wytchnienia, codzienności. Odpowiedzieć sobie, ile im zawdzięczamy, ile z nas im ofiarowaliśmy. Odpowiedzieć także, co to znaczy być Polakiem. Przyszliśmy tu jako wspólnota wiary, która idzie drogami Kościoła ku ojczyźnie niebieskiej. Ale przyszliśmy tu także jako wspólnota narodu, Wkorzenia nas w polski naród język, wiara, kultura, tradycja, obyczaje, znaki pamięci, rozległy kod kultury. Dziś często się mówi o kryzysie wspólnot narodowych narodów, nawet o ich zbędności w sytuacji globalnej wioski, cywilizacyjnego uniwersalizmu, który zaciera różnice, upodabnia do siebie.

    V. Służba motywowana prawem miłości.

     Ale przecież wspólnoty narody trwają, więcej, zdaja się odżywać, nabierać nowego znaczenia. Tworzą wewnętrzne więzi mocniejsze, trwalsze, niż te, które zawiązuje pragmatyka życia, cywilizacyjne i kulturowe trendy. To poprzez naród stajemy się dziećmi ojczyny. To w nim duchowo dojrzewamy. To w nim Polska trwa. Bywa, że się przeciw niej buntujemy, bywa, że się jej przeciwstawiamy, bywa, że od niej uciekamy. Powróci skurczem tęsknoty, obrazami minionych zdarzeń, wspomnieniem tych, którzy odeszli. Przyjmie nas, na wieczne odpoczywanie. Pozdrawiamy Cię Polsko, ojczyno nasza, w tej godzinie modlitwy, za dar wolności, za twoje dziś, za twoje jutro!

    Umiłowani !

    W Ewangelii dziś czytanej Jezus ukazuje nam wzór służby, którą przynosi światu.. „Wiecie, ze przywódcy narodów trzymają je w jarzmie i ze dostojnicy poddają je swojej własnej woli. Nie tak będzie miedzy wami. Lecz kto wśród was będzie chciał stać się kimś wielkim, ten będzie waszym sługą, a kto będzie chciał być pierwszym wśród was, będzie waszym niewolnikiem”. To służba motywowana prawem miłości. To prawo niweluje wybujałe ambicje na bok odkłada egoizm, spogląda ponad horyzont własnego ja… Jezusowy styl sprawowania władzy. Nawiązywali do niego niegdyś władcy chrześcijańscy. Byli pośród nich tacy, którzy dla Kościoła stawali się wzorem świętości. Staje on przed oczyma, także i dziś, jako ideał, jako wzór, niekiedy jako wyrzut sumienia.

    W dniu Niepodległości myśli nasze biegną ku polskiemu państwu. Szły ku niemu polskie pokolenia niewoli narodowej. Marzyły o państwie, które stanie się organizatorem życia narodu, stworzy ludziom ojczyzny odpowiednie warunki życia, zapewni bezpieczeństwo, ład publiczny, wolności obywatelskie… Przyszło to oczekiwane państwo – II Rzeczpospolita. Umiało wychować – ku państwu, ku wartościom, jakie w sobie niesie. Potwierdził to fenomen Polskiego Państwa Podziemnego, postawa młodej generacji, kora wzrastała wraz z II RP, żołnierzy, partyzantów, powstańców. Dziś słyszy się niczym aksjomat, że nie należy krytycznie odnosić się do instytucji państwa. Bo to dobro szczególnego rodzaju. Jesteśmy tego świadomi – nasza gdańska wspólnota wiary zgromadzona dziś na modlitwie wdzięczności za Polskę Niepodległą. Znamy wartość polskiego państwa, jego niezbędność dla życia narodu. Ale zła to optyka, kiedy tych, którzy wskazują na zapaści, uchybienia, niewykonywaniu wpisanych w istotę służby państwowej powinności – określa się mianem podpalaczy, burzycieli, destruktorów.

     Jak jest tego przyczyna? Jaki jest tego powód?

    „Wyznajemy, że prawdziwe rządy ludu są tam, gdzie państwo służy swoim obywatelom i rozwiązuje ich problemy sprawiedliwie, bez nadużyć i stronniczości”. To zdanie zaczerpnięte z preambuły do konstytucji węgierskiej, jakże mało Polsce znanej. Problemy rozwiązywane bez nadużyć i stronniczości…

    Takie odnieść można wrażenie, że w polskim życiu publicznym często bierze górę właśnie zasada stronniczości. Ten ma racje, kto jest z nami. Do nas przystał – gra w naszej drużynie. Nam służy, nam potakuje, kiedy trzeba. Siła demokracji nie polega na tworzeniu sytuacji, w której nie ma miejsca dla alternatyw. Siła demokracji polega na wsłuchaniu się w racje drugiej strony. Ich uwzględnianie. Na szukaniu porozumienia. Na dialogu, a nie na ostentacyjnej wzgardzie, odrzuceniu, bywa, radykalnym poniżeniu. Pluralizm stanowi wielką wartość, powinno się go szanować i cenić…

    Wielu z nas stawia pytania, które dotyczą struktur państwa, ich działania, profesjonalizmu, odpowiedzialności. Choćby te o równość wobec prawa. Poruszyła Polskę historia matki, do której policja z nakazem aresztowania z powodu niezapłaconej grzywny przyszła dwie godziny przed północą. Z drugiej strony tło wielkich afer: nie podjęte wręcz rutynowe działania przez funkcjonariuszy państwa. Tu biernych, a wobec zwykłych obywateli, stanowczych i bezwzględnych w egzekwowaniu swoich racji. Znamy to z naszego gdańskiego horyzontu. Ofiarą padła archidiecezja gdańska w związku z aferą Stella Maris. A ostatnio także obywatele, którzy zaufali parabankowi.

    Alienacje władzy wobec obywateli. Drastyczny, znany przykład: Zatrzaśnięto wiosną drzwi parlamentu przed przywódcami solidarności, związku ludzi pracy, który otworzył drzwi do polskiej wolności. Chcieli niewiele: przysłuchiwać się debacie na ustawą o wydłużeniu czasu pracy.

    Ci, co te drzwi zatrzaskiwali swoje miejsce w życiu publicznym zawdzięczają dziedzictwu Solidarności. Dziś są przekonani, że to Solidarność wiele im zawdzięcza.

    Język politycznego dyskursu. Wyzbyty szacunku. Arogancki. Napastliwy. Różnica zdań nie znajduje wyrazu w politycznym sporze. Prowadzi do najostrzejszych oskarżeń. Boli ta arogancja. Boli pewność siebie, lekceważenie opinii publicznej, podejmowanie decyzji dotyczących milionów bez społecznego przyzwolenia. Boli to, co staje się swoistą kalką tego, co przeżywaliśmy niegdyś – propagandy sukcesu. „Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zmieniają ciemność na światło, a światło na ciemność” (Iz 5, 20) – przestrzega prorok Izajasz.

    Był czas, kiedy obywateli Polski, tych najdzielniejszych z gen. Władysławem Andersem na czele, pozbawiano uchwałą sejmową obywatelstwa. W 1968 roku z trybun sejmowych grzmiano, że posłowie koła Znak, postawili się poza narodem, bowiem stanęli i w obronie bitych przez milicję studentów. Nie stawiajcie nikogo poza narodem. Nie odmawiajcie nikomu miejsca przy stole ojczyny! O generale Władysławie Andersie, a potem o prezydencie Lechu Kaczyńskim mówiono, że to woskowe figury. Czas pokazał kto jest woskową figurą!

    VI. Zadzwonił dzwon Zygmunta

    Dwa lata temu, w tragicznych, kwietniowych dniach usłyszeliśmy, że państwo zdało egzamin, z tej najcięższej próby – tragedii smoleńskiej. Czas bezlitośnie zweryfikował to stwierdzenie. I to w wielu wymiarach, wątkach, sytuacjach… Jakże dotknięte zostały rodziny, które nawiedzały groby, w których – jak się okazało – nie spoczywali ich najbliżsi. 3 listopada w Godzinie Miłosierdzia z wawelskiego wzgórza rozległ się głos dzwonu Zygmunta. Żegnał tego, którego pogrzeb, dwa i pół roku po tragedii smoleńskiej, odbył się tego dnia w warszawskiej świątyni Opatrzności Bożej. Ryszarda Kaczorowskiego, harcerza, za miłość do Ojczyny na śmierć przez NKWD skazanego, żołnierza Polskiej Wolności na szlaku II Korpusu, jednego z tych niezłomnych, co w Londynie trzymali straż przy Konstytucji Kwietniowej, – ostatniego Prezydenta II Rzeczypospolitej, po tragicznej śmierci znowu tułacz, złożonego w nieswoim grobie. Żegnał go modlitwa Kościoła i harcerski hymn. Żegnali go rodacy, świadomi wagi tego pogrzebu… Przyszła Polska, wierna, przepełniona empatią, szacunkiem, poczuciem wagi chwili – pożegnaniem ostatniego prezydenta II RP.

    Umiłowani!

     Dziś w duchu prawdy i miłości stajemy wobec Chrystusa dobrego jak chleb. Prosimy: przymnóż nam wiary, przymnóż miłości, przymnóż tego na co Polska oczekuje, przymnóż realizmu, przymnóż normalności, przymnóż ładu serc, tak potrzebnego, w życiu publicznym, obywatelskim, życiu każdego z nas…

    Polska oczekuje autentyzmu życia publicznego, rozważnego i odważnego rozwiązywania problemów polskiej wspólnoty: bezrobocia, powstrzymania exodusu młodych, wsparcia rodzin, wyprowadzenia z zapaści służby zdrowia, pluralizmu w mediach. To cząstka tych naszych oczekiwań.

    Mówimy o nich tu, w świątyni Pańskiej, mówimy w miejscach pracy, w domach, w rodzinnym kręgu. Mówimy o nich tu, w Gdańsku, w mieście, które tak mocno wpisało się w Polska drogę nadziei. Zachęcał nas do tego zawierzania nadziei błogosławiony Jan Paweł II. Ten, następca świętego Piotra, który „przywrócił nam siłę wiary w Chrystusa, gdyż jest On Redemptor hominis, odkupicielem człowieka, przywrócił nam wiarę w człowieka, który stanowi drogę Kościoła” – to słowa Benedykta XVI.  Przywrócił nam Polakom, nadzieję. Dziś Ojczyzna jest motywem naszej nadziei., jej los, jej przyszłość, jej problemy. Nasze problemy. Składamy je na ołtarzu Mariackiej świątyni, gdzie za chwilę nastąpi misterium wiary. Uobecni się cały Chrystus, Bóg i człowiek.

    .„Ty jesteś moim Ojcem, Bogiem moim i Skałą ocalenia” (Ps 89, 27) – powtarzamy za psalmistą słowa zawierzenia. Wpatrujemy się w oblicze Matki Pana, Królowej naszego narodu, Gwiazdy Morza i Gwiazdy Nowej Ewangelizacji. Prowadź nas Matko do swego Syna! Prowadź drogami Polskiej Ojczyzny.

    Amen.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół