• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Od małpy?

    Jan Hlebowicz

    dodane 24.03.2014 17:06

    Wielu chrześcijan wychowywanych w paradygmacie ewolucyjnym traktuje teorię Darwina niczym religijny dogmat, a zwolenników stworzenia uważa za nieuków. Czy słusznie?

    W Gdańsku odbyła się debata na temat ewolucjonizmu i kreacjonizmu. Prelegenci biorący w niej udział odpowiadali na pytanie: ewolucja czy stworzenie?

    Jeden z wykładowców - pastor Paweł Bartosik na wstępie swojego wystąpienia dokonał niebezpiecznie uproszczonego podziału. Wskazał, że oś sporu o powstanie świata i życia na Ziemi przebiega między ewolucjonistami a kreacjonistami. Według tych drugich, świat został stworzony w sześciu 24-godzinnych odcinkach czasu ok. 6-10 tys. lat temu, o czym możemy przeczytać w Księdze Rodzaju. Pośrodku tych dwóch stron są, zdaniem Bartosika, chrześcijanie, którzy odczytują Genesis jako metaforyczną opowieść i bez głębszej refleksji przyjmują ustalenia materialistycznych darwinistów.

    Bartosik nie wspomniał, że obok kreacjonistów tzw. młodej Ziemi, którzy literalnie interpretują Księgę Rodzaju, jest także liczna grupa tzw. kreacjonistów progresywnych (starej Ziemi), którzy zakładają wierność zamysłowi Genesis przy jednoczesnym obiektywnym spojrzeniu na dane naukowe.  Podkreślają ponad wszelką wątpliwość, że "Boże tworzenie świata", musiało trwać znacznie dłużej niż 6 dni. Wskazują, że wszystkie metody badawcze wyliczają wiek Ziemi na miliony, a być może nawet miliardy lat.

    Niestety kreacjoniści młodej Ziemi, ściśle trzymający się zapisów Starego Testamentu, bardzo często są głusi na rzeczowe argumenty. Z tego powodu zniechęcają do dyskusji przedstawicieli środowiska naukowego i sprawiają, że ich w istocie merytoryczne argumenty podkopujące fundamenty teorii Darwina, traktowane są z przymrużeniem oka albo z jawną pogardą.

    Mimo kilku różnic kreacjoniści progresywni jak i kreacjoniści młodej Ziemi zgadzają się, że teorii ewolucji brak dowodów naukowych. Według nich neodarwiniści nie są w stanie wyjaśnić mnóstwa "brakujących ogniw" w zapisie kopalnym albo wytłumaczyć pochodzenia nowych narządów spełniających nowe funkcje. Nie potrafią też rozstrzygnąć kwestii tzw. eksplozji kambryjskiej, czyli nagłego pojawienia się zwierząt w zapisie kopalnym w okresie pomiędzy 542 i 510 mln lat. Wszyscy kreacjoniści odrzucają makroewolucję, mówiącą, że naturalna selekcja i mutacje genetyczne stanowią rzekomy mechanizm powstania istot żywych - od najprostszych komórek do człowieka. Nie wykluczają natomiast mikroewolucji, czyli zmian (np. adaptacji środowiskowych) zachodzących w obrębie gatunku. Niestety w wielu przypadkach neodarwiniści są głusi na argumenty kreacjonistów. Wolą bagatelizować je i wyśmiewać, unikając rzeczowych polemik.

    Niestety w Polsce, podobnie jak w pozostałej części Europy, głos kreacjonistów nie jest słyszalny w publicznej debacie. Większość z nas wychowywana w paradygmacie ewolucyjnym, traktuje teorię Darwina niczym religijny dogmat, a zwolenników stworzenia uważa za nieuków. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w USA, gdzie w części stanów ewolucjonizm został oficjalnie wycofany z programów nauczania w szkołach państwowych.

    Oby gdańska dyskusja stała się przyczynkiem do dalszych rozważań i poważnych rozmów na temat stworzenia i ewolucji. Może za kilka lat tezy kreacjonistów nie spotkają się jedynie z ironicznymi komentarzami i podobnie jak jest zza oceanem, zostaną wysłuchane podczas publicznych debat transmitowanych w najpopularniejszych telewizyjnych stacjach. Nastąpi to pewnie dopiero wtedy, kiedy uświadomimy sobie, że teorii ewolucji bliżej jest do wierzenia o charakterze religijnym niż nauki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • ludzie ludzie
      28.03.2014 20:11
      Ktos tak powiedzial:

      "Prawdopodobieństwo powstania choćby jednej najprostszej komórki jest takie jak gdyby codziennie przez tysiąc lat znajdować na chodniku kupon totolotka trafiony w szóstkę…"
    • mis-sim
      28.03.2014 22:26
      Teoria Darwina powstała 150 lat temu. Darwin nie miał pojęcia o tym, jak zbudowana jest komórka, a tym bardziej o tym, że istnieje coś takiego jak kod DNA. Darwin sam widział problemy związane ze swoją teorią. Pierwszy problem jest taki, że żeby w ogóle mogły następować jakieś mutacje i dobór naturalny, to trzeba mieć samo replikującą się żywą komórkę. Teoria Darwina nie odpowiada na pytanie, jak powstała pierwsza komórka. Darwin (i główny propagator jego teorii Thomas Huxley) uważał, że komórka to prosta globulka plazmy i łatwo da się wytłumaczyć jej powstanie poprzez jakieś reakcje chemiczne w prehistorycznych sadzawkach. Obecna nauka wie, że komórka jest niezwykle skomplikowaną nanomaszyną o poziomie złożoności porównywalnej do średniej wielkości miasta. Ponadto, tą nanomaszyną (m.in. produkcją protein) steruje kod DNA, którego złożoność przekracza wielokrotnie złożoność oprogramowania komputerowego produkowanego przez człowieka (tu można zacytować np. Billa Gatesa, który dokładnie coś takiego powiedział). Kod DNA zawiera informację w kodzie czwórkowym (zasady C,G,T,A). Ta informacja nie jest zależna od struktury chemicznej struktury DNA. Dokładnie tak samo, jak informacja zawarta na stronach książki nie jest zależna od struktury chemicznej papieru. Pytanie z zakresu teorii informacji (jako dziedziny informatyki): jakie znamy źródła informacji? Co lub kto wytwarza informację?

      Darwin nie wiedział, jaki jest mechanizm mutacji organizmów. Teraz wiemy, że mutacje polegają na zmianie w kodzie DNA, czyli de-facto na zmianie "programu", który steruje pracą komórki. Do niedawna myślano, że kod DNA zawiera w większości "śmieci", a tylko niewielka część jest "kodująca" (steruje produkcją protein). Obecne badania wskazują, że owe "śmieci" to tak naprawdę swoisty "system operacyjny". Co więcej, ten "system operacyjny" zawiera mechanizmy samonaprawy, zapobiegający mutacjom (coś jak np. sumy kontrolne w plikach). Jeśli ktoś jest informatykiem, to w tej "zabawie" biologów z DNA może dostrzec coś co się nazywa "inżynierią odwrotną". Inaczej mówiąc - na podstawie kodu programu staramy się dociec, co on robi i jak działa.

      Reasumując, można zauważyć kilka podstawowych problemów z teorią Darwina na poziomie biologii molekularnej. Pierwszy - jak powstała pierwsza struktura DNA kodująca proteiny, biorąc pod uwagę, że ta struktura sama jest zbudowana z protein. Drugi - skąd wzięła się informacja zawarta w DNA. Trzeci - jak następuje rozbudowa "programu" w DNA (kodowanie nowych protein), skoro nie zaobserwowano mutacji wprowadzających nową informację.

      Wracając do wątpliwości samego Darwina, to w swoim dzieje "O powstawaniu gatunków" zawarł jeszcze jedną, która była znana w jego czasach. Chodzi to o tzw. "eksplozję kambryjską". Otóż w pokładach z okresu kambru (ponad 500 mln lat temu) znaleziono wiele różnorodnych gatunków organizmów, które nie istniały wcześniej. Co więcej, przed epoką kambru nie znaleziono żadnych pozostałości organizmów wielokomórkowych. Darwin wierzył, że przyszłe badania wyjaśnią ten problem. Otóż nie dość, że nie wyjaśniły, to jeszcze go potwierdziły. Te fakty stanowią zasadniczy problem dla Darwina, gdyż zaprzeczają powolnemu rozwojowi gatunków (przez długotrwałe mutacje i dobór naturalny).

      Podsumowując mój (wiem że przydługi) wywód: nauka polega na formułowaniu i kwestionowaniu teorii. Bez tego nie ma rozwoju nauki. Jeżeli ktoś twierdzi, że teoria Darwina nie podlega dyskusji, to nie jest naukowcem, tylko ideologiem. Dokładnie tak, jak ideologicznie byli nastawieni zwolennicy teorii geocentrycznej do Kopernika i Galileusza. W nauce idziemy tam, gdzie prowadzą dowody, a nie tam, gdzie prowadzą nas nasze przekonania. Problem tylko jest wtedy, kiedy rezultaty naukowe prowadzą do istotnych wniosków filozoficzno-teologicznych... Polecam obejrzenie filmu Bena Steina "Expelled. No intelligence allowed" (na YouTube, chyba tylko po angielsku). Niezapomniane przeżycie, jak Richard Dawkins rozważa teorię panspermii (że życie na Ziemi zasiali kosmici, bo życie jest zbyt skomplikowane, żeby powstało przez przypadek)...
    • fifi
      30.03.2014 10:12
      Problem dowodów został już dawno rozwiązany. Po pierwsze szczątki są. Nie wymagajmy by po milionach (a nie tysiącach, jak chce Biblia), aby zachowane zostały wszystkie szczątki wszystkich żyjących niegdyś zwierząt. Wystarczy spojrzeć na kości z określonego czasu i widać to nawet okiem laika, że organizmy ewoluowały.
      Po drugie nawet gdybyśmy nie mieli ani jednej kości, to współczesna nauka ten problem rozwiązała. Badania DNA i RNA. Bierzemy dwa organizmy żywe, np. szczura i mysz, człowieka i szympansa i porównujemy określone geny - taki sam lub inny. Jeśli autor ma na parapecie kwiatka, to również z nim ma wspólne geny. Bo ma z nim wspólnych przodków. I to są fakty, a nie traktowanie ewolucji jako religijnego dogmatu. Dogmatem jest wniebowzięcie Maryi, którego nikt nie widział, nie ma o nim w Biblii ani słowa. DNA istnieje.
    • ludzie ludzie
      30.03.2014 19:40
      Ech redakcjo.... cenzura cenzura...
      To moze to przejdzie:

      Darwin byl okultysta, to juz mowi za siebie.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół