• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Gdańskim radnym nie podoba się pomnik "Inki"?

    Jan Hlebowicz

    dodane 19.08.2015 22:06

    Wygląd pomnika Danuty Siedzikówny "Inki", który 30 sierpnia stanie na gdańskiej Oruni, nie spodobał się lokalnym radnym, którzy zgodzili się jedynie na jego czasowe ustawienie. Inicjatorzy budowy monumentu twierdzą, że projekt, którzy otrzymali radni, jest już nieaktualny.

    "Niedziela z Bohaterką" - pod takim hasłem zaplanowano na 30 sierpnia uroczystości odsłonięcia pomnika sanitariuszki V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej Danuty Siedzikówny "Inki", zamordowanej w Gdańsku w 1946 roku.

    Po Eucharystii pod przewodnictwem abp. Sławoja Leszka Głódzia, która rozpocznie się o godz. 13 w kościele św. Jana Bosko przy ul. Gościnnej, odbędzie się poświęcenie monumentu. Uroczystości na skwerze im. Danuty Siedzikówny "Inki" będą towarzyszyć festyn oraz koncerty poświęcone żołnierzom niezłomnym.

    - "Inka" to postać, która zasługuje na upamiętnienie jako wzór dla młodzieży. To dziewczyna, która do końca życia pozostała wierna Bogu i ojczyźnie. Chcemy, by młodzi ludzie, mijając monument w drodze do szkoły, pomyśleli o tej bohaterskiej sanitariuszce i wartościach, które były dla niej ważne - mówi  ks. Mirosław Dukiewicz, proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko. - Dla nas, jako salezjanów, ważne jest również to, że "Inka" była uczennicą szkoły salezjańskiej w Różanymstoku na Podlasiu.

    - Na Oruni brakuje przykładów właściwych postępowań, które mogą być wzorem dla okolicznych mieszkańców. Poprzez pomnik "Inki" chcemy to zmienić - zaznacza Kamil Sobkiewicz, wiceprzewodniczący Rady Dzielnicy Orunia, św. Wojciech, Lipce.

    - Warto dodać, że w inicjatywę budowy pomnika włączyły się różne środowiska - miejscowa parafia, miłośnicy historii Oruni, piłkarze Lechii Gdańsk, dawni opozycjoniści, radni dzielnicy, Instytut Pamięci Narodowej oraz szereg innych osób i instytucji. "Inka" to wyjątkowa postać, która łączy, a nie dzieli - podkreśla dr Karol Nawrocki, naczelnik OBEP IPN w Gdańsku.

    - Pomnika w takiej okazałej formie nie byłoby bez zaangażowania abp. Głódzia, który od początku bardzo wspierał inicjatywę i był motorem napędowym naszych działań - dodaje Krzysztof Kosik, jeden z inicjatorów budowy monumentu, działacz społeczny i pasjonat historii Oruni.

    Twórcą  pomnika jest Andrzej Renes, który w swoim dorobku ma m.in. rzeźby kard. Stefana Wyszyńskiego, ks. Piotra Skargi czy pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej w bazylice Mariackiej w Gdańsku.

    Rzeźba "Inki" została wykonana z mosiądzu i aluminium, waży 400 kg, a postać sanitariuszki mierzy prawie 2,60 m. Dziewczyna ma na głowie toczek, w jakim widać ją na jednym z kilku zachowanych zdjęć. Pomnik sfinansowano ze zbiórki publicznej. Koszt jego wykonania wyniósł ok. 40 tys. zł.

    Rzeźba w takiej formie podoba się rodzinie D. Siedzikówny. - Dla nas każde uczczenie Danusi jest ważne. Nie skupiamy się na tym, jak wysoki czy szeroki jest pomnik, ani na artystycznej wizji. Najważniejsza jest pamięć. Zdajemy sobie sprawę, że tego typu upamiętnienia mówią kolejnym pokoleniom Polaków o historii naszego kraju i wartościach, którymi należy się kierować w życiu. Jesteśmy bardzo wdzięczni lokalnej społeczności - mówi Maciej Pawełek, krewny bohaterskiej sanitariuszki.

    Mimo że uroczystość odsłonięcia pomnika została szczegółowo zaplanowana, cała sprawa zawisła na włosku. Okazało się bowiem, że wizja artystyczna twórcy monumentu "Inki" nie odpowiada gdańskim radnym.

    Stara wersja monumentu negatywnie zaopiniowana przez gdańskich radnych   Stara wersja monumentu negatywnie zaopiniowana przez gdańskich radnych Reprodukcja Jan Hlebowicz /Foto Gość Przypomnijmy, że zgodę na ustawienie pomnika w Gdańsku muszą każdorazowo wyrazić miejscy radni. Zajmą się tym na sesji Rady Miasta, która odbędzie się 27 sierpnia. Będą głosować nad uchwałą przygotowaną przez Komisję ds. Pomników i Tablic Pamiątkowych. 

    Ten dokument ma jednak niezwykłą, bezprecedensową treść: "Rada Miasta Gdańska wyraża zgodę na tymczasowe ustawienie figury »Inki« według projektu przedstawionego w załączniku nr 2 i rekomenduje przeprowadzenie konkursu, który wyłoni ostateczny kształt pomnika". Dlaczego pomnik "Inki" ma być tymczasowy?

    "Komisja ds. pomników zapoznała się z wizualizacją rzeźby, która, o ile nam wiadomo, została już wykonana. Komisja oceniła, że rzeźba nie jest, delikatnie mówiąc, najlepsza i że upamiętnienie »Inki« zasługuje na lepszy pomnik, który, miejmy nadzieję, powstanie w przyszłości, najlepiej w wyniku przeprowadzonego konkursu. Mając jednak świadomość, że wnioskodawcy zaplanowali już termin odsłonięcia pomnika i rozpoczęli działania informacyjne, rozesłali zaproszenia etc., komisja proponuje, by Rada Miasta zgodziła się na tymczasowe ustawienie istniejącej już rzeźby" - tłumaczy Michał Piotrowski z biura prasowego gdańskiego magistratu.

    - Obiekt artystyczny przez każdego jest widziany inaczej. Nie odmawiam radnym prawa do wypowiadania się na temat sztuki. Jednak dla mnie zawsze najważniejsza jest reakcja zwykłych ludzi, to, czym im podoba się dana rzeźba - podkreśla twórca monumentu.

    Decyzja radnych dziwi K. Kosika. - Nagle radni stali się estetami i zwracają uwagę na detale wizualne. Gdzie byli do tej pory, skoro w naszej dzielnicy wciąż straszą elewacje popowodziowe? - mówi. - To po prostu zła wola polityczna i czepianie się idei. Pomnik, obojętnie w jakiej formie, nie wypłynie negatywnie na tzw. piękno tej dzielnicy. Tak mało mamy symboli, które łączą, a "Inka" powinna łączyć wszystkich.

    Jak informuje K. Kosik, radni zapoznali się ze starą wersją pomnika. Obecnie z figury "Inki" zostało już tylko popiersie. Długą szatę zastąpił wysoki cokół. - Mam nadzieję, że po zaprezentowaniu nowej wersji zmienią zdanie i w końcu rzeźba będzie zbieżna z ich kanonami piękna i estetyki.

    ***

    Danuta Siedzikówna ps. "Inka" urodziła się 3 września 1928 r. W 1943 r., jako 15-latka, złożyła przysięgę AK i odbyła szkolenie sanitarne. 20 lipca 1946 r. aresztowało ją UB i została osadzona w więzieniu w Gdańsku. Po ciężkim śledztwie 3 sierpnia 1946 r. skazano ją na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 roku. Wraz z "Inką" zginął, również skazany na śmierć, 42-letni ppor. Feliks Selmanowicz ps. "Zagończyk". Od stycznia 1944 r. był żołnierzem 3. Wileńskiej Brygady AK, z której przeniesiony został do 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki", gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy plutonu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół