• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • To był gość, który wiecznie prowokował

    Jan Hlebowicz

    dodane 29.03.2016 19:29

    "Był nieprzejednanym krytykiem wyniosłego, sztywnego stylu duszpasterstwa. Jego koledzy wikariusze nie mieli z nim łatwo" - wspomina księdza Kaczkowskiego ks. prof. Jan Perszon.

    Jan Hlebowicz: W jakich okolicznościach się poznaliście?  

    Ks. Jan Perszon: Nasza bliższa relacja zaczęła się w 2002 roku. Byłem wówczas proboszczem kościoła pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Pucku. Ks. Jan był świeżo po święceniach i trafił do mojej parafii jako wikariusz.

    Jakim kapłanem był ks. Kaczkowski?

    To był człowiek zakochany w liturgii. Bardzo celebrował każdą Eucharystię. Był niezwykle przywiązany do tradycji, do właściwych strojów liturgicznych, nabożnej dokładności. Był perfekcjonistą w sprawowaniu Najświętszej Ofiary. Jako dojrzały i doświadczony ksiądz mogłem się tej jego miłości do Jezusa Eucharystycznego uczyć. Ks. Jan był także bardzo cierpliwym spowiednikiem. Powyciągał z różnych uzależnień - narkotyków i alkoholu - całe grono młodych ludzi. Nasza współpraca była bardzo pozytywna i owocna.

    Nie wierzę, że nie dochodziło między wami do tarć. W końcu ks. Jan bywał niepokorny i słynął z ciętej riposty...

    Oj tak, to prawda. On nie miał łatwego charakteru. To była dusza rogata i gość, który wiecznie prowokował. Nie pozwalał zaskorupić się w "kościółkowatości". Kilka razy i mnie się od niego dostało (śmiech). Jako Kaszuba cierpliwie wyczekiwałem okazji do słodkiej zemsty. To oczywiście żart. Nasze spory pozbawione były gniewu.

    Podobno do zażartych dyskusji dochodziło najczęściej podczas wspólnych posiłków.

    Spierał się o sprawy pastoralne. Był nieprzejednanym krytykiem wyniosłego, sztywnego stylu duszpasterstwa. Jego koledzy wikariusze nie mieli z nim łatwo. Ja właściwie też nie (śmiech). Potrafił zupełnie otwarcie krytykować nasze metody pracy. Nierzadko miał rację. 

    Mówi się, że ks. Jan był tytanem pracy.

    Podziwiałem jego determinację. Mimo wady wzroku i innych problemów fizycznych zdecydował się podjąć studia doktoranckie. Regularnie dojeżdżał do Warszawy. Pamiętam, że ogromnie dużo czasu poświęcał na lekturę. Miał rozległą wiedzę. Później zaczął wykładać i publikować. Przy tym wszystkim pozostał sobą, nigdy się nie wywyższał.    

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Reklama

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół