• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Gdański program in vitro, czyli chamstwo i ignorancja PO

    Jan Hlebowicz Jan Hlebowicz

    dodane 23.02.2017 14:40

    Przedstawiciele Platformy Obywatelskiej byli głusi na merytoryczne argumenty. W trakcie debaty robili selfie i niegrzecznie przerywali.

    Zamiar współfinansowania przez samorząd programu in vitro władze Gdańska ogłosiły w październiku ub. roku. Od samego początku projekt budził liczne kontrowersje. Protestowali przedstawiciele trójmiejskiego świata naukowego. Mieszkańcy Gdańska od kilku miesięcy, w indywidualnych rozmowach z radnymi, wskazywali na braki w projekcie. Wysłane zostały tysiące listów z petycją o zrezygnowanie z programu w obecnym kształcie. Te działania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.  23 lutego program został przyjęty. Zadecydowały głosy radnych Platformy Obywatelskiej (przeciw było jedynie 2 radnych z PO, m.in. Wojciech Błaszkowski). Więcej TUTAJ.

     Podsumujmy argumenty przeciwników programu i procedury zapłodnienia pozaustrojowego:

    • Efektywność in vitro jest bardzo niska w stosunku do spodziewanych rezultatów. W Polsce ogólna skuteczność procedury zapłodnienia pozaustrojowego podana przez ministra zdrowia w odniesieniu do uzyskanych ciąż, a nie narodzin dzieci wynosi 32 proc. Z kolei liczba dzieci urodzonych z tych ciąż, według innych źródeł, nie przekracza 17 proc. Procent powodzenia in vitro jest więc nieproporcjonalny do ogromnych nakładów finansowych, które ta procedura generuje.
    • Osoby, które zdecydują się poddać in vitro, narażone są na szereg działań niepożądanych związanych z interwencją medyczną poprzedzającą samą procedurę. Pacjentki stymulowane hormonalnie w celu uzyskania komórek jajowych znajdują się w grupie zwiększonego ryzyka nowotworów jajnika. Również ryzyko wad wrodzonych wśród populacji dzieci urodzonych przy pomocy in vitro jest znacznie podwyższone w stosunku do populacji ogólnej. Podobnie, jak ich zapadalność na nowotwory.
    • Program dyskryminuje pary, które mają problem niepłodności i chcą podjąć leczenie, ale nie z zastosowaniem procedury in vitro. Diagnostyka niepłodności jest bardzo kosztowna, wymagająca czasu i wysiłku. Dlaczego takie pary nie zostaną wsparte ze środków samorządowych?
    • Ze strony władz Gdańska zabrakło zaproszenia dla lekarzy specjalistów, którzy mają bogate doświadczenie i bardzo dobre wyniki w leczeniu niepłodności, pomimo że nie współpracują z ośrodkami wykonującymi in vitro.
    • Program dopuszcza pośrednio możliwość selekcji i niszczenia poczętych in vitro ludzi w zarodkowym stadium ich rozwoju. Przewidziana w programie procedura przechowywania zarodków dotyczy jedynie tych, które uznano w laboratorium za prawidłowo rozwijające się, jednocześnie nie przewidując jakichkolwiek standardów postępowania z tymi ludźmi poczętymi poza organizmem matki, którzy zostali uznani za niespełniający tego uznaniowego i przez to stwarzającego pole do nadużyć kryterium.

    Podczas dzisiejszego głosowania podobną argumentację, w skondensowanej formie, zaprezentował prof. Piotr Czauderna. Znany chirurg dziecięcy, a także wiceprzewodniczący Rady Miasta z PiS, przytaczał argumenty medyczne, demograficzne, prawne oraz etyczne przemawiające przeciwko programowi w obecnym kształcie. Powoływał się na oficjalne dane i statystyki. Cytował wypowiedzi innych naukowców.

    Wystąpienie przerywane było przez prezydenta Pawła Adamowicza, a wielu radnych PO wykazywało całkowity brak zainteresowania jego treścią. Dwie panie radne postanowiły zrobić sobie zdjęcie telefonem komórkowym, część demonstracyjnie głośno rozmawiała, niektórzy ostentacyjnie wodzili palcami po ekranach swoich smartfonów. To właśnie otwartość na dyskusję i odmienne poglądy w wykonaniu Platformy Obywatelskiej.

    Zamiast merytorycznej wymiany zdań, był podniesiony głos i emocje. Prezydent Adamowicz nazwał prof. Czaudernę naukowcem w służbie ideologii i władzy. Zbagatelizował też liczne petycje wysyłane przez mieszkańców Gdańska na elektroniczne skrzynki pocztowe radnych. "Nie wchodźcie w rolę sędziów sumień ludzkich!" - grzmiał. Podejście środowiska Platformy Obywatelskiej do zagadnienia najlepiej oddaje reakcja radnych PO na pytanie prof. Czauderny: "Czy naprawdę wierzycie państwo, że ten zawierający wiele błędów program powinien zostać przyjęty?". "Wierzymy!" - odpowiedzieli przedstawiciele Platformy. No właśnie i w tym tkwi problem.

    To, co zazwyczaj jest zarzucane oponentom in vitro, to argumentacja na poziomie moralnym i religijnym. Tego typu przesłanek ze strony przeciwników programu było najmniej. Nikt też w swoich wypowiedziach nie stygmatyzował dzieci poczętych na skutek zastosowania procedury zapłodnienia pozaustrojowego.

    Tymczasem radni PO sprowadzili dyskusję do poziomu ideologicznego, ani razu nie odnosząc się w sposób rzeczowy do stawianych pytań i wątpliwości. Ograniczyli się jedynie do zaproszenia na dyskusję naukowców - lekarza, etyka, psychoterapeuty - członków zespołu opracowującego program, czyli de facto stronę sporu. Potwierdzili tym samym zarzut o dyskryminację lekarzy i naukowców leczących niepłodność z wykluczeniem sztucznego zapłodnienia. Tych drugich reprezentowała jedynie dr Aleksandra Kicińska, zaproszona przez radnych PiS, jednak niebiorąca udziału w pracach na programem.

    Po zakończeniu głosowania zapytałem odpowiedzialną za program Aleksandrę Dulkiewicz, przewodniczącą klubu radnych PO, dlaczego nie zdecydowała się włączyć do projektu naprotechnologii - interdyscyplinarnej terapii, na którą składa się zarówno leczenie internistyczne: hormonalne, immunologiczne, alergologiczne, w połączeniu z leczeniem ginekologicznym, w tym także zabiegowym, jednak zawsze w odniesieniu do obserwowanego na bieżąco obrazu cyklu miesiączkowego konkretnej pacjentki. Pani przewodnicząca z rozbrajającą szczerością odpowiedziała: "Ja nie zrozumiałam do końca, czy to jest metoda leczenia". Ignorancja i brak wiedzy zdumiewa. Tym bardziej, że chodzi o program, który w kolejnych latach pochłonie z kasy miasta 4 mln zł.

    Przewodnicząca Dulkiewicz nie odrobiła pracy domowej. Nie zapoznała się z literaturą, danymi, statystykami. Ani razu (zarówno podczas głosowania, jak i w poprzednich miesiącach) nie odniosła się rzeczowo do zarzutów wobec programu, jak i samej procedury zapłodnienia pozaustrojowego. A przede wszystkim wykluczyła z dyskusji zarówno przedstawicieli świata nauki niezwiązanych z in vitro, jak i mieszkańców Gdańska zmagających się z problemem bezpłodności, których program zaproponowany przez PO zwyczajnie nie obejmie. Wielka szkoda, że o jego kształcie zadecydowały ideologia i polityka, a nie dobro obywateli.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • Gość
      23.02.2017 20:10
      To jakiś popis, zresztą strasznie rozwlekły, osobistych niechęci autora. Pomijam słuszne, skądinąd, oburzenie na finansowanie in vitro z kieszeni mieszkańców Gdańska, przypominam, że gdy już w tytule używa się słów "chamstwo" i "ignorancja", kończy się wszelka dyskusja. Chyba że chodzi po prostu o samozadowolenie autora, a nie spowodowanie jakiejś poważnej i konstruktywnej dyskusji.
    • Kobieta
      23.02.2017 23:05
      In vitro to zbrodnia! Po drodze giną dzieci, to metoda "po trupach"!! Przerażająca prawda o "szczęśliwych rodzinach dzięki on vitro"! Obłuda!
    • Eugeniusz_Pomorze_
      24.02.2017 00:49
      Rządzący Gdańskiem już tyle kadencji prezydent Adamowicz powoli zaczyna czuć, że jest już... bogiem. Dzisiaj jest darmowe in vitro, a jutro będzie to zapewne jakiś nowoczesno-platformerski "Program eutanazja za mieszkanie"...! Dobrze, że Polską Platforma rządziła dwie kadencje, a nie więcej, bo teraz to już PO do spółki z Nowoczesną wyłącznie zajęłyby się likwidacją chrześcijaństwa i Dekalogu, a po "godzinach" po cichu umacnianiem mafii medialnych + tworzeniem mafii gospodarczych reprywatyzujących resztki mienia publicznego...
    • Gość
      24.02.2017 10:33
      Pan Redaktor mógłby oprócz sprawozdania napisać dlaczego metoda in vitro jest potępiana i zła . Nie ma tu ani słowa . Dlatego też goście mogą pleść co im się podoba . A to że " Oczywiście zero efektów " przy stosowaniu innych metod - pisze autorka powyższej wypowiedzi . A ja mogę sądzić że pani najpierw zadbała o swoją karierę itd. a później gdy zwyczajnie zestarzała się zachciało jej się mieć dziecko . I to zaraz . A tu natura okazała się "wredna ". To tak na marginesie . Mnie ciekawi ile zapłaciły zainteresowane biznesem firmy za uchwalenie tej ustawy . Ostanie dane to - krótko powiedziawszy - jedno dziecko kosztuje min. ok. 45 tysięcy PLN . A Pan redaktor mógłby zainteresować się ile jajeczek np. w sławnej gdańskiej firmie zajmującej się tym procederem pobiera się na raz . Ile z nich wszczepia się kobiecie i ile z nich mrozi i później niszczy. Oczywiście panie zaraz powiedzą że można je ponownie użyć . A ja się pytam co pani woli mięso świeże czy mrożone . A wracając do ilości pobranych jajeczek to wato też poinformować co znaczy pobranie ich od kobiety w dużej ilości .
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół