Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Bogactwo 
w żyłach

Medycyna. – Oddając krew, zazwyczaj nie wiemy, do kogo trafi. Również ten, komu jest ona przetaczana, nie wie, kto jest jej dawcą. Najważniejsza jest jednak świadomość, że komuś w ten sposób pomogłem – mówi Paweł Szczepanik, prezes Miejskiego Klubu Honorowych Dawców Krwi w Gdyni.

Wpiątkowe majowe przedpołudnie w stacji krwiodawstwa przy Uniwersyteckim Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni-Redłowie panuje spory ruch. Jedni stoją do rejestracji, inni wchodzą do gabinetu lekarskiego na badanie. Najczęściej wychodzą z niego po chwili i idą do sali, w której są trzy leżanki. Panie i panowie w różnym wieku – wszyscy spoglądają na siebie z uśmiechem. Gdy krwiodawca leży już na którejś z leżanek, wprawne dłonie pielęgniarki w jednorazowych rękawiczkach wykonują kilka delikatnych ruchów wokół jednej z jego rąk. Po chwili przez wężyk do specjalnego pojemnika zaczynają spływać kolejne, ciemnoczerwone krople. Trzeba pięciu minut, aby krew napełniła pojemnik.

Potem krwiodawca musi przez kwadrans regenerować siły. 
– Już szósty rok jestem krwiodawcą i właśnie dziś osiągnąłem wynik 12 litrów oddanej krwi. Czuję się bardzo dobrze i mam nadzieję, że nadal będę mógł czynić to regularnie – uśmiecha się Piotr Chałupka, odpoczywając na lekarskiej kanapie. 
Tymczasem uważne oczy personelu medycznego kontrolują samopoczucie krwiodawców i w miarę potrzeby szybko reagują, gdy ktoś poczuje się słabiej. Dopiero pozwolenie lekarza uprawnia do opuszczenia stacji krwiodawstwa. Z zaświadczeniem o dokonanej donacji oraz z ośmioma czekoladami.


170 litrów w 40 lat


– To był początek lat 60. Pewnego dnia usłyszałem w radio komunikat, że jest potrzebna krew. Na drugi dzień pojechałem więc do Gdańska i po raz pierwszy oddałem 200 ml, bo wtedy taką właśnie ilość pobierano. Przed wyjściem usłyszałem: „Zapraszamy za 3 miesiące”. Zaproszenie przyjąłem i tak zaczęła się moja przygoda z krwiodawstwem – śmieje się Ryszard Woliński, 78-letni nestor gdyńskich dawców krwi. Nie przypuszczał wtedy, że po kilku latach doświadczy bardzo osobiście, jak wielkim dobrodziejstwem jest życiodajny czerwony płyn i związana z nim ludzka solidarność. – W marcu 1966 roku urodziła mi się córeczka. Niespodziewanie w maju, mając niespełna 3 miesiące, trafiła do szpitala. Okazało się, że ma białaczkę. Potrzebna była krew. Ja wówczas nie mogłem jej oddać, bo nie czułem się dobrze, ale zgłosiło się 10 podchorążych z Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej, w której wówczas pracowałem. To oni oddali krew dla mojej córki. Dzięki temu wyzdrowiała – wspomina wzruszony. I dodaje: – Wtedy pomyślałem: „Skoro mnie pomogli, to i ja będę pomagał”. 
Odtąd pan Ryszard zaczął oddawać krew systematycznie: najpierw co 3 miesiące pełną krew, a osocze co miesiąc. Ale potem przepisy się zmieniły i można było oddawać pełną krew co 6 tygodni, a osocze co 2 tygodnie. Pan Ryszard podjął ochoczo to wyzwanie i... czynił tak prawie przez 40 lat! Rosła liczba zaświadczeń, z których niezbicie wynikało, że oto przekroczył 20, 50, 100 litrów oddanej krwi i osocza. – Oddawałem krew regularnie do 68. roku życia i w ten sposób uzbierało się jej ponad 170 litrów – uśmiecha się skromnie.


Zrzeszeni i zmobilizowani


Ryszard Woliński był prezesem w gdyńskich klubach honorowego krwiodawstwa, które powstawały w miarę zainteresowania tą ideą coraz to nowych osób. Sprawował tę funkcję ponad 35 lat, z czego 15 przewodził Miejskiemu Klubowi Honorowych Dawców Krwi. – W Gdyni jest obecnie 14 klubów zrzeszających krwiodawców: przy zakładach pracy, w jednostkach wojskowych, w policji, straży pożarnej i szkołach. Jednak MKHD jest specyficzny, bo skupia około 160 osób z różnych środowisk, w różnym wieku. To sprawia, że swoje miejsce znajdzie u nas każdy, kto oddaje krew – zachęca Paweł Szczepanik, obecny prezes. Sam jest krwiodawcą o 30-letnim stażu, ale podkreśla, że nie ma wśród klubowiczów atmosfery rywalizacji. Różne są też powody, dla których zdecydowali się oni na dzielenie się darem płynącym w ich żyłach. Niektórzy – bo czynili to w wojsku, inni – bo nie chcą być gorsi od kolegów. A jeszcze inni – bo oddali raz, kiedy ktoś w rodzinie potrzebował krwi, i pragną oddawać ją nadal, ale już dla bezimiennych potrzebujących. 
– Różne są pobudki, ale cel zawsze jeden: pomoc drugiemu człowiekowi – mówi prezes Szczepanik.
Podstawowym zadaniem klubów HDK jest zrzeszanie krwiodawców i pozyskiwanie nowych, propagowanie idei oddawania krwi, a także organizowanie akcji, podczas których może być ona pozyskiwana. Najczęściej są to zbiórki okolicznościowe, ale zdarzają się też sytuacje nadzwyczajne.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama