Nowy numer 21/2018 Archiwum

Dobry duch czworonogów

W Polsce potrzebna jest służba, która pilnowałaby praw zwierząt. Trudno wymagać, by ich miłośnicy wchodzili na cudze posesje i kontrolowali, czy psy i koty mają odpowiednie warunki – wzdycha Jolanta Wilsher, działaczka Greenpeace i opiekunka skrzywdzonych psów.

–Dom ukryty jest w kotlinie między starymi drzewami. Z ulicy zupełnie niewidoczny. To właśnie tutaj w zaciszu w wiosce Goręczyno kobieta o dobrym sercu ratuje pokrzywdzone zwierzęta. Kiedy wspina się pod górę, by otworzyć bramę, wygląda niepozornie. Drobna, szczupła, ubrana w sweter i wygodne dresy. Ale energiczne ruchy i przenikliwe spojrzenie błękitnych oczu dają znać, że to aktywna, silna kobieta. Przecież jeszcze nie tak dawno działała w organizacji Greenpeace. A potem przywędrowała na Kaszuby, by znaleźć spokój.

Oko wieloryba

Jolanta Wilsher urodziła się w Poznaniu jeszcze przed drugą wojną światową. Potem wyjechała do Wielkiej Brytanii. Niespokojny duch gnał ją po świecie. Może dlatego kupiła jacht, na którym opływała wszystkie zakątki. W tamtych latach takie życie pędzili głównie mężczyźni. Samotna kobieta na jachcie budziła powszechne zdziwienie. Ale pani Jola także w życiu zawsze płynęła pod prąd. – A potem zainteresowałam się działalnością Greenpeace – wspomina. – Pamiętam swoją pierwszą akcję. Ratowaliśmy zwierzęta zamknięte w nielegalnych laboratoriach. Całe dnie pikietowaliśmy, by ściągnąć uwagę świata na ten problem – opowiada. Później młoda działaczka angażowała się głównie w powstrzymywanie wielorybnictwa. Odbywała wędrówki z wielorybami. Pani Jola na własne oczy widziała to, co my znamy tylko z telewizyjnych programów przyrodniczych. – Nigdy nie zapomnę, jak towarzyszyliśmy umierającemu wielorybowi w drodze na wielorybi cmentarz. To było niesamowite i wyjątkowo wzruszające. Płynęliśmy za nim statkiem, a w odpowiednim momencie ja wraz z dwojgiem towarzyszy zanurkowaliśmy pod wodę. Musieliśmy być ostrożni, żeby nie przekroczyć sfery prywatności zwierzęcia. Każda istota żywa ma taką strefę. Nie wolno jej łamać, bo wtedy poczuje się zagrożona. Gdyby wieloryb poczuł się nieswojo, wystarczyłby jeden jego ruch, a z nas zostałaby marmolada. Udało nam się podpłynąć na dystans pięciu metrów. Z takiej odległości oko wieloryba było ogromne! – wykrzykuje kobieta. Jej oczy płoną. Wciąż jest tą samą, młodą, pełną entuzjazmu dziewczyną z Greenpeace.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma