Nowy numer 2/2021 Archiwum

Dobry duch czworonogów

W Polsce potrzebna jest służba, która pilnowałaby praw zwierząt. Trudno wymagać, by ich miłośnicy wchodzili na cudze posesje i kontrolowali, czy psy i koty mają odpowiednie warunki – wzdycha Jolanta Wilsher, działaczka Greenpeace i opiekunka skrzywdzonych psów.

Z wiatrówki do szczeniaka

Nigdy nie planowała, że osiedli się na stałym lądzie i zacznie opiekować psami. Jednak zawirowania życiowe doprowadziły ją z końca świata aż do Goręczyna na Kaszuby. Jacht, żeglugę i wieloryby zostawiła daleko za sobą. Ale logo Greenpeace wciąż tkwi przylepione do okna. – Członkiem tej organizacji pozostaje się do końca życia, nawet, gdy nie uczestniczy się już czynnie we wszystkich akacjach. Los pokrzywdzonych zwierząt nigdy nie będzie mi obojętny – zapewnia stanowczo pani Jola. Słowa potwierdza czynami. Kobieta często interweniuje, gdy zwierzętom w okolicy dzieje się krzywda. Sama ma cztery psy – na więcej nie może sobie pozwolić z powodów finansowych. Opieka weterynaryjna, karma dla zwierząt – to wszystko kosztuje. W ciągu lat przez jej dom przewinęło się znacznie więcej czworonogów. Nie są to psy rasowe, rozpieszczone, utrefione, ubrane w czerwone kamizelki. To znajdy, które bardzo skrzywdził los, zanim święty Franciszek doprowadził je pod drzwi pani Joli. – Na przykład O’Lala – pani Jola bierze na ręce niewielkiego psiaka, który z daleka przypomina szarą szczotkę. Pyszczek ma zadziorny, ale oczy patrzą wiernie w twarz opiekunki. – Była szczeniakiem, gdy właściciel wyrzucił ją prosto w październikową szarugę. Błąkała się mizerna i ranna, bo ktoś strzelił do niej z wiatrówki. Nie mogłam jej tak zostawić. O’Lala długo bała się, że ja także wyrzucę ją z domu. Nie opuszczała mnie na krok. Wieszała mi się u szyi. Dosłownie, bo gdy siedziałam, wspinała się z kolan na kark – śmieje się właścicielka. Kajtek to także pies ulicy. Błąkał się po Kartuzach od sklepu do sklepu, wyłudzając kąski od sprzedawców. Spał na wycieraczce pod salonem odzieżowym. Ale zbliżała się zima, a jej pies mógł nie przeżyć. Pani Jola z pomocą obcych ludzi przewiozła go do siebie do domu. Tutaj pies, który do tej pory żył na własny rachunek, musiał nauczyć się praw stada. Do dziś miewa z tym problemy i próbuje dominować nad dużo większym Guciem. Z różnym skutkiem. – Kajtek ma instynkt pasterski, który każe mu zaganiać stado. Pewnego dnia przedostał się do sąsiada i zamierzał zagonić jego kury do zagrody. Gdy mu się to nie udało, zdenerwował się i wszystkie kolejno wydusił – opowiada pani Jola. Teraz ta historia może wydawać się zabawna, ale wtedy przysporzyła kłopotów i sąsiadowi, i właścicielce niesfornego „lisa”. Nomen omen, Kajtek przypomina lisa z wyglądu. Pani Jola wie z doświadczenia, że nawet policja często jest obojętna na łamanie praw zwierząt. Pies na krótkim łańcuchu czy wygłodzony kot nie we wszystkich wzbudzają odruch pomocy. Najłatwiej jest powiedzieć: to tylko zwierzę. A przecież zwierzę także czuje zimno, głód, ból i smutek. Jak człowiek.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama