Nowy numer 48/2020 Archiwum

„Góral” z Pomorza

Niechętnie opowiadał o swojej przeszłości. Ja nie dopytywałem, ale domyślałem się, że te historie odcisnęły na nim piętno – opowiada o księdzu Józefie Walągu wieloletni przyjaciel Leon Wejer.

Wojna po wojnie

Po porażce Niemców, zgodnie z rozkazem gen. Leopolda Okulickiego, Armia Krajowa została rozwiązana. Ks. Waląg ujawnił się przed Komisją Likwidacyjną UB. Jednak dla wielu, wojna się nie skończyła – istniał inny, być może nawet groźniejszy przeciwnik – sowieccy i polscy komuniści. Podobnie uważał „Góral”, który wstąpił w szeregi antykomunistycznego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Przyjął nowy pseudonim: „Marian”. Wystawiał fałszywe metryki i karty ewakuacyjne dla zagrożonych aresztowaniami żołnierzy AK i WiN, rozdzielał lokalnej ludności i partyzantom odzież i żywność, które jako proboszcz i przedstawiciel „Caritas” otrzymywał od Amerykanów. We wrześniu 1946 roku został zdekonspirowany. Tak trafił do więzienia na Zamku w Lublinie. Jak można przeczytać w materiałach Instytutu Pamięci Narodowej „za pomoc bandom podziemnym i współpracę z grupą PSL-u Mikołajczykowskiego”, dostał 4 lata pozbawienia wolności. Na podstawie amnestii, po przeszło roku odsiadki, wyszedł na wolność. Zdawał sobie sprawę z zagrożenia życia. Prosił abp. Eugeniusza Baziaka o umożliwienie wyjazdu na północ Polski. Uciekł, lecz komuniści rozesłali za nim listy gończe. Ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem. Ostatecznie jednak wpadł w ręce Urzędu Bezpieczeństwa. Trafił do kolejnych stalinowskich więzień w Bydgoszczy, Chełmie i Warszawie. Po zwolnieniu w 1950 roku na stałe związał się z Pomorzem.

Zesłanie u „Górala” o wielkim sercu

Został proboszczem w Pruszczu Gdańskim. Był inwigilowany przez SB, która znając przeszłość „Górala”, próbowała werbować Tajnych Współpracowników z jego najbliższego otoczenia. Był stale karany finansowo za nieskładanie meldunków z prowadzenia punktów katechetycznych czy choćby za postawienie drewnianej szopy na przykościelnym terenie. – Pamiętam, że ks. Waląg miał swój czarno-biały telewizor i zestaw talerzy, które zostały mu odebrane przez komornika – wspomina ks. Stanisław Bogdanowicz. W trudnych warunkach ks. Waląg organizował życie parafialne. Dwukrotnie gościł prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Młodzi wikarzy bali się „wojskowego” drylu i często nazywali pobyt na plebanii u ks. Waląga „zesłaniem”. Józefa Krośnicka, wieloletnia mieszkanka Pruszcza, wspomina, że proboszcz rzeczywiście był twardy, czasem surowy, ale miał wielkie serce. Jak to często u górali bywa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama