Nowy numer 31/2021 Archiwum

On nie chce, żebyśmy płakali

Marysia ma trzy latka. Całuje medalik z wizerunkiem Maryi. – Tam teraz mieszka Bajuś – mówi. Przykłada palec do ust. – Ciii, bo się obudzi...

Zbliżały się święta wielkanocne. Patryka od kilku dni bolała głowa. – Myśleliśmy, że to przez stres związany z testem szóstoklasisty, który niedawno pisał – przypomina sobie pani Monika, mama chłopca. Z Patrykiem było coraz gorzej. Był bliski omdlenia, pojawiły się wymioty. Trafił do szpitala w Wielki Piątek. Lekarz stwierdził, że to... anoreksja. Dopiero po tygodniu szpital przeprowadził specjalistyczne badania. Diagnoza brzmiała jak wyrok: guz mózgu.

Jakby z Bogiem rozmawiał

Patryka w trybie natychmiastowym przetransportowano samolotem do Warszawy, gdzie przeprowadzona została skomplikowana operacja. Gdy wrócił do domu, rzucił się w objęcia dziadków. – Płakał ze szczęścia. Mówił: „już jest wszystko dobrze, będę zdrowy” – wspomina pani Janina, babcia Patryka. Jednak zagrożenie związane z chorobą nie minęło. Co pewien czas jeździł do Centrum Zdrowia Dziecka i przyjmował chemioterapię. Nigdy się nie buntował, mimo bólu zawsze był uśmiechnięty. – Dzięki temu nam wszystkim było łatwiej – uważa pan Mirosław, tata Patryka.

Gdy pod koniec swojego życia nie miał już siły rozmawiać, pytany o to, jak się czuje, pokazywał uniesiony do góry kciuk: „jest okej”. Dużo się modlił, a wraz z nim cała rodzina. Szczególnie chciał mieć obok siebie młodsze rodzeństwo – Patrycję i Bartka. Każdego dnia nastawiał budzik na godzinę 15.00, żeby nie przegapić Godziny Miłosierdzia. – Gdy odmawiał Różaniec, to wyglądał tak, jakby z Bogiem rozmawiał – mówi łamiącym się głosem pani Janina. – Patryk na pewno nie chce, żebyśmy płakali – dodaje po chwili. – Zawsze z pełną świadomością przyjmował Komunię św. Osiągnął poziom duchowości niedostępny dla wielu, nawet dorosłych ludzi – uważa ks. Wojciech Tokarz, który często odwiedzał chłopca. – Zawsze był bardzo religijnym dzieckiem. Nie zmienił się przez chorobę – podkreśla pan Edmund, dziadek Patryka.

Stało się coś strasznego

Po operacji każdego dnia Patryk klęczał w szpitalnej kapliczce. W czasie nocnego czuwania podeszła do niego nieznajoma kobieta i wręczyła mu różaniec, który znalazła w Medjugorje. Rok później Patryk sam odwiedził to miejsce. – Był pod ogromnym wrażeniem. Po powrocie powiedział: „to święta ziemia” – przypomina sobie pani Monika. Różaniec był dla niego bardzo ważny. Nosił go w kurtce, plecaku i piórniku. – Pewnego razu źle zaparkował auto w centrum Gdańska. Strażnik miejski już zabierał się za wypisywanie mandatu, ale kiedy zobaczył różaniec przymocowany do lusterka, machnął ręką i sobie poszedł – wspomina pan Mirosław. Patryk wierzył w siłę modlitwy. Niedługo przed śmiercią, późnym wieczorem, około godz. 22.00 zaczął krzyczeć: „stało się coś strasznego!”. – Nigdy wcześniej tak nie robił. Poprosił mnie, żebym zawołała całą rodzinę na wspólny Różaniec – opowiada pani Monika. Następnego dnia okazało się, że w tym samym czasie, w kopalni „Rudna” doszło do potężnego wstrząsu. Wszystkich 19 gór- ników, początkowo uznanych za zaginionych, udało się uratować.

Próba słuchu i zęboludki

– Ale to nie jest tak, że Patryk tylko się modlił i przez cały dzień chodził z różańcem. Był normalnym nastolatkiem – wyjaśnia pan Edmund. Zdał testy gimnazjalne, dostał się do Technikum Łączności, zrobił prawo jazdy. – Nie lubił tracić czasu na bezczynne siedzenie – mówi pan Mirosław. Uwielbiał sport. Jeździł na nartach wodnych i na motorze. Chętnie umawiał się z kolegami. – Ze mną wychodził na boisko grać w piłkę nożną i kosza – dodaje Bartek. Dużo podróżował. Był we Włoszech, Anglii, Austrii. Rowerem objechał Bornholm. Często robił innym żarty. – Raz zawołał mnie ze swojego pokoju: „Pati, przyjdź do mnie”. Byłam akurat zajęta, odrabiałam lekcje. Niechętnie wspięłam się do niego po schodach. „Co?” –spytałam. A on na to: „nic, próba słuchu” – opowiada Patrycja. – Mnie straszył zęboludkami. Mówił, że to takie krasnoludki, tylko z ostrymi kłami – śmieje się Bartek. Jednocześnie Patryk czuł się odpowiedzialny za rodzeństwo.– Pomagał bratu i siostrze odrabiać lekcje. Gdy byli młodsi odbierał ich ze szkoły i przedszkola – podkreśla pan Mirosław. Oczkiem w głowie Patryka była Marysia. Każdego dnia czytał jej bajki na dobranoc, dlatego siostra nazywała go Bajusiem. Dziewczynka codziennie zagląda do pokoju brata. Gdzie on teraz jest? – U aniołków – odpowiada dziewczynka.

Zachorowałem w jakimś celu

W czasie jednej z rozmów z mamą Patryk powiedział: „wiem, że zachorowałem w jakimś celu”. W ostatnich dniach swojego życia nie chciał przyjmować lekarstw. „Nie są mi potrzebne. Mam obrońcę Boga” – mówił. Zmarł 23 kwietnia, po 7 latach walki z chorobą. Nie doczekał matury. – Dostajemy świadectwa kolegów, nauczycieli, lekarzy i wielu innych osób. Piszą do nas, że Patryk zmienił ich spojrzenie na świat – tłumaczy pani Monika. – Nie robił z siebie męczennika. Zawsze był radosny i pełen zapału. Pokazywał innym, że człowiek ciężko chory może normalnie żyć – potwierdza słowa pani Moniki Szymon Postępski, szkolny kolega Patryka. W Technikum Łączności ustanowiono Nagrodę im. Patryka Flissa. Będzie przyznawana młodym ludziom, którzy bezinteresownie pomagają potrzebującym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama