Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zejść z piedestału

Nowy rok katechetyczny. – Gdy mówimy o Panu Bogu, nie ma miejsca na tanie moralizatorstwo. Choć dobro i zło trzeba nazywać jasno – stwierdza ks. Radosław Chmieliński, który od 10 lat uczy w gimnazjach archidiecezji.

Lubimy narzekać na młodzież, która „jak zwykle” nie spełnia oczekiwań starszych. Większości wydaje się „inna niż za naszych czasów”. – Dzisiaj młodzi wiedzą więcej. Ale ich wiedza jest zazwyczaj fragmentaryczna. Gubią się w gąszczu poznawanych faktów i dostępnych im opinii. Istota człowieka jednak jest niezmienna. Te same rzeczy co kiedyś dają mu prawdziwe szczęście. Te same powodują cierpienia. Trzeba tylko młodemu człowiekowi to pokazać – podkreśla ks. Radek.

– Nie wyobrażam sobie życia bez komórki – mówi Ania, licealistka, która w tym roku szkolnym będzie zdawać maturę. – Czasem zastanawiam się, jak to kiedyś było, gdy człowiek mógł się skontaktować z innymi jedynie przez telefon stacjonarny. Dziwi mnie to, że ludzie jakoś sobie z tym radzili. Co na przykład miał zrobić człowiek, który chciał pomóc osobie, która zasłabła. Albo gdy był świadkiem wypadku – zastanawia się. Ania codziennie używa też Facebooka, aby kontaktować się ze znajomymi. Na swoim profilu pisze o wszystkim. Od rzeczy ważnych po mało istotne detale dotyczące tego, co aktualnie robi. Czas sprzed dwudziestu lat to dla niej prehistoria. Lubi być na bieżąco z tym, co dzieje się w świecie. – Internet daje wielkie możliwości. To dla mnie zupełnie naturalne, że o wydarzeniach, które dzieją się na drugim końcu świata, dowiadujemy się w ciągu kilku minut – dodaje.

Pokolenie „bez sensu”

– Już starożytni Egipcjanie narzekali na współczesną im młodzież. Mówili, że jest zepsuta i ślepo idzie za nowymi trendami – zauważa Adam Kromer, świecki katecheta. Od wielu lat uczy w szkołach średnich. Obecnie pracuje w gdańskiej „budowlance”. Zaznacza także, oceniając młodzież, nie wolno generalizować. – Kiedyś wpadła mi w ręce książka „Spuścić ucznia z łańcucha”. Tam autor przekonywał, że wystarczy dać luz młodzieży i zaraz otworzą się w niej potężne pokłady energii do pozytywnego działania. A ja pracowałem wówczas chyba z najtrudniejszą młodzieżą, jaką w ciągu tych dwudziestu lat przyszło mi uczyć. Nazywałem ich pokoleniem „bez sensu”. Dlatego, że było to najczęściej powtarzane przez nich zdanie. To pokazało mi, że autor jest oderwany od rzeczywistości – mówi katecheta. – Młodzi, tak jak i konkretni dorośli, mają różne horyzonty i różne możliwości. Dziś, patrząc na ludzi, z którymi pracuję, mogę powiedzieć, że jest lepiej – dodaje. – Każdemu trzeba dać tyle, ile potrzebuje. Ile może unieść. Formować elity, ale jednocześnie dać maksymalnie dużo tym, którzy duchowo nie mieli najlepszego startu. Z jednymi czuję nić porozumienia. Nie czuję jednak, bym zaniedbywał tych drugich – mówi ks. Radosław. Stwierdza, że czasem jest prowokatorem. Staje się adwokatem diabła. Przedstawia poglądy, jakie obecne są w świecie. I wówczas następuje żywa reakcja. – Oni mają wewnętrzną wrażliwość. Dobrze jest, kiedy sprowokowani docierają do tego, co jest prawdą. Co zapisane jest w ich sercach. Wtedy upadają schematy myślowe, które zostały im wpojone – wyjaśnia.

Młodzi pytają

Wbrew obiegowym opiniom, wielu młodych poszukuje odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Czasem są głęboko egzystencjalne. Często jednak odnoszą się do mało znaczących wydarzeń, rozdmuchanych przez media. – Ich pytania czasem mogą się wydawać śmieszne. Ważne jest jednak, by traktować młodzież z wielką powagą i szacunkiem. Katecheta nie jest dla młodzieży tylko nauczycielem. Musi jej towarzyszyć w życiu. Tylko wtedy może stać się dla niej autorytetem i przyjacielem – stwierdza ks. Piotr, który wiele lat pracował w szkołach średnich. – Niektóre z pytań mogą nauczyciela zaskoczyć. Ale na katechezie uczniowie będą pytać. Wystarczy, że jakaś gwiazda wypowie się na tematy moralne czy religijne. Jeżeli uczniowie mają jakąś relację z katechetą, od razu zapytają. Katecheta tymczasem nie musi wiedzieć nawet, że taki ktoś istnieje – mówi z uśmiechem Adam Kromer. – Ale powinien być przygotowany na to, że takie tematy mogą się pojawić. Ma wiedzieć, co mówi na dany temat Kościół. Choćby pytania były najbardziej absurdalne. Np. czy sąsiadka może wypędzić demona z piwnicy za pomocą szczypty pieprzu. Bo akurat coś takiego usłyszeli w telewizyjnym programie – dodaje.

Multimedia w służbie Boga

– Człowiek to nie tylko dusza – podkreśla ks. Chmieliński. – W poznaniu Pana Boga i miłości ku Niemu jest także miejsce dla zmysłów. W szkole, w której do tej pory pracował, była doskonale wyposażona w multimedia sala katechetyczna. – Było tam porządne kino domowe, komputer z internetowym łączem, wysokiej jakości rzutnik – wspomina. Jak sam mówi, dużo dobrego działo się po projekcji wartościowych filmów. – Nie chodzi o to, by katecheza zamieniła się w kino. Ale ludzkie historie najbardziej poruszają. Uczą nas, jak radzić sobie z trudnościami albo dokonywać trudnych wyborów. To pobudza do działania, spojrzenia na swoje życie i podjęcia walki. Życie człowieka nigdy nie jest skazane na przegraną – zaznacza ksiądz katecheta. W minionym roku największe emocje wzbudził film „October Baby”. To historia dziewczyny, która miała się nie urodzić. Kiedy dowiaduje się o tym, chce dotrzeć do swojej biologicznej mamy. – To film, który praktycznie zmienił spojrzenie moich uczniów na aborcję. Uciął wszelkie dyskusje – dodaje ksiądz. Jak twierdzi, wszystko opiera się na właściwym doborze materiału. – Dzisiaj sama technika nie wzbudza zainteresowania. Każdy z młodych ma ją na wyciągnięcie ręki – stwierdza. Na katechezie ks. Radek wykorzystywał też internet. Kiedy wypływały jakieś zarzuty względem Kościoła, pojawiały się jakieś uformowane przez media opinie, ad hoc zaglądał z młodzieżą na strony internetowe, żeby przyjrzeć się tym komentarzom. – Tu nie ma miejsca na lęk czy zakazy. Tylko wówczas, gdy się z nimi zmierzymy, można pokazać ich miałkość, obnażyć głupotę – mówi ks. Radosław. Roli multimediów jednak nie przecenia. – Katecheza nie może stać się jedynie miejscem wyświetlania filmów. To zawsze środek do celu. Multimediów używam w odniesieniu do tematów z programu – zaznacza ks. Radosław.

Dylematy katechety

– Mamy naprawdę dobry program nauczania. Ale nie można go realizować w sposób skostniały – mówi ks. Piotr. – Tak jak na lekcjach języka polskiego nie można wyłożyć sucho tego, „co poeta miał na myśli”. Potrzeba rozmowy z młodym człowiekiem. Tym bardziej że to, o czym mówimy na katechezie, ma bezpośrednie odniesienie do życia. Do ludzkich decyzji o charakterze moralnym – podkreśla. Co zrobić więc, aby wzbudzić zainteresowanie przedstawianymi tematami? – Na pewno trzeba być elastycznym. Bo może się okazać, że temat, który dzisiaj wzbudza emocje, jutro może młodych zupełnie nie interesować. Ale nie ma miejsca na to, by wszystko było „na żywioł”. Czasem dygresja może być dla młodych ważniejsza. A czasem pozwoli lepiej zapamiętać temat główny. Tu nie ma gotowej recepty – odpowiada Adam Kromer.

Po co to wszystko?

Pan Adam, zapytany o to, co chciałby osiągnąć w życiu swoich uczniów, odpowiada: – Fajnie by było, gdyby znali Pismo Święte, gdyby je czytali. Przydałaby się też znajomość historii Kościoła. Ale nie tylko o to chodzi. Bo w życiu decydujące znaczenia ma wiara. Szukanie tego złotego środka pomiędzy wiarą a wiedzą stanowi zadanie, które stoi przed katechizacją. Czasem z rozmów z byłymi uczniami dowiaduję się, że moje katechezy odniosły skutek. Że ktoś złapał bakcyla wiedzy religijnej, że któreś ze słów zmieniły jego życie. Na zakończenie szkoły nigdy nie wiemy, ile przekazaliśmy wiedzy i na ile zdaliśmy egzamin. To się będzie sprawdzać w ich codziennym życiu – podkreśla. – Młody człowiek uczestniczący w katechezie nie stanie się od tego magistrem teologii. Zresztą wcale nie o to chodzi. Potrzeba ukształtowania człowieka ciekawego świata. Kogoś, kto nie będzie „łykał” wszystkiego, co usłyszy. Kto będzie mógł oddzielić prawdę od fałszu. Kto poznał Ewangelię, ale wciąż stara się odczytywać wolę Pana Boga. Kogoś, kto wchodzi w więź z Panem Bogiem i przez nią postrzega swoje życie – mówi ks. Radosław. Na pytanie o przepis na udaną pracę z młodzieżą, odpowiada: – Może to brzmi jak paradoks, ale autorytet zyskuje się poprzez zejście z piedestału. To burzy mur w relacji katecheta–uczeń. Dopiero wtedy można stać się dla młodych prawdziwym przewodnikiem. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama