Nowy numer 50/2018 Archiwum

Tajemnice Bałtyku

Pod wodą. Nikt nie wie, ile dokładnie wraków spoczywa na dnie Morza Bałtyckiego. Pewne jest tylko, że muszą być ich tam tysiące.

Bombowiec Douglas A–20 to jedno z najbardziej interesujących znalezisk spoczywających na dnie Morza Bałtyckiego nieopodal naszego wybrzeża. Niedawno archeolodzy z Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku próbowali wyciągnąć pochodzący z okresu II wojny światowej wrak na powierzchnię. Niestety nie udało się. Kolejna próba wydobycia jednostki zostanie podjęta wiosną. Ale odkryć na dnie morza dokonuje się niemal codziennie. – Najnowsze znalezisko sprzed kilku dni to wrak drewnianej barki spoczywający na dnie w okolicach wybrzeża środkowego – informuje Iwona Pomian, archeolog podwodny i kierownik Działu Badań Podwodnych CMM. – W przyszłości z pewnością udamy się w rejon odkrycia, żeby dokładnie zbadać jednostkę i pobrać próbki w celu ustalenia okresu pochodzenia barki. Drewniane statki i okręty wojenne są najczęstszymi znaleziskami badanymi przez archeologów. Sprawdzenie i wydobycie wraku Douglasa to dla nich zajęcie dodatkowe na rzecz Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. – Niedawno odkryliśmy trzy wraki statków leżących w rejonie Portu Północnego – mówi Iwona Pomian.

– Chcemy zejść pod wodę i dokładnie je zbadać. Jak sądzę, są to obiekty pochodzące z XVIII wieku, ale na razie nie wiemy tego na pewno – mówi. Jak wyjaśnia nasza rozmówczyni, wprawdzie drewnianych wraków sprzed kilkuset lat jest na dnie Zatoki Gdańskiej najwięcej, ale można tam znaleźć też sporo okrętów z okresu I i II wojny światowej. – Ile dokładnie ich jest, oczywiście nie wiadomo – zastrzega Iwona Pomian. – Bardzo orientacyjnie można założyć, że skoro żegluga morska istnieje w tym regionie około tysiąca lat, a każdego roku tonie kilka, kilkanaście lub jeszcze więcej jednostek, to liczba wraków może być szacowana w tysiącach. Dla porównania Szwecja ma mniej więcej 20 tysięcy ustalonych wraków na dnie swojej strefy ekonomicznej. Dania podobnie – tłumaczy.

Odkrywcy z „Arctowskiego”

W odkrywaniu kolejnych wraków spory udział ma załoga ORP „Arctowski”, okrętu hydrograficznego Marynarki Wojennej. – Na dnie Bałtyku spoczywają nie tylko wraki jednostek pływających – zaznacza dowódca okrętu kmdr ppor. Artur Grządziel. – Istnieje kilka sposobów klasyfikacji tego, co znajdujemy w morzu. Jednym z nich jest wielkość obiektów. Małe obiekty podwodne to te do pięciu metrów wielkości. Są to miny denne, zatopione torpedy, a nawet bomby lotnicze. Duże obiekty podwodne to wraki jednostek pływających o długości powyżej pięciu metrów. Od czółen poczynając, przez kutry, statki handlowe i pasażerskie, po okręty wojenne. Głównym zadaniem marynarzy z „Arctowskiego” jest wytyczanie szlaków komunikacyjnych na Bałtyku, prowadzenie pomiarów głębokości Bałtyku i wykrywanie podwodnych przeszkód. – Prowadzimy zadania planowane oraz nagłe, wynikające z bieżącej sytuacji – wyjaśnia dowódca pionu hydrograficznego na okręcie kpt. Kozłowski. – Swoje zadania planujemy na początku roku i później je realizujemy. Wypływamy we właściwe rejony badań, sprawdzamy głębokości, weryfikujemy położenie znanych nam obiektów i ustalamy nowe podwodne przeszkody. Bywa też i tak, że wykonujemy prace niezaplanowane. Tak jak na przykład w maju tego roku, kiedy z liny holowniczej zerwał się statek transportowany z Rotterdamu do Kłajpedy, gdzie miał być zezłomowany. „Arctowski” interwencyjnie wyszedł w morze, ustalił dokładną pozycję statku i głębokość, na jakiej osiadł. Było to 36 metrów. Często dostajemy informacje o tym, że rybacy zahaczyli sieciami o jakąś podwodną przeszkodę. Wtedy także sprawdzamy, co to za obiekt, na jakiej głębokości leży i jakie są jego wymiary. Potem te informacje opracowujemy i przesyłamy do Biura Hydrograficznego, gdzie dane są analizowane, gromadzone i nanoszone na mapy – relacjonuje kapitan. Nie wszystkie wraki stanowią zagrożenie dla żeglugi. Wśród takich niekoniecznie niebezpiecznych pozostałości są znalezione samoloty. – Nie tylko amerykański douglas spoczął na dnie Bałtyku. Wśród naszych lotniczych znalezisk jest niemiecki samolot bombowy odkryty w grudniu ubiegłego roku – mówi kmdr Grządziel. – Przy użyciu specjalistycznego pojazdu podwodnego, operującego na głębokości, na której praca nurka byłaby mniej wydajna, za to bardziej ryzykowna, ustaliliśmy, że jest to Junkers JU-88 – precyzuje. Załoga ORP „Arctowski” dysponuje specjalistycznym sprzętem, pozwalającym prowadzić badania na dużym obszarze. – Wysokorozdzielcze sonary i echosondy wielowiązkowe przeczesujące jednorazowo znaczny obszar dna morskiego pozwalają na wykonanie bardzo dokładnego obrazu graficznego na podstawie fal dźwiękowych – wyjaśnia okrętowy hydrograf Dominik Iwen. – Nowe technologie pozwalają na cyfrowe przetwarzanie danych dźwiękowych i komputerowe przekształcanie ich w obraz do złudzenia przypominający zdjęcie – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy