GN 32/2018 Archiwum

Spójrz na moje buty

– To było jak Niepokalane Poczęcie – mówi Rainer von Scharpen o pomyśle pierwszego transportu z pomocą dla Polski.

Byłem nauczycielem. Pewnego dnia do klasy przyszła uczennica Basia i powiedziała, że przez najbliższych 10 dni będzie nieobecna. Zapytałem, czy idzie do szpitala, a ona odrzekła, że nie. Jedzie do Polski. Powiedziałem wtedy, że bardzo jej zazdroszczę. Dlaczego? Bo urodziłem się w Sopocie. Zapragnąłem ponownie odwiedzić mój stary kraj i zobaczyć miejsce, w którym się urodziłem – opowiada pan Rainer. W 1945 roku był jeszcze dzieckiem. Wraz z rodziną w pośpiechu opuszczali Pomorze. Udało się im wsiąść na ostatni statek, który dopłynął do Niemiec. Po nich port opuścił już tylko Wilhelm Gustloff, który zatopiony rosyjską torpedą poszedł na dno wraz z 10 tysiącami osób. Pierwszy, sentymentalny powrót Rainera do Polski stał się możliwy właśnie dzięki Basi.

Jej tata organizował wycieczki dla ministerstwa kultury landu, w którym mieszkali. Miał też rozległe kontakty w Polsce. – Już w 1981 pojechałem do Polski. Wtedy odwiedziliśmy wiele miast: Wrocław, Warszawę, Olsztyn, Malbork, Gdańsk. Ostatni był Szczecin – wspomina pan Rainer. Właśnie w Szczecinie podczas bankietu zagadnął swojego sąsiada o to, jak się żyje w Polsce. – Odpowiedział, że jest jak podczas wojny. Z jedną różnicą. Ludzie, którzy mieli pieniądze w czasie wojny, mogli kupować, cokolwiek zapragnęli. „A my nawet jak mamy pieniądze, nie możemy sobie kupić nawet tego, co potrzebujemy. Spójrz na moje buty. Noszę je od 25 lat. Ja sobie dam radę, ale co z naszymi dziećmi” – relacjonuje Rainer von Scharpen. Ta rozmowa nie dawała mu spokoju. W szkole, gdzie uczył, zorganizował zbiórkę butów. – W sumie udało się nam zgromadzić 1000 par – opowiada. Pojawił się jednak problem z transportem. – Co mnie powstrzymuje przed tym, by zawieźć je samemu? – pomyślał. Zorganizował więc pieniądze, przygotował dokumenty, zebrał przyjaciół i ruszył. Był grudzień 1981 roku.

Przypadki, nie przypadki

Pierwszym celem była Rumia. Tam miał się spotkać z polskim nauczycielem. Nie zastał go jednak. Postanowił więc udać się do kościoła. Spotkany ksiądz zupełnie nie wiedział, co z butami zrobić. Pojechali więc dalej, do Sopotu. Rai- ner do tej pory nie wie, jak to się stało, że skręcił z głównej alei i znalazł się na ul. Haffnera, tuż obok domu, w którym się urodził. Gnany emocjami złapał paszport, pobiegł i zapukał do drzwi. Była 21.30. Kobieta, która otworzyła drzwi, nie znała ani niemieckiego, ani angielskiego. Dogadywali się za pomocą słownika, który szczęśliwie znalazł się gdzieś w domu. Kiedy wyjaśnił, że są Niemcami i przyjechali do Polski z transportem darów, właścicielka mieszkania chwyciła za słuchawkę i gdzieś zadzwoniła. W słuchawce zabrzmiał kobiecy głos. Rainer się ucieszył. Jego rozmówczyni znała niemiecki. Po kilku minutach rozmowy okazało się, że jest znajomą jego matki chrzestnej. Dzięki niej trafili do parafii Gwiazdy Morza. Tej samej, w której przed laty został ochrzczony. Tam dzięki przyjaznej postawie ks. Brzozowskiego rozdysponowaniem transportu zajęły się panie z parafialnej grupy Caritas.

Kolorowy pies

Stan wojenny nie przerwał działalności przyjaciół z Niemiec. Kolejne transporty Rainer prowadził do parafii św. Wojciecha w Gdańsku. Po trzecim mieszkańcy tej niewielkiej parafii mieli aż za dużo ubrań i butów. Pojawiła się potrzeba koordynacji działań. W tym czasie szefem Caritas w diecezji został ks. Andrzej Kowalczyk. Ponieważ był on także profesorem seminarium, to właśnie oliwskie seminarium stało się punktem przeładunkowym. Z czasem zmieniała się zawartość transportów. Rainer przywoził z Niemiec pościel, lekarstwa, materace dla placówek medycznych, wózki inwalidzkie… Wszystko zależnie od bieżących potrzeb. – Byłem tu znany jak kolorowy pies – mówi ze śmiechem, tłumacząc z niemieckiego idiomatyczne wyrażenie. Z czasem nauczył się doskonale rozumieć polską mowę. Sam po polsku mówi niewiele, ale kiedy wypowiada nazwy placówek, do których przywoził dary, zupełnie nie słychać w ich brzmieniu obcego akcentu.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma