Nowy numer 45/2018 Archiwum

Jeszcze będzie pięknie

Jak obiecali, tak zrobili – gdańscy urzędnicy rozpoczęli usuwanie gigantycznych billboardów z przestrzeni miasta. Niedawno usunięto jeden z Al. Grunwaldzkiej we Wrzeszczu, wkrótce mają zniknąć kolejne.

Chcemy oczyścić z reklam wielkopowierzchniowych, stojących na tzw. nogach, kręgosłup miasta, czyli główny ciąg komunikacyjny – wyjaśnia Michał Szymański, kierownik Referatu Estetyzacji Miasta w gdańskim magistracie. – Zaczęliśmy na al. Grunwaldzkiej, zakończymy na ul. Oko- powej. We Wrzeszczu zmiany są i będą najbardziej widoczne, ponieważ tam znajdowało się najwięcej nośników, których obecność jest nie do pogodzenia z wprowadzonymi w styczniu zasadami – dodaje urzędnik.  Jakie to zasady? Określił je prezydent miasta w specjalnym zarządzeniu. Pozwalają one na umieszczanie nośników reklamowych tak, by nie pogarszały one wizerunku Gdańska. Określono odległość między poszczególnymi reklamami i ich wielkość. Miasto podzielono na strefy. Wrzeszcz znalazł się w strefie pierwszej i tam reklama wolnostojąca może mieć najwyżej 9 m kwadratowych. Tymczasem usunięta niedawno reklama w sąsiedztwie „Galerii Bałtyckiej” miała aż 24 m kwadratowe powierzchni! Zdaniem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, celem, który należy osiągnąć, jest m.in. porządkowanie chaosu reklamowego, który, podobnie jak w całym kraju, stał się problemem, a nawet zagrożeniem dla tożsamości miasta.

Walka z przepisami

Na ile uda się zrealizować ten cel, przekonamy się za kilka miesięcy. Nie wszyscy jednak wierzą w powodzenie przedsięwzięcia. Piotr Dwojacki, przewodniczący rady dzielnicy Wrzeszcz Dolny, uważa, że usuwanie wybranych reklam nie będzie miało oczekiwanego wpływu na przestrzeń miejską. – Myślenie o estetyce miasta powinno uwzględniać elewacje, nawierzchnie ulic, małą architekturę, oświetlenie, śmieci... – mówi Dwojacki. – Niestety, są znaczne połacie Gdańska, w których gustowne billboardy stanowią korzystną odmianę w zestawieniu z fatalnym stanem innych elementów krajobrazu. Obawiam się, że akcja wymierzona w billboardy przyniesie efekty tylko w tzw. strefach prestiżu i nie będzie mieć żadnego znaczenia dla jakości pozostałych przestrzeni miasta – martwi się P. Dwojacki. Rzeczywiście usunięcie dużych reklam nie rozwiąże chyba wszystkich problemów z miejską estetyką, bo i tak większość z nich umieszcza się na budynkach. Ale być może i w tej kwestii coś zacznie się niebawem zmieniać.

A na zagrodzie...

– Z budynków usuwamy mniej reklam, ponieważ na miejskich nieruchomościach reklamy te są umieszczone w większości w sposób prawidłowy i zgodny z zasadami określonymi zarządzeniem – wyjaśnia Michał Szymański. – Przekazałem natomiast do Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych prośbę o przegląd tego, co wisi na nieruchomościach miejskich oraz usunięcie nielegalnie zainstalowanych reklam. Przy obecnym stanie prawnym wpływ na sytuację na nieruchomościach prywatnych jest ograniczony. Egzekucję samowoli prowadzić ma prawo wyłącznie Nadzór Budowlany lub, w określonych sytuacjach, konserwator wojewódzki. Niemniej podejmujemy interwencje w rażących sytuacjach. Udało się wyegzekwować poprzez Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego usunięcie wielkiej konstrukcji reklamowej przy nowej Słowackiego. Zniknęła siatka zasłaniająca elewację na rogu tejże i na al. Grunwaldzkiej. Czasami wystarczy „wytknąć” firmie konkretny nośnik, który jest ewidentną samowolą i ona tą reklamę likwiduje. Tak jest niestety rzadko – zaznacza urzędnik.

A może park kulturowy?

Warto jednak dodać, że większa część pracy urzędników jest niewidoczna, bo dotyczy obiektów, których powstaniu udaje się zapobiec. Jak zapewniają urzędnicy, wnioski o pozwolenie na budowę wielkich nośników reklamowych są bardzo dokładnie weryfikowane. Walczyć trzeba też z dość częstym procederem zgłaszania przez firmy reklamowe obiektów, które w rzeczywistości są znacznie większe niż deklarowane albo ich funkcja jest inna niż oficjalnie zgłoszona. W Gdańsku rozważa się jeszcze jeden sposób na walkę z reklamowymi koszmarami. Władze chcą utworzyć w centrum miasta tzw. park kulturowy, gdzie ustawianie dużych reklam i zawieszanie nieestetycznych szyldów byłoby po prostu zakazane. Podobny pomysł mają też niektórzy gdyńscy radni. Jeden z nich, Marcin Horała, chce, by park kulturowy obejmował obszar ulic Świętojańskiej, Władysława IV, Piłsudskiego i 10 lutego. Wysłał w tej sprawie pismo do prezydenta Gdyni i choć jest reprezentantem PiS, pomysł podoba się niektórym radnym również z opozycyjnej wobec władz miasta PO. Ich zdaniem, byłby to sposób na likwidację chaosu reklamowego, jaki panuje w centrum miasta. Czy projekt zyska jednak przychylność przedstawicieli gdyńskiego magistratu? Nie wiadomo. Jego przeciwnikiem jest Robert Hirsch, miejski konserwator zabytków, który uważa, że centrum Gdyni stanowiące od 2008 roku przestrzeń wpisaną do rejestru zabytków jest już wystarczająco chronione przed nieestetycznymi reklamami. Sprawy estetyki przestrzeni naszych miast stają się argumentem w lokalnych sporach. Tymczasem w Sejmie od kilku miesięcy czeka na uchwalenie ustawa regulująca kwestię estetyki miast. Wprowadzenie jej w życie z pewnością ułatwiłoby samorządowcom podejmowanie decyzji dotyczących miejskich krajobrazów.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy