Gość Katowicki 29/2018 Archiwum

Dom małych cudów

Patryk ma 18 lat. Choruje na mózgowe porażenie dziecięce. Tu powiedział swoje pierwsze słowo w życiu.

Stacjonarny dom hospicyjny dla dzieci „Bursztynowa przystań” działający przy Hospicjum im. św. Wawrzyńca w Gdyni, powstał w grudniu 2013 r. To pierwsza tego typu placówka na terenie północnej Polski. – Pod dach naszego domu przyjęliśmy już ośmioro najmłodszych gości – mówi ks. Grzegorz Miloch, dyrektor.

Pozwól się przytulić

– Do „Bursztynowej przystani” trafiają przede wszystkim dzieci zaniedbane, niechciane, porzucone, nie mające nawet opiekuna prawnego – informuje ks. Grzegorz. – Oczywiście wśród naszych podopiecznych są też tacy, którzy mają bardzo troskliwych, kochających rodziców. Niestety czasami warunki materialne nie pozwalają im zapewnić dzieciom właściwej opieki w domu – dodaje. – Najlepszym, co możemy dać naszym najmłodszym gościom, jest miłość, czułość i bezpieczeństwo. Kiedy one to wszystko otrzymują, zaczynają dziać się małe cuda – zapewnia Anna Rytelewska, pracownik hospicjum, pedagog.

Porzucona przez rodziców ciężko chora 2,5-letnia Oliwia z początku odpychała ręce, które chciały ją pogłaskać. Bała się, nie rozumiała dotyku. Dzisiaj najbardziej lubi zaciskać dłoń na palcu ukochanej pielęgniarki. Niewidomy Marek przez pierwszy miesiąc w ogóle się nie uśmiechał. Teraz śmieje się, kiedy usłyszy na korytarzu kroki opiekunów. Patryk przez 3 lata nie wychodził z łóżka. Z powodu pogłębiającej się odleżyny bardzo cierpiał. – Nauczycielki, które odwiedzają go w hospicjum, mówią, że zmienił się nie do poznania. Ze smutnego, nie utrzymującego kontaktu wzrokowego chłopaka, stał się aktywnym, pełnym pasji, młodym mężczyzną. Mimo paraliżu rąk, nauczył się obsługiwać komputer, uwielbia słuchać muzyki i spędzać czas z pracownikami domu – opowiada pani Anna. Dzięki żmudnej i trudnej rehabilitacji Patryk potrafi już usiąść bez niczyjej pomocy. – Do hospicjum dzieci nie przychodzą po to, by w spokoju umrzeć. One bardzo często dopiero tutaj zaczynają żyć – podkreśla A. Rytelewska. Doskonałe efekty przynosi terapia zajęciowa. Domownicy mogą korzystać z pokoju zabaw, hydromasażów, kina i tzw. sali zmysłów. – Przy pomocy specjalistycznych urządzeń poznają, jak funkcjonuje świat. Odkrywają nowe zapachy, kształty, zjawiska. Dzięki tym zajęciom nabierają pewności siebie i otwierają się na innych – wyjaśnia A. Rytelewska. W przyszłości zakres zajęć, w których będą mogły uczestniczyć dzieci, zostanie poszerzony. – Planujemy kupić kucyka i psa, by przy ich pomocy prowadzić w „Bursztynowej przystani” hipoterapię i dogoterapię – zdradza ks. Miloch.

Za każdym razem płaczę

– Niezwykle trudno jest uczest- niczyć w cierpieniu dziecka, które staje się częścią naszej hospicyjnej rodziny – przyznaje ks. Grzegorz. – Dotychczas odeszło do Pana troje naszych podopiecznych – dodaje. – Płakałam po każdej śmierci, a jednocześnie czułam ulgę, że cierpienie dziecka się skończyło – mówi pani Anna. – Pamiętam, jak w Wielki Czwartek pożegnałam małą Zosię, która walczyła o każdy oddech. „U Pana Boga będzie ci znacznie lepiej”. Następnego dnia dziewczynka zmarła – wspomina opiekunka. Pracownicy hospicjum pomagają rodzicom poradzić sobie z cierpieniem i śmiercią dziecka. – Niedawno ojciec po odejściu córki, mówił do Boga: „Gdzie Ty jesteś? Dlaczego nie słuchasz? Tak bardzo Cię prosiliśmy, żebyś nie zabierał naszej Magdy”. I to nie były słowa buntu, tylko modlitwy. To, co kapłan powinien zrobić w takiej sytuacji, to nie „mądrzyć się teologicznie”, tylko mocno przytulić i towarzyszyć cierpiącym po stracie – podkreśla ks. Miloch. Anna Rytelewska opowiada historię mamy Marysi – dziewczynki, która zmarła w hospicjum miesiąc temu. – Zamieszkała w naszym domu, ciągle była przy córce, bardzo przeżywała jej odchodzenie. Po śmierci Marysi, była na skraju załamania. Robiliśmy wszystko, by podtrzymać ją na duchu. Na stypie powiedziała, że gdy tylko dojdzie do siebie, będzie odwiedzała hospicjum i zabierała dzieci na spacery. Jej świadectwo pokazało wszystkim pracownikom, że istnienie domu hospicyjnego i nasza praca, mają głęboki sens.

Potrzebne wsparcie

„Bursztynowa przystań”, mimo że funkcjonuje już od 5 miesięcy, wciąż nie otrzymała wsparcia finansowego od Narodowego Funduszu Zdrowia. W świetle nowych przepisów przyjętych przez Sejm, czas na aneksowanie umów z NFZ m.in. na opiekę paliatywną i hospicyjną, które wygasły ostatniego dnia 2013 r., przedłużony został do 30 czerwca br. Nowa umowa, o zawarcie której zabiegać będzie zarząd hospicjum dziecięcego, obowiązywać może więc dopiero od lipca. Niestety w „Bursztynowej przystani” już teraz zaczyna brakować pieniędzy na zakup podstawowych rzeczy – pieluszek, nawilżonych chusteczek, mleka, a także sprzętu. – Potrzebujemy pulsoksymetrów, czujników bezdechu dla niemowlaków, inhalatorów, a przede wszystkich przenośnego koncentratora tlenu – wylicza ks. Grzegorz, który apeluje także o przekazywanie 1% podatku i finansowych darowizn na utrzymanie obiektu – Dzięki zebranym środkom zapłacimy za prąd, wodę i gaz – mówi. – Prosimy nie tylko o pomoc materialną, ale przede wszystkim o modlitwę w intencji naszych podopiecznych. Zapewniam, że bardzo jej potrzebują – dodaje.

Jak możesz pomóc?

Listę wszystkich rzeczy potrzebnych do funkcjonowania „Bursztynowej przystani” można na bieżąco sprawdzać na Facebooku pod adresem: https://www.facebook.com/events/708678552517188/. Produkty należy dostarczać na adres 81-109 Gdynia, ul. Dickmana 7. Szczegóły na stronie hospicjum: http://www.hospicjum.gdynia.pl. Imiona dzieci zostały zmienione.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma