Nowy numer 28/2018 Archiwum

Świadectwo spod liści i śniegu

– Tablica upamiętniająca Kanapariusza nie spełnia swego zadania. Ludzie nawet nie wiedzą, że ona się tam znajduje – mówi Tadeusz Jabłoński, inicjator upamiętnienia dziejopisa.

Kiedy przed z górą tysiącem lat ówczesny cywilizowany świat obiegła wiadomość o męczeńskiej śmierci biskupa Wojciecha, papież Sylwester II postanowił go jak najszybciej kanonizować. Potrzebował jednak wiarygodnego życiorysu kandydata na ołtarze. Do stworzenia go wyznaczono benedyktyńskiego mnicha, opata klasztoru śś. Bonifacego i Aleksego na Rzymskim Awentynie – Jana Kanapariusza. Doskonale nadawał się do realizacji tego zadania. Gdy św. Wojciech przebywał w Rzymie, mieszkał właśnie przy kościele św. Aleksego. – Znał Wojciecha. Spotykali się. Już wówczas przez ręce Wojciecha dokonywały się cuda – zauważa Anna Kościelecka, która wraz z Tadeuszem Jabłońskim napisała książkę „Wojciechowa Europa”. Wojciech musiał więc zrobić na rzymskim opacie ogromne wrażenie. Stali się przyjaciółmi.

Zapomniany świadek

Kiedy w 1997 roku w Gdańsku hucznie obchodzono tysiąclecie istnienia miasta, mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że relację o jego istnieniu zawdzięczamy właśnie temu benedyktyńskiemu mnichowi i jego dziełu pt. „Świętego Wojciecha żywot pierwszy”.

„On zaś przybył najpierw do miasta Gdańska, położonego na skraju rozległego państwa i dotykającego brzegu morza. Tu, gdy miłosierny Bóg błogosławił jego przybyciu, gromady ludu przyjmowały chrzest. Tu odprawiając obrzędy mszalne Ojcu ofiarował Chrystusa, któremu za kilka dni siebie samego miał złożyć w ofierze” – czytamy w owej relacji. – To jest pierwsza wiadomość przekazana w historii o istnieniu Gdańska. Autor relacjonuje wydarzenia z 997 roku. To arcydokument, który powinien zostać doceniony. Tak samo jego autor. Bez niego nie byłoby obchodów tysiąclecia – stwierdza Tadeusz Jabłoński. Podkreśla wiarygodność relacji, jaka znalazła się w dziele opata z Awentynu. – Brat przyrodni św. Wojciecha był pierwszym biskupem w Gdańsku. Był jednym z dwóch świadków, którzy wrócili z Prus po śmierci Wojciecha. Egzekucja odbyła się na jego oczach. Prawie pewne, że Kanapariusz, pisząc o św. Wojciechu, oparł się na jego relacji. To postać, której musimy wierzyć – mówi pan Tadeusz. – Dzisiaj Jana Kanapariusza wspomina się czasem w chwilach wielkich uroczystości. Poza tym nie istnieje w świadomości mieszkańców miasta. A mógłby być dla nich patronem i przyjacielem – stwierdza.

Połowiczny sukces

– Fundacja św. Wojciecha z Gniezna wysłała nas w Europę, po to, żeby stworzyć scenariusz do albumu fotograficznego dla Adama Bujaka o świętym Wojciechu. Owocem tej podróży stała się później nasza książka pt. „Wojciechowa Europa”. A ponieważ wiedza o życiu św. Wojciecha wzięła się z relacji Kanapariusza, Tadeusz postanowił, że powinno się jakoś uczcić tego człowieka – relacjonuje pani Anna. Zaczęli od rozmowy z prezydentem Gdańska. Po wielu staraniach udało się znaleźć niewielką, bezimienną ulicę w gdańskiej Oliwie, nieopodal budynków seminarium i gdańskiej kurii. – Ulica, która nosi imię Kanapariusza jest może niezbyt prestiżowa, ale najłatwiej było ją przemianować. Plusem jest to, że znajduje się blisko katedry. Co więcej, nie ma tu prawie zabudowy mieszkalnej.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma