Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Zakorkowana tajemnica

Archeolodzy przez kilka tygodni eksplorowali wrak towarowego żaglowca, który w XIX w. zatonął na wodach Zatoki Gdańskiej. Pewnego dnia ich oczom ukazał się baniak z zagadkowym emblematem. Okazało się, że jest to ok. 200-letnia butelka... jednej z najdroższych wód mineralnych świata.

Na pozostałości statku natrafili przed rokiem, w trakcie rutynowego sondażu dna Bałtyku, pracownicy Urzędu Morskiego w Gdyni. Zawiadomieni przez nich archeolodzy z Narodowego Muzeum Morskiego rozpoczęli badania wraku, któremu nadali sympatyczną nazwę „Głazik”. Prace na wraku prowadzone były w ramach projektu finansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Skarby „Głazika”

Na wraku statku naukowcy odkryli dużą liczbę ok. 1-metrowych kamieni. Ich rodzaj i wielkość sugerują, że mogły być one głównym ładunkiem zatopionego żaglowca. – Głazy były na początku XIX wieku wykorzystywane do budowy fundamentów czy różnego rodzaju umocnień. Być może „Głazik” był więc statkiem używanym do zaopatrywania lokalnych odbiorców w tego typu surowiec – tłumaczy Tomasz Bednarz, archeolog, kierownik badań podwodnych na wraku. – Świadczyłyby o tym także półokrągłe sosnowe bale, które dodatkowo wyściełają wnętrze kadłuba. Mogły one służyć do zabezpieczenia konstrukcji przed naciskiem głazów – uzupełnia. Na razie nie wiadomo dokładnie, kiedy statek został zbudowany. Dopiero badanie dendrochronologiczne pobranych próbek drewna pozwoli na ustalenie, z którego okresu pochodzą drzewa służące do budowy jednostki. Na „Głaziku” naukowcy znaleźli wiele „skarbów”. Wśród nich jest m.in. miedziany czajnik noszący ślady długoletniego użytkowania i wielu napraw, zachowana w całości miska oraz marynarski but.

Zdrowa woda siły doda

Podczas prac badawczych na wraku „Głazika” archeologom udało się wydobyć także świetnie zachowany, zakorkowany kamionkowy baniak. Uwagę naukowców zwrócił tajemniczy znak wytłoczony na odnalezionym przedmiocie. Po długich poszukiwaniach okazało się, że jest to dwustuletnia butelka ekskluzywnej wody mineralnej Selters z niemieckiej miejscowości Limburg-Weilburg w Hesji. – Zagadkowy symbol był swojego rodzaju logo firmy – wyjaśnia T. Bednarz. – To wyjątkowy zabytek, ponieważ archeolodzy bardzo rzadko odnajdują zakorkowane butelki z zawartością – dodaje. Naukowcom udało się odtworzyć historię „płynnego skarbu”. Woda Selters jest jedną z najstarszych wód wydobywanych w Europie. Jej źródła odkryto około roku 1000 na północnych stokach gór Taunus. Przez wieki trafiała na stoły możnych tego świata, a jej właściwości obrosły legendą: ponoć kilka jej łyków dawało siłę i zdrowie. Niestety źródła wody mineralnej wyschły na początku XIX wieku, a charakterystyczne kamionkowe butelki stały się towarem reglamentowanym. W 1896 roku grupa entuzjastów zorganizowała poszukiwania źródeł legendarnej wody. Po wielu odwiertach z jednego z otworów poniżej zamku Laneburg trysnęła fontanna krystalicznie czystej strugi. Pierwsza studnia z wodą mineralną z Selters została nazwana „Selters-Sprudel-Augusta-Victoria” po żonie ostatniego niemieckiego cesarza, a kamionkowe butelki ponownie trafiły do obiegu i zaczęły być dystrybuowane na cały świat. Od Sankt Petersburga do Nowego Jorku i od Londynu do Florencji Selters stał się synonimem najlepszej wody mineralnej. Dziś woda ta jest sprzedawana jako produkt luksusowy. Kamionkową butelkę zastąpiło szkło, ale ponoć właściwości wody Selters są te same jak przed tysiącem lat. Archeolodzy nie odkorkowali jeszcze znalezionej butelki. Trafi ona w najbliższym czasie do laboratorium. – Przypuszczamy, że w środku jest oryginalna woda sodowa. Według innej hipotezy woda Selters została wypita, a butelka ponownie napełniona np. piwem lub winem i powtórnie zamknięta – wskazuje T. Bednarz.

Podwodny świat

– Przy każdym zejściu pod wodę odkrywamy kolejne tajemnice badanych wraków, znajdujemy przedmioty, których używali ludzie setki lat temu, czasem poznajemy historie osób płynących zatopionym statkiem. To fascynujące – mówi kierownik badań prowadzonych na „Głaziku”. Jednak praca podwodnych archeologów nie należy do najłatwiejszych. – Bywają sytuacje niebezpieczne, kiedy nadziejemy się na coś ostrego, skaleczymy, przetniemy skafander – przyznaje T. Bednarz. Archeolodzy pod wodą filmują badany obiekt i robią zdjęcia. W przypadku „Głazika” zrobili ich ponad 7 tysięcy. Zebrana dokumentacja pozwoli stworzyć model 3D wraku. – Wykorzystująca najnowocześniejszą technologię metoda zastąpiła żmudną i mało precyzyjną praktykę wykonywania podwodnych szkiców zatopionych statków. Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku jest światowym pionierem w przygotowywaniu przestrzennych i cyfrowych modeli tego typu obiektów – informuje T. Bednarz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama