Nowy numer 39/2020 Archiwum

Kot Zdzich i popcorn z keczupem

Zadzwonił lekarz i powiedział, że stan Kacpra jest krytyczny – ma przed sobą jeszcze tylko kilkanaście godzin. Poprosił też, by „pospieszyli się z marzeniem”. Chłopak chciał konsolę do gier. Przywieźli ją najszybciej, jak mogli. Kacper usiadł na łóżku i rozpakował prezent. A potem zaczął grać i... zdrowieć.

Rafał Dadej wspólnie z innymi wolontariuszami założył fundację „Trzeba Marzyć” w 2006 r. Do dzisiaj udało im się spełnić kilkaset najskrytszych pragnień swoich podopiecznych. – Większość naszych marzycieli to pacjenci Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku – mówi Rafał. – Zazwyczaj musimy bardzo się spieszyć, by zrealizować ich życzenia.

Zdzichu, tęsknię za tobą

Bywają marzenia nie z tej ziemi, a niektóre są całkiem banalne. Ktoś chce perukę Hannah Montana wartą kilkanaście złotych, a kto inny pragnie spotkać się z Leo Messim. Niektórzy marzą o dalekich podróżach – do Włoch, Turcji, na Majorkę. Innym wystarczą zwykła torba sportowa, odtwarzacz mp3 albo samochód z akumulatorem. – Zanim zaczniemy realizować marzenie, długo rozmawiamy z dziećmi. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik – podkreśla Agata Grzeszczuk, wolontariuszka.

– Marika marzyła o tym, by zostać księżniczką. Powiedziała nam, że główną potrawą na jej balu będzie popcorn z keczupem podany na srebrnych tacach. Musimy pamiętać o detalach, które dla naszych marzycieli są bardzo ważne – dodaje. Czasami wolontariusze zamieniają się w detektywów. Tak było w przypadku operacji o kryptonimie „Zdzich”. – Pewnego razu rozmawialiśmy z 16-letnią dziewczyną, która przyznała, że bardzo chce spotkać się ze swoim przyjacielem Zdzichem. Okazało się, że mówi o kocie – wspomina Marcelina Osak, jedna z założycielek fundacji. Któregoś dnia, gdy dziewczyna wróciła ze szkoły, zauważyła, że kota nie ma. Rodzice powiedzieli, że musieli go sprzedać. 16-latka zapragnęła po raz ostatni zobaczyć Zdzicha i pożegnać się z nim. – Rozpoczęliśmy „śledztwo”, które przypominało szukanie igły w stogu siana. W końcu na ślad kota trafiliśmy w… Ministerstwie Zdrowia. Do spotkania ostatecznie doszło. Zdzich odnalazł się w Niemczech – mówi z uśmiechem Marcelina.

Topór w szpitalu

Wolontariusze z fundacji podkreślają, że spełnienie marzenia często wpływa korzystnie na stan zdrowia i samopoczucie chorych. Tak było choćby w przypadku pewnego 15-latka, który bardzo chciał zostać rycerzem. Od wolontariuszy dostał prawdziwą zbroję i broń. Później, kiedy leżał w szpitalu i czekał na przeszczep szpiku, poprosił rodziców, by przywieźli mu jego prezent na oddział. – Mama chłopca musiała przemycić topór do szpitala. On cały czas wpatrywał się w swój rycerski strój i to dodawało mu odwagi i siły – opowiada Agata. Zdarza się też tak, że dziecko umiera, zanim marzenie zostanie spełnione. – To dla nas bardzo trudna chwila. Mamy jednak świadomość, że nie samo zrealizowanie pragnienia jest ważne, ale oczekiwanie na jego spełnienie. W wielu przypadkach myśl o wymarzonym wyjeździe albo spotkaniu z ulubioną gwiazdą dodaje dzieciom skrzydeł – zaznacza Marcelina. Wolontariuszami w większości są młodzi ludzie. – Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Czasami w kilka dni potrafią załatwić spotkanie z piłkarzami Barcelony lub nagranie płyty z Kasią Cerekwicką – mówi Rafał. – Znamy się od 9 lat i przyjaźnimy. Pomagamy sobie nawzajem, radzimy w trudnych sytuacjach, lubimy spędzać ze sobą czas. W naszej fundacji rodzą się przyjaźnie, a nawet miłości – dodaje. Ania jest w zespole od niedawna. Wcześniej sama była marzycielką. – Bardzo chciałam mieć swojego laptopa. W czasie choroby wiele czasu spędzałam w szpitalach. Brakowało mi wtedy kontaktu ze znajomymi. Dla mnie mieć własny komputer to była wielka sprawa – opowiada. Potem zgłosiła się do fundacji i zaproponowała pomoc. – Zastanawiałam się, co czuje człowiek, który pomaga spełnić czyjeś marzenie. Teraz już wiem, że jest to wyjątkowe doświadczenie. Wolontariusze przyznają, że praca w „Trzeba Marzyć” to wielka szkoła życia. – Spotykając się z marzycielami, słuchając ich historii zdajemy sobie sprawę, że problemy, które jeszcze niedawno uważaliśmy za wielkie, są w rzeczywistości błahostkami – podkreśla Agata.

List od papieża Franciszka

Niedawno fundacja spełniła 500. marzenie, które było naprawdę wyjątkowe. Chora na nowotwór 17-letnia Kinga pragnęła wyjechać do Rzymu, zwiedzić tamtejsze kościoły i spotkać się z papieżem Franciszkiem. Niestety, zły stan zdrowia nie pozwalał na tak daleką podróż. Dlatego wolontariusze postanowili dotrzeć do papieża i poprosić go o nagranie kilku słów skierowanych tylko do Kingi. W pomoc zaangażowały się setki osób z całej Polski i zagranicy. Najpierw fundacja otrzymała informację, że papież wie o chorobie 17-latki i pomodli się za nią. Kiedy Kinga o tym usłyszała, poczuła się dużo lepiej. Usiadła samodzielnie na łóżku, co nie zdarzało jej się od dłuższego czasu. Jak powiedziała wtedy jej mama, to był „taki mały cud za sprawą papieża”. W końcu z Nuncjatury Apostolskiej w Polsce dotarła do podopiecznej fundacji kolejna radosna wiadomość. Ojciec święty napisał list specjalnie do niej. Jak mówi Kinga, wspaniałe słowa w nim zawarte są ważniejsze niż nagranie. To bardzo osobista korespondencja. Wiadomo jedynie, że papież poprosił Kingę, by pamiętała o Jezusie, który „doskonale wie, co to jest cierpienie, i dlatego zawsze będzie przy niej”. Ojciec święty dodał też, że gdy się modli, zawsze ma Kingę w sercu. – Uśmiech naszej marzycielki trzymającej list od papieża był czymś wyjątkowym. Dziewczyna, z którą jeszcze niedawno prawie nie było kontaktu, zaczęła nagle opowiadać wszystkim dookoła o swoim szczęściu – wspomina Rafał. Oczywiście na 500. marzeniu się nie skończy. Następne już czekają na spełnienie. Jeśli chcesz pomóc, fundacja „Trzeba Marzyć” czeka na wolontariuszy. Więcej informacji: rdadej@trzebamarzyc.org, tel. 602 208 429

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama