Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Kręcą z Bogiem

– Prawdziwa pielgrzymka dokonuje się w nas, poprzez trud, bycie w drodze i kontemplację obecności Boga – mówi ks. Wojciech Lange, kierownik rowerowej pielgrzymki na Jasną Górę.

Na rowerowej pielgrzymce liczba miejsc jest ograniczona. Organizowana jest po raz 12. Z racji dużego zainteresowania zapisy zamknięto już w czerwcu. Dwie trzecie ze 160 biorących w niej udział osób stanowią mężczyźni. Jadą głównie dorośli. Młodsi mogą wyruszyć jedynie w towarzystwie opiekuna. Najstarszy z pielgrzymów ma 75 lat. Najmłodszy zaledwie 15. Ks. Wojciech jest zapalonym rowerzystą. Jeździł rowerem do Santiago de Compostela. Niedawno na rowerze dotarł do Vadsteny, do grobu św. Brygidy. W tych wyjazdach zawsze towarzyszyła mu grupa. Kilka lat temu brał także udział w rowerowej pielgrzymce na Jasną Górę. Dzisiaj jest jej kierownikiem. – To nie jest ciekawa wycieczka ani wielki wyczyn, choć dla niektórych stanowi zapewne poważny wysiłek – podkreśla.

Sam na sam z Bogiem

Trasę na Jasną Górę pokonują w pięć dni. Każdego dnia przejeżdżają ok. 100 km. – Pielgrzymka trwa krócej niż te piesze. Dostosowana jest do ograniczonych możliwości urlopowych uczestników – wyjaśnia ks. Wojciech. Podczas całodziennych przejazdów nie ma czasu na swobodne rozmowy ze współtowarzyszami. Podstawowe elementy duchowe podczas pątniczego trudu stanowią poranna Msza św. oraz wieczorny Apel Jasnogórski. W porannej homilii pielgrzymi otrzymują temat do rozważania. – Nie śpiewamy, nie rozmawiamy, jedziemy w ciszy. Nikt nie słucha muzyki. W regulaminie pielgrzymki jest takie założenie. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale także o wewnętrzne wyciszenie i żeby w czasie dogi podjąć pewne refleksje. Kluczowe jest tutaj przebywanie sam na sam z Bogiem – podkreśla ks. Wojciech. – Podczas jazdy rowerem nie da się modlić wspólnie. Niewątpliwie daje to więcej czasu na kontemplację. Jej podsumowanie następuje w konferencji podczas wieczornego Apelu Jasnogórskiego – dodaje ks. Tomasz Koszałka, długoletni kierownik rowerowej pielgrzymki. Nie ukrywa, że to, iż w tym roku nie może w niej uczestniczyć, jest dla niego poważnym bólem. Chce go ofiarowywać w intencji pielgrzymujących.

Drogi do doświadczenia

– Co ciekawe, większość z tegorocznych pielgrzymów jedzie z nami po raz pierwszy. Jest też niewielka grupka, która jeździ co roku. Informacje rozchodzą się przez internet. Czasem opiera się to na rekomendacji kogoś, kto był i doświadczył na pielgrzymce spotkania z Bogiem – relacjonuje ks. Wojciech. Radek mieszka na południu Kaszub. Pochodzi z Dziemian. Zawsze lubił jeździć na rowerze. Po wypadku, jakiemu uległ, nie mógłby dojść do Częstochowy na piechotę. Na pielgrzymkę jedzie po raz drugi. – Chciałem połączyć moją pasję z modlitwą. Tam, gdzie mieszkam, nie ma jakichś organizacji, które zrzeszają rowerzystów. Poszukałem w internecie, zapisałem się i poznałem wspaniałych ludzi – relacjonuje. Jak mówi, pielgrzymka pociągnęła za sobą poważne zmiany w jego życiu. Chciałby, aby i tegoroczna nauczyła go, jak lepiej żyć. Iza jest po bolesnych doświadczeniach życiowych. – One sprawiły, że dzisiaj jestem bliżej Kościoła. Szukałam czegoś, co będzie sposobem na dalsze życie. Do udziału w pielgrzymce zachęciła mnie koleżanka. Mówiła, że poznam nowych ludzi. I tak się stało – mówi z uśmiechem. – Ta pielgrzymka skupia wiele osób z różnych środowisk. Trudzimy się, pomagamy sobie po drodze. Nie wiemy, skąd jesteśmy i co robimy w życiu. Nagle okazuje się, że ktoś jadący z nami jest jakimś wysoko postawionym człowiekiem. A zupełnie nie ma między nami dystansu – podkreśla.

160 to za mało?

Ograniczenie liczby pielgrzymów wynika ze względów bezpieczeństwa. Zgodnie z przepisami pątnicy jadą w 15-osobowych grupach, zróżnicowanych pod względem kondycyjnym. Każda z nich ma swojego przewodnika. Tylko w czasie przejazdu przez duże miasta łączą się w całość. Wówczas prowadzi ich policyjny radiowóz. – To nie tylko okazja do pokazania się razem, ale także element ewangelizacji. 160 osób na rowerach, ubranych w jednakowe koszulki i chusty, robi duże wrażenie – podkreśla ks. Wojciech. – Dziś trudno myśleć o powiększeniu liczby pielgrzymów. Jeżeli w kolejnych latach będzie wśród wiernych duże zainteresowanie tą formą pielgrzymowania, trzeba będzie pewnie pomyśleć o drugiej pielgrzymce, która wyruszać będzie w innym terminie – dodaje.

Od Giewontu po Bałtyk

Nie wszystkim jednak wystarcza taki rodzaj pielgrzymowania. Ks. Jarosław Czepczyński, pracujący w garnizonowej parafii Matki Odkupiciela w Gdańsku-Wrzeszczu, prowadzi właśnie rowerową pielgrzymkę górali do Matki Bożej Swarzewskiej. W ciągu tygodnia pątnicy dotrą z Zakopanego do swarzewskiego sanktuarium, by tam 3 sierpnia stanąć przed Królową Polskiego Morza. Później pojadą dalej, aż do Helu. Każdego dnia pokonywać będą ponad 160 km. – Samo pielgrzymowanie musi zawsze pozostawać poszukiwaniem Pana Boga – podkreśla ks. Jarosław. Dodaje, że musi się to odbywać bez wstępnych zabezpieczeń. Ekstremalny wysiłek pomaga w takim doświadczeniu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama