Nowy numer 42/2018 Archiwum

Anakonda rusza na pomoc

– Nie ma dwóch takich samych akcji. Latamy do osób z zawałami, udarami, poważnymi urazami rąk czy nóg. Niedawno pomogliśmy kobiecie, która na pokładzie statku niespodziewanie zaczęła... rodzić – opowiada st. chor. Stanisław Czujkowski, ratownik.

Jest 2.00 w nocy, 21 września 2014 roku. Załoga śmigłowca Anakonda pełniąca dyżur na lotnisku w gdyńskich Babich Dołach otrzymuje wezwanie. „Kobieta biorąca udział w turystycznym rejsie po Bałtyku doznała niebezpiecznego urazu ręki i wymaga natychmiastowego transportu do szpitala” – brzmi komunikat. Kilkanaście minut później maszyna jest już w powietrzu. Ratownik z kilkunastu metrów opuszcza się na pokład promu i udziela poszkodowanej pierwszej pomocy. Kobieta na noszach zostaje wciągnięta do śmigłowca. Akcja ratunkowa trwa mniej niż godzinę. Poszkodowana bezpiecznie trafia do szpitala.

Podwyższone ryzyko

Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej jest jedyną w kraju formacją lotniczą utrzymującą ciągłą gotowość do prowadzenia działań ratowniczych z powietrza nad obszarami morskimi. – Nasze działania obejmują ok. 30 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni Bałtyku.

Dysponujemy 9 śmigłowcami ratowniczymi oraz 8 samolotami patrolowymi. Od początku lat 90. uczestniczyliśmy w 553 akcjach ratowniczych udzielając pomocy 291 osobom – informuje kmdr ppor. Czesław Cichy, oficer prasowy BLMW. Decydujący wpływ na powodzenie akcji mają warunki atmosferyczne. – Środek nocy, mgła, silny wiatr. Na dole niewielka łódź rybacka, która buja się na kilkumetrowych falach. A w niej poszkodowany. Śmigłowiec musi zawisnąć w powietrzu, tak by ratownik idealnie wylądował przy chorym. Czy to jest w ogóle możliwe? Tak, ale trzeba bezwzględnie zaufać wskaźnikom pokładowym – zaznacza kpt. Artur Kasprzak, pilot. – Wiemy, że ratowanie ludzi na morzu to praca podwyższonego ryzyka. Dlatego każdej interwencji towarzyszy spora dawka adrenaliny. Nie ma natomiast miejsca na strach i panikę – podkreśla st. chor. szt. Edward Sokołowski, technik śmigłowca.

Morze to żywioł

Reakcje ratowanych osób bywają bardzo różne. Pewnego razu ranny mężczyzna na pokładzie śmigłowca zaczął zachowywać się agresywnie. – Był w amoku. Krzyczał, żeby zostawić go w spokoju. Próbował zaatakować pilotów. Z wielkim trudem udało się go uspokoić – opowiada S. Czujkowski. Bywa też tak, że poszkodowani, mimo poważnych urazów, nie godzą się na transport śmigłowcem. Tak było w przypadku windsurfera, który zaginął na Bałtyku. Kiedy po długich poszukiwaniach ekipie ratunkowej udało się go odnaleźć, rozbitek oznajmił, że nie wejdzie na pokład Anakondy dopóki... jego sprzęt nie zostanie zabezpieczony.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy