Nowy numer 30/2021 Archiwum

To jest zdjęcie wroga komunizmu

Żołnierz wyklęty. Walczył w kampanii wrześniowej, uciekł z niemieckiej niewoli, należał do Armii Krajowej. rozstrzelany przez komunistów w 1946 roku. Skazujący go wyrok do dziś nie został całkowicie uchylony. – Dziadek jest bohaterem. Nie spocznę, dopóki nie będzie całkowicie zrehabilitowany – mówi wnuczka Stanisława Kulika.

Zamach na sekretarza

Po wyzdrowieniu Kulik został mianowany komendantem oddziału działającego w ramach poakowskiej organizacji Wolność i Niezawisłość. Mając pod komendą 100 żołnierzy, przeprowadzał brawurowe ataki na funkcjonariuszy MO i UB. Wykonywał także wyroki na sowieckich oficerach i działaczach komunistycznych. Latem dostał rozkaz rozformowania jednostki i zakonspirowania ludzi. Jako osoba znana komunistom Kulik nie mógł dłużej działać na Podlasiu. Pod zmienionym nazwiskiem Jan Wirski przeniósł się do Gdyni. Założył sklep. Chciał rozpocząć normalne życie. Jednak już we wrześniu 1945 roku otrzymał rozkaz powrotu do konspiracji i organizacji oddziałów na Wybrzeżu. Tak powstały Kadry Dywersyjne-111. Kulik dowodził dwiema grupami, w Trójmieście i Słupsku. Było w nich blisko 50 osób. KD-111 przeprowadziło kilka głośnych akcji ekspropriacyjnych, m.in. na Urząd Skarbowy w Słupsku czy monopol spirytusowy w Gdańsku. W ten sposób konspiratorzy zdobywali pieniądze na działalność. Podczas jednej z akcji „grupa uzbrojona w broń palną dokonała napadu na sklep tytoniowy w Gdyni-Orłowie, skąd zrabowano 83 tys. gotówką oraz papierosy i cygara. W czasie pościgu za napastnikami zastrzelony został funkcjonariusz MO” – możemy przeczytać w jednym z raportów Urzędu Bezpieczeństwa. Jednak o losie Kadr Dywersyjnych zadecydowała inna akcja. 4 marca 1946 roku czterech podkomendnych Kulika dokonało zamachu na Wincentego Grunę, zastępcę sekretarza komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej na gdyńskim Obłużu. Działacz PPR zginął od kilku strzałów z pepeszy pod kamienicą, w której mieszkał.

Wsypa

– Zamach został wykorzystany propagandowo. Z Wincentego Gruny uczyniono bohatera komunizmu, który oddał życie w słusznej sprawie. Prasa rozpisywała się o jego zabójstwie. Jednej z ulic nadano jego imię, stawiano mu pomniki – mówi W. Kowalski. Pan Waldemar Gruna ma 54 lata. Mieszka w Zgorzelcu. – Wincenty Gruna był bratem mojego dziadka. W rodzinie mówiło się, że w rzeczywistości egzekucję na nim przeprowadził Urząd Bezpieczeństwa. Decyzja ta miała wynikać z różnic ideologicznych i tarć na linii PPR i PPS. Taką tezę głosiła sama żona Wincentego, działaczka PPS, która była świadkiem zabójstwa. Twierdziła, że jej mąż był katolikiem, chodził do Kościoła i chociaż należał do PPR, to sympatyzował z PPS. Był niewygodny dla pewnej grupy wpływowych działaczy komunistycznych. Z tego powodu miał zostać zlikwidowany – relacjonuje pan Waldemar. Zabójstwo Gruny mogło więc być wynikiem prowokacji UB. Jednak oficjalnie za śmierć sekretarza PPR odpowiadał oddział Kulika. W śledztwo zaangażowali się najważniejsi funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Początek aresztowaniom dało przypadkowe zatrzymanie członkini KD-111 Heleny Wulw „Danuty”. Kobieta została złamana podczas przesłuchania. Podała pierwsze adresy i nazwiska. Kulik wpadł w ręce bezpieki 29 marca. – Bicie, tortury były na porządku dziennym. Sprawę tę prowadził m.in. por. Jan Wołkow, jedna z największych kanalii ubeckich w tamtym czasie. Ten sam, który nadzorował brutalne śledztwo nad Danutą Siedzikówną „Inką”. Wołkow był znany z tego, że potrafił zabić człowieka w trakcie przesłuchania – zaznacza W. Kowalski. Wraz z innymi aresztowanymi ze swojego oddziału Kulik zorganizował ucieczkę. Nie udało się, a wsypa skutkowała dla niego karcerem o chlebie i wodzie. Wyrok, który zapadł po 7-miesięcznym śledztwie, był nieubłagany: śmierć dla głównych oskarżonych, w tym dla Stanisława Kulika. Bierut nie skorzystał z prawa łaski.

Żegnajcie, bracia

W baraku aresztu śledczego czeka pluton egzekucyjny. Klawisze wprowadzają trzech skazanych. Kulik mówi do towarzyszy: „Żegnajcie, bracia, już się więcej nie zobaczymy na tym świecie”. Chwilę później słychać rozkaz: „Po zdrajcach narodu polskiego – ognia!”. Kulik pada martwy na ziemię. Ma wtedy 42 lata. Zostaje pochowany w bezimiennej mogile na cmentarzu Garnizonowym.

Sprawa dziadka pani Grażyny wróciła w 2011 roku. Na wniosek ministra sprawiedliwości Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu unieważnił wyrok, jednak tylko częściowo. Wątpliwości sędziów budził rozkaz zastrzelenia sekretarza PPR Wincentego Gruny. „W niniejszej sprawie z inspiracji Stanisława Kulika doszło do zabójstwa przeciwnika politycznego sekretarza PPR. Zebrany w sprawie materiał dowodowy nie wskazuje, by Wincenty Gruna w jakikolwiek sposób zagrażał bezpieczeństwu organizacji czy osobie Stanisława Kulika” – brzmi uzasadnienie. Z propozycją rewizji tego postanowienia zwrócił się do WSO prof. Niwiński. Historyk wskazuje, że jeden z członków organizacji Kulika Zenon Jagła ps. „Rom” zorientował się, że jego znajomy – Wincenty Gruna dowiedział się o działalności konspiracyjnej Jagły. – Decyzja Kulika o wykonaniu egzekucji była więc głęboko przemyślania i uzasadniona. Chronienie własnej organizacji, a co za tym idzie życia jej członków, było dobrem nadrzędnym – uważa prof. Niwiński. Podobnego zdania jest Marzena Kruk, naczelnik pionu archiwalnego gdańskiego oddziału IPN. – Decyzja sądu jest niezrozumiała. Wincenty Gruna należał do partii komunistycznej stanowiącej system terroru. Mówimy o czasie walki, podczas której ofiary padały z obu stron. Nie zapominajmy, że działacze PPR byli wrogami podziemia niepodległościowego – podkreśla. Wielkim marzeniem pani Grażyny jest ostateczne unieważnienie wyroku z 1946 r., uznanie zasług dziadka i przywrócenie mu stopnia oficera Rzeczypospolitej. – W styczniu wysłałam 3 listy w tej sprawie do prezydenta Polski, ministra MON i ministra sprawiedliwości. Wciąż czekam na odpowiedź – informuje. Pani Grażyna pragnie również odnaleźć grób dziadka. Jest to możliwe, ponieważ już na wiosnę mają zostać wznowione prace ekshumacyjne na cmentarzu Garnizonowym. Istnieje spora szansa, że ekipa naukowców IPN pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka trafi na bezimienną mogiłę, w której spoczywa Stanisław Kulik. 

Korzystałem z akt Instytutu Pamięci Narodowej, ekspertyzy prof. Piotra Niwińskiego, opracowania biograficznego autorstwa Waldemara Kowalskiego oraz materiałów rodziny Stanisława Kulika.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama