Nowy numer 42/2018 Archiwum

Dzisiaj wszystko jest inne

Z redaktorem Bohdanem Tomaszewskim, legendą polskiego dziennikarstwa, o etycznym wymiarze sportu

Bp Sławoj Leszek Głodź: Ten niezwykły tembr Pańskiego głosu, wspaniała polszczyzna, trzymająca w napięciu narracja. A także to, co najważniejsze: całe dziesiątki lat uświadamiał nam Pan piękno sportu i jego etyczny wymiar. Gdzie i kiedy nauczył się Pan takiego właśnie rozumienia wartości sportowej rywalizacji, w której na pierwszy plan wysuwa się szlachetność, rycerskość, bezinteresowność?

Bohdan Tomaszewski: Miałem szczęście poznać wielkie postacie polskiego sportu. Wymienię tylko kilka. Janusz Kusociński, nie tylko mistrz olimpijski, wielki biegacz, ale człowiek, który zdał egzamin z twardości i dzielności w czasie okupacji. On przecież od razu wszedł do konspiracji niepodległościowej; Związek Czynu Zbrojnego, potem ZWZ; aresztowany, męczony, nie wydał nikogo z kolegów, rozstrzelany został w Palmirach. Jest symbolem nie tylko sławy sportowej, ale wspaniałego ducha.

Bardzo był prosty, zwyczajny, ze słabostkami charakteru, ale kiedy przyszło albo zwyciężać na bieżni, albo walczyć o Polskę, to wtedy pokazał wielki charakter. Druga osoba, Halina Konopacka. Pierwsza złota medalistka olimpijska, piękna kobieta, żona ministra Matuszewskiego, królowa salonów. We wrześniu 1939 roku, kiedy wywożono polskie złoto, pod bombami, ona usiadła za kierownicą ciężarówki. Jechała z tym transportem aż do Rumunii, ratując polskie złoto. Dzielna kobieta, niezmordowana, wspaniała postać, patriotka. Eugeniusz Lokajski, oszczepnik, olimpijczyk, nauczyciel wychowania fizycznego w szkole imienia Reja. Uwielbiany przez młodzież. I znowu, kiedy przyszło do wojny, por. „Broch” w konspiracji, w Powstaniu Warszawskim reporter wojenny. Jego cudowne zdjęcia z walk powstańczych przetrwały do dziś. Tych ludzi miałem szczęście osobiście znać jako młody chłopiec. Wtedy byli dla mnie tylko sportowcami, ale przecież coś z nich emanowało. Już wtedy szedł od nich jakiś wielki fluid, który nas, młodych juniorów, wychowywał.

Sport był przez lata szkołą patriotyzmu. Zwycięstwa cementowały narodową wspólnotę. Ileż łez płynęło, gdy rozlegał się „Mazurek Dąbrowskiego”, a na najwyższym podium stawali Biało-Czerwoni. Pamięta Pan Redaktor takie swoje szczególne wzruszenie?

Sukcesy dawnych polskich sportowców ja przeżywałem przez radio. Słuchałem radia i do dziś nie zapomnę, jak przyszła z pewnym opóźnieniem wiadomość, że Kusociński zdobył złoty medal. Byłem małym chłopcem, dowiedziałem się wtedy dopiero, kto to jest Kusociński. Jeźdźcy polscy w Berlinie, cudowna karta, srebrny medal. Bokserzy. To było coś wspaniałego. Przed wojną myśmy mieli wielki boks. Można by długo wyliczać. Sprawa flagi narodowej. Mnie to obecnie boli. Kiedyś, w przeddzień święta 11 Listopada, w szkole mieliśmy specjalne spotkanie. Każdy szedł na to spotkanie świąteczne z ciekawością – chłopcy, dziewczęta – z ochotą. To nas już kształtowało. A miasto Warszawa jak wyglądało? Flagi biało-czerwone zwisały ze wszystkich okien, nie tak jak teraz. Sprawa wojska. Proszę księdza biskupa, za moich chłopięcych lat włożenie munduru było marzeniem, wielkim zaszczytem. Teraz z wielkim rozczarowaniem i bólem słyszę, że młodzi ludzie wymigują się od wojska. Jest to dla nas, mojego pokolenia, czymś niezrozumiałym. Ja marzyłem, tak jak koledzy w szkole, żeby być porucznikiem albo rotmistrzem kawalerii. To było marzenie naiwne, ale o czymś mówiło. I jeszcze jedna sprawa. Myśmy widzieli, spotykali, znali ludzi, którzy zdobyli niepodległość w 1918 roku. Myśmy tę historię czuli, kochali. Powstańcy z 1863 roku, ja ich dobrze pamiętam. Ich granatowe mundury, wyłogi, rogatywki. Księże biskupie, gdy szedł ulicą powstaniec z 1863 roku, generał miał obowiązek pierwszy zasalutować. Taki był obyczaj, bo oni byli ci dawni, ci nieszczęśni bohaterowie. Wszystko jest teraz inne. Trzeba walczyć, żeby dobre rzeczy pozostały. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że teraz jak gdyby występuje „niewartość wartości”. W tym skrócie myślowym jest ostrzeżenie, absolutnie dla nas wszystkich, i starszych, i w średnim wieku, i młodzieży – „niewartość wartości”. O tych wartościach trzeba mówić z żalem, tak jak ja mówię, bo jutro jest 11 listopada.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy