GN 43/2020 Archiwum

Święta z kontuzją na trasie

– Zapytałem tylko syna, czy chce bić jakiś rekord, czy robi to w zbożnym celu. Gdy powiedział, że biegnie dla małego chłopca, nie pozostało mi nic innego jak pomóc – mówi Antoni Derwich, ojciec Andrzeja, który wyruszył z Bieszczad, by dotknąć morza w Jastrzębiej Górze. W ciągu 18 dni przebiegł ponad 860 km, nagłaśniając sprawę Józia.

Józio Ripper ma 8 lat. Urodził się z niedrożnością dróg żółciowych. Diagnozuje się tę chorobę na początku życia, ale nie przed urodzeniem. Gromadząca się żółć z każdym dniem niszczyła coraz bardziej wątrobę. Chłopiec w 5. tygodniu życia przeszedł operację. – Od początku lekarze uprzedzali, że pierwsza operacja jest tylko tymczasowa, że przeszczep wątroby i tak będzie konieczny – mówi mama Olga.

Prawo w Polsce mówi, że przeszczep od osoby zdrowej można zrobić, pobierając organ tylko od biologicznych rodziców, gdy dziecko nie przekroczy jeszcze 15. roku życia i waży poniżej 40 kg. W innej sytuacji trzeba znaleźć dawcę z wypadku. – Lekarze wstrzymują się z operacją, póki stan zdrowia pacjenta jest w miarę dobry, czeka się na moment nagłego pogorszenia. To jak siedzenie na bombie. Nie wiem, kiedy ona wybuchnie – niepokoi się pani Olga.

Zmiana trasy

Rodzice mogą próbować szukać pomocy za granicą, gdzie możliwości przeszczepu jest więcej. W Szwajcarii przygotowanie do transplantacji, operacja i dalsza 3-miesięczna opieka to koszt 160 tys. franków szwajcarskich. – Pod koniec grudnia dostałam mail i nie mogłam uwierzyć swoim oczom. Napisał do mnie młody człowiek, mówiąc, że nas znalazł i wszystkiego się dowiedział. Ma pomysł, że przebiegnie całą Polskę, by pomóc, więc prosi o naszą zgodę. Dla mnie to była Opatrzność – przecież zaledwie miesiąc wcześniej postanowiliśmy z mężem, że zaczniemy szukać pieniędzy – wspomina mama Józia.

– Od połowy zeszłego roku myślałem o biegu. Przez moją znajomą natknąłem się na portalu społecznościowym na informacje o Józiu i już wiedziałem, co zrobić – mówi Andrzej Derwich. Napisał do rodziców Józia na Boże Narodzenie, jednak zanim zaakceptował wiadomość, spontanicznie zmienił „bieg przez Podkarpackie” na „bieg przez Polskę”. Wysłał. – Teraz już odwrotu dla mnie nie było – śmieje się. Wyznaczył datę na 1 kwietnia, wierząc, że więcej osób zwróci uwagę na chłopca potrzebującego pomocy, gdy on święta spędzi w trasie. Tak się stało – święconkę i śniadanie wielkanocne dowiózł mu przyjaciel będący tego dnia jego pilotem.

Kontuzje i zmiennicy

Niestety, wiosenna pogoda nie rozpieszczała biegacza. W Bieszczadach śniegu było po kolana, musieli odkopywać samochód. – Pierwszego dnia straciłem mnóstwo energii i to odbiło się na biegu. Ale to był początek, kryzys przyszedł po ok. 300 km, w Ostrowcu Świętokrzyskim. Naderwałem mięsień piszczelowy, miałem poważne kłopoty z kolanami. Biegł zmienił się w marsz. Do tego przez całe 8 dni był silny wiatr i wciąż padało – wspomina Andrzej.

Właśnie wtedy, w Poniedziałek Wielkanocny, na trasie zjawili się rodzice Józia, chcąc dodać mu otuchy. – Był to dla mnie bardzo ważny moment, mimo kontuzji miałem siłę, by biec dalej. Następnego dnia wyszło słońce, nawet pogoda zaczęła nam sprzyjać – mówi. Problemy ze zdrowiem jednak dawały o sobie znać. W pewnym momencie fizjoterapeuta stanowczo zalecił, by odpoczął 2–3 dni i nie pokonywał więcej niż 20 km dziennie, bo to i tak zdecydowanie za dużo, jak na jego stan. Wtedy inni biegacze włączali się w trasę. – To były momenty, kiedy ja już biec nie mogłem, a spontanicznie pojawiały się osoby, aby mnie wymienić – opowiada.

Czuję niedosyt

– Syn, choćby miał na rękach dobiec do morza, to swój cel osiągnie – mówi pan Antoni, który był pilotem biegu Andrzeja na początku i końcu trasy – Sam jestem ratownikiem GOPR, miałem taki moment, że zastanawiałem się, czy na pobliskim parkingu będzie w stanie wylądować śmigłowiec. Na szczęście nie trzeba było specjalistycznej pomocy. Żona się za nas gorąco modliła. Andrzej zmęczony, ale radosny w sobotę dobiegł do północnego krańca Polski. Na swojej trasie spotkał wiele życzliwych osób, a dzięki jego inicjatywie cały kraj usłyszał o Józiu.

– Czuję olbrzymi niedosyt, z chęcią bym pobiegał jeszcze dalej. Mam świadomość, że coś ważnego się kończy. Póki co, przez miesiąc będę regenerował siły, ale potem trzeba będzie coś zrobić – zapewnia Andrzej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama