Nowy numer 30/2021 Archiwum

Noc nie będzie trwała wiecznie

Historia. – Oprócz przesłuchań najgorsze były pluskwy. Uaktywniały się w nocy. Kiedy do celi przychodził strażnik i zapalał światło, korzystałam z okazji i szybciutko je rozgniatałam. Trzask, trzask, trzask. Ale potem przychodziły nowe. I tak przez 7 lat...

Rechot ubeków

Prowadzący śledztwo ubek nachylił się nad Ewą i wrzeszczał: „Masz pamięć w tyłku? Jak cię zerżnę, to ci się wszystko od razu przypomni!”. Po tych słowach niczym karabinowa salwa rozległ się rechot pozostałych funkcjonariuszy. Dużo później Ewa Ludkiewicz dowiedziała się, że została aresztowana w tzw. sprawie Śliwińskiego, oskarżonego o szpiegostwo.

– Władek był przyjacielem naszej rodziny. Nic więcej. Nie miałam żadnych informacji o jego działalności wywiadowczej – mówi.

Był rok 1948. Mama Ksawera zamieszkała w Milewku i prowadziła gospodarstwo. Jurek i Ewa wrócili do powoli podnoszącej się z gruzów Warszawy. – Dzięki znajomości trzech języków obcych dostałam pracę. W czasie okupacji zdałam maturę i planowałam kontynuować naukę. Pasjonowałam się psychologią. Tymczasem siedziałam w stalinowskich kazamatach, nie wiedząc, za co. Dla 25-letniej dziewczyny pozbawienie wolności na 7 lat brzmiało jak wyrok śmierci. Co ze studiami, pracą, marzeniami o założeniu rodziny? Po takim czasie nie będzie już nic, tylko pustka. Tak wówczas myślałam – wspomina.

Więzienna codzienność

Co jakiś czas była wzywana na przesłuchania. – Potwornie bałam się tortur i bicia. Ale nigdy do tego nie doszło. Znęcano się nade mną psychicznie. Ubecy wyzywali mnie od najgorszych. Wrzeszczeli. Straszyli. Wmawiali, że jestem angielskim szpiegiem. A ja zaprzeczałam – opowiada.

I tak miała szczęście. Inne dziewczyny z celi, także więźniarki polityczne, potrafiły wracać po śledztwie granatowe. Tak były bite. – Czasami w nocy budziły mnie przerażające jęki i wycie katowanych – relacjonuje.

Dni wlokły się niemiłosiernie. Od porannego do wieczornego apelu wypełnione były stałymi punktami: lurowatą kawą zbożowa, ciemnym, czerstwym chlebem, biegającymi po celi pluskwami i kolejkami do jednego, wspólnego sedesu.

– Nasza sytuacja mogła łatwo doprowadzić niejedną z nas do depresji. Ale podświadomie wynajdowałyśmy sobie różne zajęcia, żeby się nie dać. Opowiadałyśmy o przeczytanych książkach i obejrzanych filmach, rozmawiałyśmy o potrawach, których nie udało nam się zjeść, komunikowałyśmy się z więźniami z sąsiedniej celi za pomocą alfabetu Morse’a, cichutko śpiewałyśmy piosenki. Czasami też odmawiałyśmy wspólnie modlitwy – mówi. – Ja układałam w głowie wiersze, którymi dzieliłam się ze współtowarzyszkami niedoli.

Pani Ewa zamyka oczy i recytuje powoli: „Śpiewamy sobie co dnia dawne wolności pieśni. By zagłuszyć u duszy dna bezsilny płacz boleści. I jedno, co sens dla nas ma, w co wierzyć chcemy koniecznie, że noc, co wokół nas trwa, nie będzie trwała wiecznie”. –

W więzieniu umacniały się moje przekonania, tu poznawałam piękne, mądre, wykształcone kobiety. To były patriotki, które wiedziały, o co walczą i do czego dążą – mówi stanowczo.

Działka na Księżycu

Po wyjściu z więzienia pani Ewie trudno było przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. – Były inne pieniądze. Nie potrafiłam się niczego doliczyć. Któregoś razu poszłam po chleb. „Ile płacę?” – zapytałam sprzedawcę, bo kompletnie nie orientowałam się w cenach. „Ooo, jaka wielka pani, pewnie na co dzień konsumuje tylko bułeczki” – usłyszałam w odpowiedzi.

Razem z mamą i bratem, także byłym więźniem politycznym, sprzedali Milewko i kupili zrujnowany domek w Płoni Małej pod Gdańskiem. Zajęli się hodowlą lisów i norek oraz uprawianiem ogrodu. – Razem z mamą, przyzwyczajoną przecież do luksusów, pieliłyśmy na klęczkach i sprzątałyśmy odchody zwierząt. To była ciężka praca, ale nigdy nie narzekałyśmy – zaznacza.

Pani Ewa wyszła za mąż i urodziła syna. Dziś mieszka na gdańskiej Morenie i wciąż, mimo 92 lat, prowadzi aktywne życie. Rok temu jako gość honorowy wzięła udział w gdańskiej Paradzie Niepodległości. Obecnie pracuje nad swoją czwartą książką.

– Ma ciekawy tytuł. „Działka na Księżycu” – zdradza. – Będzie opowiadała o moich losach po 1955 roku. Może, jeśli Bóg pozwoli, uda mi się ją dokończyć – dodaje.

Czy ma poczucie zmarnowanych w więzieniu lat? Czy tęskni za przedwojennymi czasami, dawną świetnością, dworkiem, luksusami? – Nie. Mogłam przecież skończyć dużo gorzej – nie waha się z odpowiedzią ani sekundy. – Miałam dobre, ciekawe życie – mówi i zamyka album z czarno-białymi fotografiami.

Pilot, bohater, szpieg

Pilota Władysława Śliwińskiego stracono w dzień Święta Wojska Polskiego – 15 sierpnia 1951 roku. Rzeczywiście prowadził on pracę wywiadowczą, przekazując na Zachód tajne informacje. Oczywiście z dzisiejszej perspektywy trudno uznać go za szpiega działającego na szkodę Polski, niemniej jest faktem, że w PRL był on agentem obcego wywiadu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • mpaproc
    02.03.2016 17:00
    Ja nie wiem czy bym psychicznie dała rade tak 7 lat z pluskwami i całą resztą. Korepetytorzy z historii w Słupskie podobnie sie często czują ale mają lepszy wybór jak Preply http://preply.com/pl/Słupsk/korepetycje-z-historia
    doceń 0
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama