Nowy numer 43/2020 Archiwum

Adrenalina w skrajnych warunkach

Akcja w Nepalu. – Podszedł do nas młody mężczyzna. Mówił, że pod gruzami leżą jego żona oraz dwoje kilkuletnich dzieci. W jego spojrzeniu dostrzegłem błaganie: „Pomóżcie mi ich odnaleźć”. Takie sytuacje były normą – opowiada strażak Maciej Sapieha.

Sobotnie popołudnie 25 kwietnia. Maciej postanowił skorzystać z wolnego czasu. Całą rodziną poszli na obiad do restauracji. Potem na lody i spacer. Dzieci pytały go o pracę. Były dumne, że tata ratuje życie innych. W tym samym czasie w oddalonym o 6 tys. kilometrów od Polski Nepalu zatrzęsła się ziemia. Przerażeni ludzie w popłochu uciekali z kawiarń, sklepów i świątyń. Tych, którzy zdążyli wybiec na ulice, powalił na ziemię kolejny potężny wstrząs. Widzieli, jak ściany budynków zaczęły pękać. Po chwili nie zostało z nich nic więcej oprócz gruzów. W powietrzu unosiły się pył, krzyki rannych i płacz dzieci.

– Pamiętam, że świeciło słońce i wiał lekki wiatr. To był piękny dzień, a ja myślałem o tym, jak wspaniale jest spędzić te błogie chwile z rodziną – wspomina Maciej. I wtedy dostał SMS-a: „7,9 w skali Richtera. Nepal. Tysiące rannych i zabitych. Jesteś gotowy wziąć udział w akcji?”. Podobną wiadomość otrzymało kilkudziesięciu gdańskich ratowników. Dostali minutę na zastanowienie i odpowiedź. Start samolotu z Gdańska do Warszawy za 3 godziny. Stamtąd, razem z innymi strażakami z całej Polski, mieli ruszyć na miejsce tragedii. – Przeprosiłem rodzinę. Wróciliśmy do domu. Spakowałem się, pożegnałem wszystkich, zapewniając, że będę się odzywał. Byłem gotowy – mówi Maciej.

Nadzieja umiera ostatnia

Gdańscy strażacy dotarli na miejsce kataklizmu i zaczęli nieść pomoc jako jedni z pierwszych na świecie. – Obóz rozbiliśmy w Katmandu, stolicy Nepalu. Gdy zagłębialiśmy się w kolejne dzielnice miasta, naszym oczom ukazywał się obraz pełni dramatu, jaki tam się rozegrał – opowiada strażak Jakub Zambrzycki. Wszędzie było widać zrujnowane budynki i ludzi koczujących na ulicach. Chowali się pod prowizorycznymi szałasami albo namiotami z folii. Bali się kolejnych wstrząsów. Poza tym nie mieli już do czego wracać. Wielu gołymi rękami przeszukiwało gruzowisko w nadziei na odnalezienie najbliższych.

– Właściwie przez cały nasz pobyt podchodzili do nas ludzie, prosząc o pomoc w szukaniu zaginionej żony, córki, brata, ojca, matki... Wskazywali miejsca, gdzie ostatnio widzieli swoich bliskich – mówi Maciej. Gdańscy strażacy od razu wzięli się do pracy. Każda minuta mogła uratować komuś życie. W ruch poszły urządzenia lokacyjne i specjalistyczne kamery pokazujące obraz pod zwałowiskiem. Po nich przyszedł czas na piły do przecinania betonu, stali i drewna, wiertarki, kilofy i młoty. Pomagały też psy, szkolone do odnajdywania pod gruzami żywych ludzi.

– Po kilku dniach od rozpoczęcia akcji poszukiwawczej zwierzęta po raz pierwszy zareagowały. Momentalnie skoczyła nam adrenalina. Czyżby ktoś ocalał? Niestety, nadzieje okazały się płonne. W gruzowisku odnaleźliśmy jedynie... żywego barana, którego psy pomyliły z człowiekiem – opowiada Jakub. Za drugim razem sytuacja wyglądała podobnie. – Reakcja psa od razu wywołała u mnie przyspieszoną akcję serca. Jednak w takich momentach trzeba zachować spokój, by emocje nie udzieliły się zwierzęciu – podkreśla Michał Szalc, przewodnik psa ratowniczego. – W pewnym momencie zauważyłem zmianę zachowania Kalego. Na miejsce sprowadziłem kolejnego psa, który zaktywizował się na tym samym obszarze. „Może tym razem się uda” – myślałem. Niestety, okazało się, że zwierzęta reagują na stojących w dużym oddaleniu gapiów, których zapach przynosiły kolejne podmuchy powietrza – tłumaczy Michał.

Ciała pod gruzami

Mimo ogromnego wysiłku i zaangażowania, podczas 10-dniowej misji gdańskim ratownikom nie udało się odnaleźć ani jednej żywej osoby. Codziennością stało się za to wydobywanie spod gruzów zwłok. Także dzieci. – Wielu Nepalczyków prosiło nas, żebyśmy pomogli im dotrzeć do pogrzebanych w gruzach ciał bliskich. Bardzo chcieli urządzić zmarłym godny pochówek – mówi Michał. – Po umożliwieniu dostępu do zwłok informowaliśmy o tym rodzinę. Samym wydobyciem ciała już się nie zajmowaliśmy. Nie robiliśmy tego ze względu na miejscowe tradycje i obrzędy. Nie chcieliśmy naszym zachowaniem nikogo urazić – opowiada Jakub. Podczas jednej z takich akcji podszedł do nich szef lokalnej policji. W trzęsieniu ziemi zginął jego brat. – Mężczyzna, wyraźnie wzruszony, podziękował nam za pomoc w poszukiwaniu ciała. Zapewniał, jak bardzo ważne było to dla niego – wspomina Michał. – Z takimi reakcjami spotykaliśmy się na każdym kroku. Nepalczycy uśmiechali się do nas, klepali po plecach, dziękowali za każdym razem, gdy udawało nam się dotrzeć do ich bliskich zmarłych. Miejscowi nie tylko wyrażali wdzięczność, ale także pomagali strażakom w akcji. – Przenosili rannych i odgruzowywali zniszczone budynki. Jednak kiedy ze względów bezpieczeństwa musieli się wycofać z danego obszaru, robili to bez jakichkolwiek protestów – zaznacza Jakub. – Wielu Nepalczyków straciło cały swój dobytek. Niejednokrotnie widziałem, jak z narażeniem życia próbowali spod zwałowiska wydostać domowe sprzęty czy pamiątki. Ale mimo osobistej tragedii cały czas pytali, czy mamy gdzie spać, co jeść i pić. Postawa tych ludzi chwytała za serce – dodaje Michał. Ratownicy jeździli także z misją do oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów od stolicy górskich miejscowości – tam zniszczenia sięgały nawet 90 procent. Do niektórych miejsc docierali jako pierwsi. Pomagali miejscowej ludności, przekazując namioty i żywność oraz udzielając pierwszej pomocy rannym. – Wspieraliśmy również Polaków mieszkających w Nepalu w organizacji powrotu do kraju i ocenie stanu technicznego ich domów – mówi Jakub.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama