Nowy numer 42/2020 Archiwum

Nigdy nie zostawiamy swoich

– Chcemy podziękować byłemu dowódcy wojsk specjalnych w 5. rocznicę jego śmierci za wszystko, co zrobił – mówi Dariusz Terlecki, prezes Stowarzyszenia KRS „Formoza”.

Najpierw przepłyną wpław ok. 20 km z Helu do Gdyni. Później siądą na rowery, by w ciągu czterech dni dotrzeć do Zakopanego. Na koniec zmienią buty i pobiegną do Morskiego Oka. Stamtąd wyruszą na Rysy. Trwający sześć dni ultratriathlon ma upamiętnić sylwetkę i zasługi ich dowódcy, który zginął w katastrofie smoleńskiej. – Nie jest tajemnicą, że w Polsce mamy pięć jednostek specjalnych. Można o tym przeczytać w internecie. W memoriale na cześć gen. Potasińskiego wezmą udział komandosi z jednostek: „Formoza”, „Grom”, „Agat”, „Nil” i „Lubliniec”. Będzie też jeden z komandos z zaprzyjaźnionej jednostki US Navy Seals – zapowiada D. Terlecki.

Pomoc i pamięć

Stowarzyszenie Kulturalno-Rekreacyjno-Sportowe „Formoza” znane jest z nietypowych akcji. Jego członkowie w 2012 r. płynęli już kajakami na Bornholm, aby zebrać pieniądze na rehabilitację Sebastiana, kolegi, który w wyniku wypadku porusza się na wózku. Kontynuując akcję „Mila dla Sebastiana”, rok później w ciągu sześciu dni zdobyli 10 alpejskich czterotysięczników. W 2014 r. w ramach akcji „Mila dla Nadii” w tym samym czasie przebyli forsowną alpejską trasę od Chamonix do Zermatt, wiodącą przez trudne szczyty i lodowce. W ten sposób należący do stowarzyszenia byli i obecni żołnierze i pracownicy „Formozy” realizują jego motto: „Nigdy nie zostawiamy swoich”.

Generał – jeden z żołnierzy

Tegoroczny ultratriathlon, którego pomysłodawcą był kmdr Dariusz Wichniarek, nie służy jednak zdobywaniu pieniędzy na pomoc żołnierzom oraz ich rodzinom, które – z różnych przyczyn losowych – znalazły się w trudnej sytuacji. Jedynym celem, jaki postawili sobie komandosi, jest oddanie czci generałowi. – Był dla nas przede wszystkim wielkim dowódcą. Autorytetem, na którym mogłoby się wzorować wielu żołnierzy w podobnym stopniu. Na pewno mogliby się od niego sporo nauczyć. Był też wspaniałym człowiekiem – podkreśla D. Terlecki. Ostatni raz spotkał się z generałem zaledwie na miesiąc przed jego śmiercią. Było to podczas obozu kondycyjnego w Zakopanem. – Żeby odwiedzić swoich żołnierzy, przyjechał z Krakowa... rowerem. To wiele o nim mówi. Tam jest ponad 100 km ostrego podjazdu. Czapki z głów. To rodzi wielką pokorę. Ja jechałem zakopianką na rowerze i umierałem. A zobaczyłem, jak on sobie radzi, i aż rozszerzyły mi się źrenice. Kiedy przyjechał, przywitał się z nami, po czym poszedł od razu na ściankę wspinaczkową. Chciał być postrzegany jako jeden z nas – opowiada prezes KRS „Formoza”. Dodaje, że generał szanował swoich żołnierzy. Mówił krótko, zawsze na temat. We wspomnieniach pojawia się jeszcze migawka ze spotkania z „Formozą”, które odbyło się na jednym z okrętów rakietowych bezpośrednio przed utworzeniem wojsk specjalnych. – Wszedł, przywitał się, powiedział kilka krótkich, ale głębokich słów, podziękował i skończył. Prawdziwy dowódca – ocenia D. Terlecki. – Katastrofa smoleńska to był duży cios i wielka strata dla polskiej armii.

Tablica – część pomnika

Organizatorzy wydarzenia mają nadzieję, że uda się je połączyć z odsłonięciem tablicy ku czci generała. Odbyli już rozmowy z Andrzejem Królikowskim, dyrektorem Urzędu Morskiego i prezesem Ligi Morskiej i Rzecznej, która objęła wydarzenie swoim patronatem. – Zaproponował, aby umieścić naszą tablicę na pomniku, który – według planów – zostanie odsłonięty na skwerze Kościuszki w 2018 roku. Widziałem jego projekt. Idealnie wkomponowuje się w otoczenie Gdyni. Poświęcony ludziom, którzy zasłużyli się dla morza, pomnik przedstawia morskie fale i wbitą w nie kotwicę. Jest w nim nadzieja – ujawnia D. Terlecki.

Wyzwanie nawet dla twardziela

– Chciałem wziąć udział w tym szczytnym przedsięwzięciu. Zależało mi na tym, żeby uczcić naszego wielkiego dowódcę. Poza tym rower od lat jest moją pasją. A przedsięwzięcie stanowi nie lada wyzwanie. Nawet dla koman- dosa taka impreza jest dużym obciążeniem – mówi Robson, żołnierz, który będzie reprezentował „Formozę” w ultratriathlonie. Robson do swojego zadania podchodzi bez obaw. Rozpoczął już codzienne treningi. – Ok. 3–4 razy w tygodniu pływam na basenie. Niedługo zacznę treningi w Bałtyku – zdradza. Robsonowi w przygotowaniach pomagają koledzy. – Mam kilku kumpli z jednostki, którzy są dla mnie sparingpartnerami. To pomaga zarówno na basenie, jak i w jeździe na rowerze. Nie mogę narzekać. Mam bardzo duże wsparcie – zaznacza Robson. – Z Helu do Gdyni jest 18 km. Żaden pływak nie będzie jednak płynął w linii prostej. Trzeba więc przyjąć, że pokonają co najmniej 20 km. Nie wiemy, jaka będzie fala, jakie będą prądy. Każdy, kto pływał chociażby kajakiem na morzu, wie, że nawet jak nie ma fali, prądy go przesuwają. Na pewno będzie im ciężko. Tym bardziej że gdy dopłyną do Gdyni, przebiorą się i wsiądą na rowery – mówi D. Terlecki. – To nie jest wyścig – podkreśla. – Ekipa zaczyna i kończy razem, podobnie jak w przedsięwzięciach, które robiliśmy w ubiegłych latach, zbierając pieniądze na pomoc żołnierzom „Formozy”. – Może się zdarzyć, że ktoś będzie miał słabsze chwile. Wtedy będziemy w grupie, a nasza siła będzie oddziaływała na każdego. Będziemy się wspierać, ale nie walczyć ze sobą – mówi Robson.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama