Nowy numer 42/2020 Archiwum

Gdzie niebo styka się z ziemią

O pielgrzymowaniu „na góry”, znaczeniu wejherowskiej kalwarii oraz mocy pokuty i odpustu z ks. prof. Janem Perszonem rozmawia ks. Rafał Starkowicz.

Ks. Rafał Starkowicz: Jest Ksiądz rodowitym Kaszebą. Czym dla Kaszubów jest Kalwaria Wejherowska?

Ks. prof. Jan Perszon: To jest właściwie duchowy matecznik Kaszub. Zwłaszcza środkowych, północnych i centralnych. Trochę mniej południowych, ale i one związane są z kalwarią poprzez pielgrzymkę kościerską, która sobie liczy ponad 340 lat. Niektórzy twierdzą, że więcej. Później dołączył do tego także krótkodystansowy ruch pielgrzymek z okolicy. Były to zwykle wyprawy rodzinne czy sąsiedzkie. Uczestniczyły w nich niewielkie grupy. To jest najstarsze miejsce pielgrzymkowe w tej części Pomorza, położone dość centralnie i doskonale przez wieki prowadzone duszpastersko.

Co sprawia, że każdego roku na odpusty kalwaryjskie przybywają tysiące wiernych?

Odpust kalwaryjski ma szczególną moc. Zyskanie tam odpustu za dusze w czyśćcu jest nad wyraz mocne, skuteczne dla naszych zmarłych, ale także dla nas, gdy błagamy Boga o nawrócenie, o jakieś szczególne łaski... Gdy przed niespełna 20 laty robiłem pierwsze badania etnograficzne w powiecie wejherowskim, starsi ludzie podkreślali, że to jest miejsce odkupienia, miejsce, gdzie niebo styka się z ziemią. Wedle moich informatorów, Kaszubów, w nocy przychodzą tu na pokutę dusze, które nie zdążyły zadośćuczynić za grzechy czy pojednać się z bliźnimi i z Bogiem przed śmiercią. Napotkałem przynajmniej kilka takich historii – muszę dodać, że z pierwszej ręki – gdy po śmierci ktoś ukazywał się swojemu bliźniemu. Koledze, rodzeństwu, dorosłym ludziom, prosząc o podjęcie pokuty.

Jak jest z tą pokutą w dzisiejszych czasach?

W ciągu mojego życia obserwuję dość intensywne zmiany dotyczące pielgrzymowania i samej kwestii odpustów. W społecznym odczuciu odpust kojarzy się raczej z wielkim świętowaniem, zgromadzeniem ludzi przy jakiejś okazji religijnej. Ale jego właściwy sens, jako istotnej części praktyki pokutnej w Kościele, pozostaje trochę z boku i ludzie średniego pokolenia nie mają o tym właściwie pojęcia. To jest proces posiadający parę wątków. Od kilkudziesięciu lat widzimy złagodzenie dyscypliny pokutnej w Kościele powszechnym. Tylko osoby odczytujące swoją wiarę jako osobiste powołanie, a więc podejmujące w sposób radykalny drogę za Chrystusem, z wyboru, z dojrzałej motywacji, np. poszczą. 50–80 lat temu wszyscy pościli. Wielki Post był naprawdę wielki. Drugi wektor jest jeszcze poważniejszy. Nastąpiło stępienie wrażliwości na zło. Tam, gdzie wiara jest żywa, jest także poczucie grzechu i ciężaru zła wyrządzonego w tym momencie Zbawicielowi. Z tym wiązało się w przypadku wielu pokoleń przed nami bardzo solidne pokutowanie. A więc i post, i wyrzeczenia, i piesza pielgrzymka pozbawiona wygód. Robiłem ankietę na pielgrzymce na Jasną Górę. Otóż nie spotkałem ani jednej odpowiedzi, która mówiłaby o pokucie za własne bądź cudze grzechy. Zawsze są to intencje błagalne bądź dziękczynne.

Doświadczył Ksiądz łaski na kalwaryjskich dróżkach?

Nigdy nie ośmieliłem się prosić o cud. Ale jak idę sam, biorę modlitewnik i śpiewam na stare melodie pieśni pomiędzy stacjami, mam poczucie, że zrzuciłem ciężar. Tu pokolenia idą przede mną. Gdy schodzę z góry, to jestem uskrzydlony. Kilka tygodni temu też tam byłem.

Jaka jest kaszubska pobożność?

Postawę Kaszubów w okazywaniu emocji i uczuć nazwałbym skupioną powściągliwością. Można powiedzieć, że wychowanie tu odbywało się przez pracę, poczucie obowiązku, oszczędność, solidność. I powściągliwość w okazywaniu uczuć. Nigdzie na Kaszubach nie spotkałem leżenia krzyżem albo okazywania wybujałej radości w tradycyjnej pobożności kaszubskiej. Jest za to wielkie skupienie w kościele. Ktoś może to nazwać chłodem. Ale to wiąże się ze świadomością, że przez ładne kilkaset lat byliśmy zawsze pod czyimś butem. I dlatego Kaszuba uchodził za człowieka niewymownego, kogoś, kto nie pcha się do władzy. Życzliwość tutaj wyrażała się raczej w czynach niż w słowach. Mówi się, że krakus trzy razy powie, zanim pomyśli, warszawiak powie dwa razy, a Kaszuba myśli, myśli... i nic nie powie. W klasycznej rodzinie kaszubskiej widać swego rodzaju nieporadność w okazywaniu uczuć czy zewnętrznym manifestowaniu pobożności czy radości. Nie znaczy to, że moi dziadkowie czy rodzice byli ludźmi ponurymi czy chłodnymi.

Jest Ksiądz kierownikiem kaszubskiej pielgrzymki na Jasną Górę. W niej widać przecież także radość...

Większość wzorców tego pielgrzymowania czerpaliśmy z istniejących już pielgrzymek. Myślę, że założycielowi pielgrzymki kaszubskiej ze Swarzewa na Jasną Górę bardzo zależało, żeby w tę geografię pielgrzymek wpisać także Kaszubów, żeby nie zostali białą plamą na mapie wędrówek do Królowej Polski. Kiedy w 1982 roku ruszała pierwsza pielgrzymka, miało być to votum dziękczynne. Pojawiło się wówczas hasło: „600 km na 600-lecie”. Szedłem w niej wtedy jako diakon. Pamiętam tę radość. Na Jasną Górę dotarło ponad 900 osób. Okazało się, że jest na tę pielgrzymkę zapotrzebowanie. I tak stała się niezmiennym elementem duchowości Pomorza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama