Nowy numer 31/2021 Archiwum

Śmiały Rawycz


Ksiądz niepokorny. Brał udział w trzech wojnach, o włos uniknął kary śmierci, przez 6 lat skutecznie ukrywał się przed gestapo. Mówili na niego „ksiądz generał”, choć nigdy generałem nie był. Jego życie to gotowy scenariusz na film...


Rok 1961, Tuchola. Na niewielkim przyparafialnym cmentarzu zgromadziły się tysiące ludzi. Wśród nich przechadzają się ubecy w cywilu. Ci sami, którzy jeszcze niedawno nagrywali kazania zmarłego i sporządzali z nich sążniste raporty. Żałobnicy pogrążeni w smutku pochylają się nad trumną, niektórzy płaczą, inni salutują albo wznoszą patriotyczne okrzyki. Nie żyje „ksiądz generał”, społecznik, publicysta, promotor kaszubszczyzny, genialny konspirator, a przede wszystkim wyjątkowy kapłan, który nawet w bunkrze udzielał chrztów, spowiadał i rozdawał Komunię św. Tak mogłaby wyglądać ostatnia scena filmu o ks. Józefie Wryczy. – Jednej z najwybitniejszych postaci, jaką wydała pomorska ziemia, a jednocześnie postaci nieco zapomnianej i niefunkcjonującej w powszechnej świadomości mieszkańców Wybrzeża – mówi Wiesław Kwapisz, reżyser.


Konspirator i kapelan


Józef Wrycza urodził się w 1884 r. w Zblewie na Kociewiu, czyli w zaborze pruskim. Był buntownikiem już od wczesnej młodości. W gimnazjum zaangażował się w działalność koła pomorskich filomatów. Propolska, patriotyczna postawa młodego Józefa i kolegów doprowadziła do śledztwa i ostatecznie do wyrzucenia przyszłego księdza ze szkoły. W 1908 r. otrzymał święcenia kapłańskie i od razu rzucił się w wir pracy duszpasterskiej i społecznej. – Przyjaźnił się z kaszubskimi poetami, sam także publikował w wydawanym w Kościerzynie piśmie „Gryf”. Na jego łamach promował regionalizm kaszubski, a jednocześnie tradycje więzi z Polską – podkreśla prof. Andrzej Gąsiorowski, historyk, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego.


Aktywność ks. Wryczy przerwała I wojna światowa. Duchowny głośno opowiadał się za walką z bronią w ręku w celu przyłączenia Pomorza do Polski. Za swoją postawę został aresztowany przez władze niemieckie i skazany na karę śmierci. W wyniku działań wojennych po pół roku wyszedł na wolność. Kilka miesięcy później stał już obok gen. Hallera podczas zaślubin Polski z morzem w Pucku. Tamtego dnia padał silny deszcz i mocno wiało. Generał zasugerował, by ks. Wrycza skrócił nieco swoją homilię. „Przygotowałem na 20 minut, tyle też będę kazał” – odpowiedział kapłan, a jego patriotyczna przemowa odbiła się echem na całym Pomorzu.


W połowie marca 1920 r. znowu znalazł się na froncie. Za swoją postawę podczas wojny z bolszewikami odznaczony został krzyżem walecznych. W uzasadnieniu dowódca pułku napisał: „Brał udział we wszystkich walkach, nieraz na pierwszej linii, zachęcając żołnierzy do ostatniego wytrwania, dając także ciężko rannym pierwszą pomoc w nieobecności lekarza”.


Nie gadał, działał


Odwaga i determinacja w walce o niepodległość przyniosła ks. Wryczy sławę bohatera narodowego. Niezłomny duchowny nie zamierzał jednak spocząć na laurach. Jako proboszcz parafii w Wielu, a jednocześnie jeden z liderów Narodowej Demokracji na Pomorzu, wybudował na terenie należącym do parafii profesjonalne boisko z bieżnią, skocznią i trybuną. Na bramie kazał napisać: „Boisko parafialne im. Romana Dmowskiego”.


Księdza Wryczę dobrze pamięta Edmund Konkolewski, rocznik 1921. – Proboszcz nie gadał, tylko działał. Propagował czytelnictwo, postawił pomnik Hieronimowi Derdowskiemu, poecie kaszubskiemu, założył Bank Ludowy, a później także nim kierował – wylicza przedwojenny parafianin. – Wspierał też okoliczną, uzdolnioną młodzież. Pamiętam takiego chłopaka, który miał talent do malowania. Ks. Wrycza zachęcał go do nauki i wsparł finansowo. Później ten człowiek skończył Akademię Sztuk Pięknych. Został znanym artystą – dodaje.
Lidia Petk zna ks. Wryczę głównie z opowieści babci. – Przyjaźnili się. Odwiedzali nawzajem. Ks. Wrycza był dla lokalnej społeczności autorytetem. Jeśli ktoś miał jakiś problem, mógł iść na plebanię i zawsze był wysłuchany – opowiada.


– Choć nielicznych, proboszcz miał też wrogów. Nie przepadał za piłsudczykami. Z wzajemnością – uzupełnia pan Edmund. W 1932 r. doszło w Wielu do konfliktu pomiędzy ks. Wryczą a nowym kierownikiem szkoły Napiórskim, zwolennikiem Piłsudskiego. Proboszcz, uważając, że Napiórski uczynił ze szkoły tubę propagandową sanacji, zorganizował strajk. Wezwał rodziców, by nie posyłali swoich dzieci na lekcje. Za tę akcję został skazany na dwa miesiące aresztu. – Co ciekawe, mimo że był jednym z liderów endeckich na Pomorzu, potrafił odłożyć na bok swoje polityczne antypatie w dniu śmierci marszałka. Tego dnia odprawił Mszę św. żałobną w jego intencji – zaznacza prof. Gąsiorowski.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama