GN 43/2020 Archiwum

Wystarczy tylko chcieć

Modlitwa rodzinna. W tym roku czeka ich jubileusz 15-lecia. Z tej okazji niczego nie oczekują, bo największy prezent już dostali. Jest to osobiste zaproszenie od Matki Bożej, żeby jako rodzice wspierali swoje dzieci… modlitwą.

Różaniec Rodziców za Dzieci to inicjatywa mająca na celu propagowanie modlitwy różańcowej rodziców przez powstawanie grup tej modlitwy opartej na schemacie Żywego Różańca, gdzie rodzice tworzą żywe róże modlitwy za dzieci.

Dziesiątka dziennie

Inicjatywa zrodziła się 8 września 2001 r. po rekolekcjach modlitewno-ewangelizacyjnej wspólnoty „Marana tha” z Gdańska, poprowadzonych przez ks. Andrzeja Kowalczyka. – To był moment, w którym zdaliśmy sobie sprawę, jak ważnym i odpowiedzialnym zadaniem jest nasze rodzicielstwo. Jednocześnie trochę przeraziło nas to, że jako rodzice chcemy dla naszych dzieci dobrze, ale czasami przez brak świadomości o zagrożeniach duchowych możemy coś popsuć – wyjaśnia Ireneusz Rogala, inicjator Różańca Rodziców. Bo rekolekcje prowadzone przez ks. Kowalczyka mówiły o wadze relacji między rodzicami a dziećmi. – To był dla nas, jako rodziców dwójki dzieci, przełom. Uświadomiliśmy sobie wtedy, że w czasie wychowania bardzo istotne jest wsparcie duchowe naszych pociech. Razem z żoną Ewą postanowili we wspólnocie „Marana tha” rozpocząć dzieło modlitwy różańcowej. Zdecydowali, że będą się modlić według schematu Żywego Różańca, bo jest to w polskiej tradycji dobrze znana forma modlitwy. – Chcieliśmy poza tym powierzyć nasze dzieci Matce Bożej, prosić, żeby nasze nieświadome przewinienia wychowawcze nie miały negaty- wnego wpływu na ich życie – mówi I. Rogala. Tak właśnie powstała pierwsza intencja.

Z Janem Pawłem II

W dzieło włączyło się 15 osób, tworząc różę rodziców. W październiku 2002 r. sprzymierzeńcem ich inicjatywy przez ogłoszenie Roku Różańca stał się papież Jan Paweł II. – Do naszych rąk trafił list apostolski „Rosarium Virginis Mariae” dotyczący Różańca. Szczególnie w pamięci utkwił mi fragment: „Czymś pięknym i owocnym jest także powierzenie tej modlitwie drogi wzrastania dzieci” – wyjaśnia inicjator. Ireneusz Rogala wspomina, że po kilku miesiącach od rozpoczęcia modlitwy w życiu poszczególnych dzieci zaczęły dziać się pozytywne zmiany. – Zaczęliśmy się tymi świadectwami dzielić między sobą oraz z rodzicami, którzy w róży nie byli. Wiele słuchających nas osób postanowiło do inicjatywy dołączyć. Powstały kolejne róże... Tak również zrodził się pomysł, żeby każda róża miała swojego patrona. – Na pierwszych patronów wybraliśmy świętych, którzy byli mocno związani z młodzieżą – św. Stanisława Kostkę oraz św. Jana Bosko – dodaje inicjator. Chociaż powoli Różaniec Rodziców za Dzieci zyskiwał nowe róże, nadal była to inicjatywa lokalna. Sytuacja zaczęła się zmieniać w 2003 r., kiedy pan Ireneusz poprosił syna, aby na darmowym serwerze założył stronę internetową dotyczącą inicjatywy. Z całego kraju i świata zaczęły napływać zgłoszenia osób chętnych do podjęcia modlitwy w intencji swoich dzieci.

Pączkujące dzieło

– Dzwoni do mnie kolega i mówi: „Wypisz mnie”. Przyznam, że bardzo się zdziwiłem, na co usłyszałem: „Wypisz mnie, bo zakładam własną różę i nie mogę być w dwóch” – wspomina pan Rogala. Mężczyzna przyznaje z uśmiechem, że inicjatywa rozrastała się przez pączkowanie. W 2005 r. przyszedł kolejny boom po opublikowaniu przez jeden z portali internetowych świadectwa pana Ireneusza. – Po raz kolejny poprosiłem syna o pomoc w utworzeniu strony internetowej. Tym razem miała być odpowiednio rozbudowana, aby wszyscy chętni mogli dołączyć do inicjatywy Różańca Rodziców za pośrednictwem sieci – wyjaśnia. Obecnie zarejestrowanych jest ponad 3 tys. róż, czyli ponad 60 tys. rodziców modlących się za dzieci. Są to osoby nie tylko z Polski, ale również rodacy mieszkający za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii czy Finlandii. – Ta statystyka nie jest pełna, bo nie ma obowiązku rejestrowania się – dodaje pan Ireneusz. Mężczyzna przyznaje, że najwięcej róż przybywa każdego roku w październiku. – Polacy to różańcowy naród, który rozumie tradycję i podtrzymuje ją. Inicjator dzieła wyjaśnia, że Różaniec Rodziców formował się dla współczesności. – Nie ma obowiązku spotykania się róż, bo wierzymy, że ci, którzy podjęli inicjatywę, modlą się za dzieci, a robić to mogą w dowolnym czasie i miejscu, co zdecydowanie ułatwia wypełnienie zobowiązania. Ja często modliłem się w drodze do pracy – uśmiecha się pan Rogala.

Intencji coraz więcej

Ważnym czasem dla wszystkich, którzy w dzieło się włączyli, był rok 2006. Zawierzyli wówczas Różaniec Rodziców Matce Bożej Oliwskiej. – Był i nadal jest to dla nas bardzo ważny akt uświadamiający nam, że aby modlitwa przynosiła rezultaty, my jako rodzice musimy bezgranicznie zaufać Bogu, oddając przez ręce Maryi losy naszych dzieci – wyjaśnia pan Ireneusz. Akcję zawierzenia ponawiają każdego roku 8 grudnia. Rozwojowi Różańca Rodziców towarzyszyło formułowanie kolejnych intencji. – Obok pierwszej, która miała uchronić dzieci przed negatywnymi skutkami przewinień rodziców, pojawiła się kolejna, w której modlący prosili również, aby ich pociechy otworzyły się na Boże błogosławieństwo, a także żeby wzrastały w dobrym środowisku. Kolejna intencja powstała, kiedy w diecezji warszawsko-praskiej do Różańca Rodziców chciało dołączyć małżeństwo wychowujące adoptowane dzieci. – Otworzyło nam to oczy na fakt, że przecież są dzieci, za które nikt się nie modli. Dopisaliśmy więc do naszego Różańca kolejną intencję, właśnie za te wszystkie dzieci, które nie mają rodziców – dodaje pan Ireneusz. Różaniec Rodziców za Dzieci to inicjatywa skierowana do wszystkich rodziców niezależnie od wieku ich pociech. – To zobowiązanie, które wymaga wytrwałości, ale w tym dzisiejszym świecie musimy zabiegać o to, żeby dzieci, zwłaszcza te młodsze, rozwijały się nie tylko towarzysko czy kulturalnie, ale przede wszystkim duchowo. Bo tylko taki rozwój zapewni im brak poczucia wewnętrznej pustki i nie pozwoli pogubić się w życiu – wyjaśnia pan Rogala.

Wcale nie tak łatwo

Tomasz Marcinkowski nazywa siebie opornym przypadkiem zaangażowania w dzieło różańcowej modlitwy. Mimo trudności sam jednak stworzył jedną z róż. – Już na samym początku Irek Rogala namawiał mnie do podjęcia modlitwy. Mówił, że stworzenie róży to sprawa prosta. Ja musiałem jednak wszystko przemyśleć – wspomina pan Tomek. Mężczyzna do pomysłu wrócił w 2014 roku. Wtedy okazało się, że nie każdy entuzjastycznie podchodzi do przedsięwzięcia. – Wydawało mi się, że skoro mam tylu znajomych, którzy mają dzieci, to jak tylko zaproponuję im, żeby poświęcili chwilę czasu na modlitwę za nie, zgodzą się bez wahania. Niestety, było inaczej – mówi T. Marcinkowski. Dopiero po ponad miesiącu róża pana Tomka miała pełny skład. – Nie chciałem się poddać, bo czułem, że ta inicjatywa przyniesie wiele dobra. Na patrona żona pana Tomka wybrała św. Michała Archanioła. Chociaż modlą się regularnie od prawie roku, państwo Marcinkowscy nie powiedzieli swoim dorosłym już dzieciom, że otoczyli je taką opieką. – Modlitwa to coś osobistego i szczerze mówiąc, nie robię tego, żeby ktoś mi za to dziękował albo czuł, że ma wobec mnie jakiś dług wdzięczności – podkreśla mężczyzna. – Wierzę, że takie duchowe wsparcie może pomóc młodym w odnalezieniu swojego miejsca w Bożej rzeczywistości, a co za tym idzie, pokierowania swoim życiem w sposób bardziej świadomy i odpowiedzialny. Pan Tomek, podobnie jak Ireneusz Rogala, podkreśla, że modlitwa różańcowa to żadne obciążenie czasowe. – Przecież każde miejsce na „dziesiątkę” jest dobre. Wystarczy mieć ze sobą różaniec, idąc na spacer albo w drodze do pracy. Te kilka minut zawsze się znajdzie, trzeba tylko chcieć – mówi pan Tomek.

To wciąga

Najlepszym przykładem na to, że dobre chęci to spora część sukcesu, jest Wiesława Oczko. – Jestem osobą samotną, która większość czasu poświęca na opiekę nad mamą – wyjaśnia pani Wiesława. Jej przygoda z Różańcem Rodziców zaczęła się po pielgrzymce do Łagiewnik. – Miałam takie poczucie niespełnienia i pamiętam, że modliłam się do s. Faustyny, żeby wskazała mi drogę, żebym zaczęła być komuś potrzebna – wspomina kobieta. Po 2 tygodniach od powrotu do Gdańska przyjaciółka pani Wiesławy podsunęła jej pomysł założenia róży. – Byłam zdziwiona, bo przecież nie mam dzieci, ale moja przyjaciółka uświadomiła mi, że mam chrześnice, za które mogę się modlić – mówi W. Oczko. W ciągu 10 dni udało się stworzyć pierwszą różę, która modlitwę rozpoczęła 16 listopada 2006 roku. Wśród znajomych pani Wiesławy wieść o inicjatywie rozeszła się błyskawicznie – do lutego 2014 r. kobiecie udało się utworzyć 64 róże. – Spotkałam na swojej drodze wielu życzliwych ludzi, którzy świadomie podjęli to wyzwanie. Nie dziwię się, bo Różaniec to niesamowita modlitwa, która wciąga bez reszty – uśmiecha się W. Oczko. Więcej informacji na temat inicjatywy znaleźć można na stronie internetowej: www.rozaniecrodzicow.pl, a tych czytelników, którzy dostępu do internetu nie mają, a chcieliby dowiedzieć się więcej i ewentualnie podjąć modlitwę, Wiesława Oczko zachęca do kontaktu pod numerem telefonu 510 003 176. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama