Nowy numer 43/2020 Archiwum

Polska Ameryka

90-lecie Gdyni. O tym, jak łączyć historię z nowoczesnością, O orzełku z czapki polskiego celnika i etosie miasta z Wojciechem Szczurkiem, prezydentem Gdyni,

Ks. Rafał Starkowicz: Podkreśla Pan często wyjątkowość Gdyni. Na czym ona polega?

Wojciech Szczurek: Analizując dzisiejszą sytuację socjologiczną Gdyni i porównując ją z innymi miastami, warto zwrócić uwagę, że już samo jej powstanie było czymś unikatowym w historii Polski. Stworzono ją od podstaw. Podobnie, jak powstawały miasta w Ameryce. W 1920 roku w amerykańskim wydaniu „National Geographic”, jednego z najbardziej znanych na świecie czasopism, ukazało się zdjęcie plaży z kilkoma rybackimi szopami, pod którym zamieszczono nieco ironiczny podpis: „Tu Polska zamierza zbudować swój Nowy Jork”. 10 lat później to miejsce wyglądało zupełnie inaczej, Gdynia miała już prawa miejskie. A po trzech latach była największym portem na Bałtyku... Dzisiaj w miejscu, które przedstawiała fotografia, znajduje się znany wszystkim skwer Kościuszki.

Mówi się o niej, że powstała z morza i marzeń...

To właśnie trochę jak z Ameryką. Gdynia była dla Polaków jakimś snem, marzeniem... Gdy śledzi się historie rodaków, którzy wyjeżdżali za ocean, można powiedzieć, że niesieni oni byli nie tyle wiedzą, jak tam jest, ale swoimi marzeniem. Myśleli: „Wyrwę się z biedy, z braku perspektyw, do miejsca, gdzie spełniają się marzenia. Znajdę tam pracę i stworzę godziwe warunki dla życia mojego domu”. Gdynia dla Polaków XX-lecia międzywojennego była właśnie taką Ameryką. Tworzyła ją mozaika różnych polskich dróg.

Przybyli tu ludzie z różnych stron kraju.

Doświadczyłem tego w rodzinie. Moi rodzice urodzili się w Gdyni. Pamiętam jednak opowieści dziadków. Obaj przybyli do Gdyni w latach 20. XX w. Jeden trafił tutaj jako powstaniec wielkopolski. Warto przypominać, że to było jedyne zwycięskie polskie powstanie. Poczucie obowiązku służby Polsce spowodowało, że oddział powstańczy nie został rozformowany, ale zgłosił się do służby wolnemu państwu polskiemu. Z jego żołnierzy utworzono zalążki służby polskiej administracji celnej. Dziadek najpierw na chwilę trafił na granicę polsko-rumuńską, później w Gdyni zakładał pierwszy urząd celny. To ciekawe, że jego funkcjonowanie zaczęło się od działań zaledwie dwóch powstańców wielkopolskich. Drugi dziadek przybył tu z Ostrowca Świętokrzyskiego. Jak sam mawiał, trafił do Gdyni w jednych butach i jednej koszuli. Był niezwykle przedsiębiorczy. Gdy wybuchała wojna, był właścicielem firmy, która zatrudniała 150 osób. Zrealizował genialny pomysł. Jego firma zajmowała się czyszczeniem kotłów statków napędzanych turbinami parowymi. Tutaj spełniały się sny.

Różne spojrzenia na świat musiały prowadzić do ścierania się poglądów...

Pamiętam rozmowy prowadzone przez dziadków w latach 70. Dziadek Szczurek bardzo pielęgnował tradycję narodową. Gdy byłem młodym chłopakiem, ofiarował mi orła w koronie ze swojej czapki przedwojennego celnika. Dzisiaj orzeł w koronie nikogo nie dziwi. A w latach 70. wisiał w moim pokoju wyeksponowany na najważniejszym miejscu. Był symbolem wolnej Polski. Dziadek Tryliński był natomiast z tradycji piłsudczykiem. Prowadzone przez nich dyskusje były cudowną lekcją historii. Przebijała z nich wielka troska o Polskę.

Czy właśnie to tworzy swoisty genius loci tego miasta?

Gdynia powstała na kaszubskiej ziemi. To, co działo się tu wcześniej, stanowi rdzeń naszej tradycji i wartości. Zawsze o tym pamiętamy. Niezależnie od tego, skąd gdynianie przybywali, traktowali to miejsce z wielkim szacunkiem. Nad tą ziemią i tradycją pochylali się i ją akceptowali. Miałem przyjemność, już jako prezydent miasta, rozmawiać z panem Janem Skwierczem, przedstawicielem znamienitego kaszubskiego rodu. Opowiadał o tym, że jako 16-latek spacerował z Antonim Abrahamem [1869–1923; zaprawiony w bojach o polskość Kaszub żołnierz Hallera, ludowy literat, radny gminy i rzecznik budowy portu w Gdyni – przyp. red.] dzisiejszymi ulicami Świętojańską i Starowiejską. Historia – wydawałoby się – bardzo odległa. Ale ten pomost historyczny istnieje.

Z tych opowieści wyłania się obraz miasta bez skazy i niesprawiedliwości. Czy taka właśnie była Gdynia?

Nie chcę idealizować tego świata. Podobnie, jak w miastach amerykańskich, był to trochę „Dziki Zachód”. Bogactwo sąsiadowało tutaj z biedą, po drodze był też kryzys gospodarczy... Ale miasto to miało niezwykłą dynamikę rozwojową. Gdy dzisiaj patrzę na Gdynię, na aktywność i nowoczesność mieszkańców, nie mam cienia wątpliwości, że korzenie tkwią w tamtym czasie. A wysiedleni w czasie wojny gdynianie po jej zakończeniu w ogromnej większości wrócili do swoich domostw. Dzięki temu udało się utrzymać tę tkankę społeczną, budowaną w okresie międzywojennym. Potem pojawiały się różne momenty, które Gdynię znowu otwierały: stocznia, Polskie Linie Oceaniczne... Setki gdynian podróżowały po świecie. Tu, w Gdyni, nikt nikomu nie opowiadał, jak wygląda świat... Wszyscy wiedzieli, jak on wygląda. A praca na morzu dawała także pewną zamożność.

Później przyszedł czas przemian...

Wybuch wolności w latach 90. trafił na bardzo dobry fundament. Gdynianom towarzyszyło poczucie, że żyją w bardzo szczególnym miejscu. Odczuwali symboliczną rolę Gdyni, to, że jest ona oknem na świat i symbolem wolnej Polski. To powodowało poczucie dumy. Dzisiaj chcemy o tym pamiętać, ale z drugiej strony budujemy nowoczesną rzeczywistość miasta.

Czym dzisiaj dla Polski jest Gdynia?

Mamy głęboką świadomość wspólnoty, którą tworzymy: państwa, narodu. Ale zawsze w historii świata występowały także czynniki wynikające ze swego rodzaju patriotyzmu lokalnego. On daje poczucie pewnej swoistości. Złą rzeczą jest to, gdy ta tożsamość przybiera kuriozalne formy i staje się ślepa na otoczenie, jeżeli prowadzi ku zamknięciu się człowieka i społeczeństwa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama