Nowy numer 3/2021 Archiwum

Czary, dżu-dżu i dzieci z Ulicy Diabła

– Wielu Afrykanów, będąc chrześcijanami, wierzy jednocześnie w moc czarowników. Idą w niedzielę do kościoła, przyjmują Eucharystię, ale kiedy potrzebują pieniędzy albo pomocy w chorobie, uciekają się do magii. To duży problem dla misjonarzy – mówi Krzysztof Błażyca.

Jest podróżnikiem, reporterem, na co dzień dziennikarzem „Gościa Niedzielnego”. Od lat regularnie odwiedza kolejne afrykańskie kraje – Ugandę, Tanzanię, Kenię, Nigerię, Zambię. Rozmawia z ludźmi, fotografuje, poznaje lokalne zwyczaje, kulturę i historię. – Piękno, zbytek, nędza i miłość mają to samo prawo na afrykańskiej ulicy. Śmiech miesza się z przekleństwem, słowa błogosławieństw z kopaniem po twarzy. Są tutaj Jezus Chrystus i Matka Boska Pocieszenia, śpiew muezina i czary – opowiada. W czasie swoich podróży spotyka się z misjonarzami i lokalnymi mieszkańcami. Stają się jego przewodnikami po świecie niezwykłych obyczajów i wierzeń. Duchowni opowiadają Krzysztofowi o wyzwaniach, z jakimi mierzą się codziennie w swojej duszpasterskiej pracy. Problemem są zabobony, magia, fetysze, w których moc nadal wierzy wielu mieszkańców Afryki.

– W Nigerii poznałem sympatycznego starszego mężczyznę. Nazywał się Papa Simon. W jego rodzinie zmarło aż 26 dzieci. Pewnego dnia na skutek deszczu zawalił się jego dom i woda wypłukała zakopane obok chaty dżu-dżu, czyli fetysze. Wśród nich były czaszki małego psa oraz krokodyla i kawałek noża. Papa Simon jest katolikiem. Ale gdy spotkały go nieszczęścia, wierzył, że są „zemstą dżu-dżu” – opowiada Krzysztof. – Ludzie są absolutnie przekonani, że magia działa. Uważają, że jeśli czarownik wyznaczy komuś datę śmieci, rzuci urok, to już po człowieku. Raz słyszałem historię kobiety, która została przeklęta na środku ulicy. Przeszła 30 metrów i padła martwa – dodaje podróżnik.

A co o szamańskich sprawkach sądzą misjonarze? – Przyznają, że czary „działają”. Tylko tłumaczą to w inny sposób niż miejscowi. To strach zabija ludzi. Tak bardzo wierzą w przekleństwo, że serce nie wytrzymuje – wyjaśnia Krzysztof. Z wiarą w magię wiążą się również zabójstwa rytualne, będące poważnym problemem nie tylko dla księży, ale także władz państwowych. Ofiarami najczęściej są albinosi i kobiety. – W Tanzanii, według lokalnych mrocznych wierzeń, wywar sporządzony z części ciała albinosa zapewnia bogactwo, dobrobyt, a nawet leczy z AIDS. Ludzie wierzą też, że jeśli w miejscu poszukiwań złota położą fragment ciała młodej dziewczyny lub skropią miejsce krwią, to przyniesie im to szczęście – tłumaczy Krzysztof. Przed rokiem tego typu praktyki spotkały się z ostrą reakcją tanzańskiego rządu, który wydał oficjalne rozporządzenie penalizujące uprawianie czarów.

W Afryce, obok silnie zakorzenionej wiary w magię, obecna jest także głęboka i bardzo żywiołowa wiara w Jezusa i Matkę Bożą. Odwiedzane przez miliony ludzi sanktuaria, głośne, żarliwe modlitwy, pełne temperamentu tańce i śpiewy oraz napisy „Try Jesus”, „God is merciful”, „God knows” w miejscach publicznych to tutaj rzecz powszechna. Wiara Afrykanów pełna jest cudów, wizji, bezpośrednich spotkań i rozmów z Chrystusem. W Nigerii Krzysztof poznał brata Benedykta ze Zgromadzenia św. Stefana, który kieruje prężnie działającym ośrodkiem dla niepełnosprawnych dzieci. Kilka lat temu brat Benedykt miał wizję. W Wielki Czwartek. Usłyszał jakiś grzmot i zobaczył światło bijące od tabernakulum. Wystraszył się i uciekł. Widzenie powtórzyło się następnego dnia. – Benedykt zobaczył postać o kulach. „Jeśli jesteś Jezusem, powiedz, co mam zrobić” – zapytał. Usłyszał, że ma zająć się osobami kalekimi – opowiada Krzysztof. Po tym zdarzeniu brat Benedykt otrzymał od biskupa zezwolenie na prywatne nabożeństwo do „Jezusa o kulach”, a miejsce widzenia odwiedził nawet miejscowy kardynał. – Słuchałem kilku podobnych historii. Człowiek jest sceptyczny. Stara się racjonalnie podejść do tematu. Nie wie, jak zareagować. Śmiać się czy z poważną miną kiwać głową. Jednak dla mnie najważniejszą odpowiedzią na wątpliwości jest fakt, że Benedykt już od lat wykonuje zadanie, do którego został powołany. I pomaga dzieciom upośledzonym, które nie przeżyłyby, odtrącone przez rodziny lub lokalne społeczności – mówi Krzysiek.

Podobny los spotkałby zambijskie „dzieci ulicy”, gdyby nie misjonarz Jacek Rakowski. Polak prowadzi w Lusace „Dom Nadziei”, otwarty dla młodzieży z Devil’s Street, czyli ulicy diabła, znajdującej się w slumsach. Powodem, dla którego nawet kilkuletni chłopcy i dziewczynki żyją na ulicy, jest skrajna bieda ich rodzin. Wierzą, że poza domem mogą znaleźć coś do jedzenia, czasami nadarzy się okazja do zarobku. Większość żebrze, część się prostytuuje lub kradnie. Ale najczęściej wąchają klej. „Wielki chłopak ulicy”, bo tak mówią na Jacka, odwiedza ulicę diabła o świcie. Opatruje dzieciom rany, grzeje się z nimi przy ogniu. Rano, kiedy jeszcze nie są na haju, może z nimi porozmawiać. O sporcie albo muzyce. Jednym z dzieciaków, którym pomógł, jest Ruben. Chłopak trafił na ulicę w wieku 6 lat. Był gwałcony, bity, często zasypiał głodny, bez ubrania. Jacek znalazł Rubenowi rodzinę. Chłopak wyszedł na prostą.

– Jednym się udaje, innym niestety nie. Choćby małej Susan. Poznałem ją, gdy miała 2 latka. Cała brudna, żyła wśród śmieci, fetoru palonych opon. Jej mama miała 16 lat. Chorowała na AIDS. Dwa lata później obie już nie żyły – wspomina Krzysztof. – Jacek mówi, że na miejsce każdego dziecka, które udało się uratować, już w następnym tygodniu pojawia się kolejne. I praca zaczyna się od nowa. Cała sztuka polega na tym, aby dotrzeć do dziecka, zanim będzie za późno.

Galeria zdjęć na: gdansk.gosc.pl.

Pomóż ofiarom handlu ludźmi

Krzysztof Błażyca, który jest także współtwórcą Fundacji „Razem dla Afryki”, apeluje o pomoc w budowie schroniska dla ofiar handlu ludźmi. Kampanii patronuje „Gość Niedzielny”. Więcej szczegółów na stronach: www.zbudujfreedom.pl lub www.razemdlaafryki.org.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama