Nowy numer 48/2020 Archiwum

Na pełnej petardzie!

Wielki Czwartek. Łóżko ks. Kaczkowskiego otaczają najbliżsi. Rodzice trzymają syna za rękę. Ksiądz Jan jest już bardzo słaby, od kilku dni właściwie się nie odzywa. Jednak w pewnym momencie otwiera delikatnie usta i powtarza cicho: "Miłosierdzie, miłosierdzie, miłosierdzie...".

Ojcze nasz... po łacinie 


Od 2004 r. przez 8 lat ks. Jan był katechetą w Liceum Ogólnokształcącym w Pucku oraz Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Rzucewie. Wszyscy mówili, że zostanie pożarty żywcem jak pierwsi chrześcijanie przez lwy. Kulejący ksiądz w okularach ze szkłami jak denka od słoików. To nie miało prawa się udać. – Jak dziś pamiętam chwilę, kiedy po raz pierwszy pojawił się w naszej klasie. Zabawnie wyglądający klecha z głupim uśmieszkiem. Wywołał zaciekawienie, lekki śmiech i rozpoczął swoje... przedstawienie – wspomina Piotr Kaczkowski, uczeń ks. Jana w latach 2007–2008. – Kazał wszystkim wstać i swoją nie najlepszą dykcją zmusił nas do powiedzenia „Ojcze nasz”... po łacinie. Obiecał, że za miesiąc każdy z nas będzie znał to na pamięć. Tak rzeczywiście się stało – opowiada. – Oczywiście zwrócił szczególną uwagę na mnie, bo nosiłem to samo nazwisko. Zostałem nazwany „synkiem” i często byłem obiektem „ataku” dziwnymi pytaniami – dodaje. Przed maturą ks. Jan zabrał swoich uczniów na wycieczkę do Częstochowy. Na miejscu zaprosił wszystkich do spowiedzi. – Kazał nam zapomnieć o regułce, tylko przyjść i porozmawiać z Bogiem. Wróciliśmy jacyś tacy naładowani, bogatsi i dojrzalsi – mówi Piotr. Po wręczeniu świadectw uczniowie ks. Jana umówili się w jednej z knajp we Władysławowie. – Postanowiliśmy go zaprosić. Przyszedł, pił z nami piwo, grał w bilard i żartował – opowiada Piotr. – Byłem i jestem niewierzący. Ks. Jan mnie nie nawrócił, ale zmusił do myślenia, ponownej analizy własnych postanowień. Nigdy nie był nachalny w uczeniu o Bogu i religii, wydawał się doceniać wątpliwości. Uczył nas myśleć. Chciał nas uczynić dobrymi, wartościowymi ludźmi. Dla niego to wszystko było tożsame z Bogiem.


Będę pracował więcej niż muszę 


Pomiędzy posługą duszpasterską w parafii i pracą w szkole obronił doktorat z teologii i ukończył studia podyplomowe z bioetyki. Jednocześnie angażował się jako kapelan w domu pomocy społecznej i szpitalu w Pucku. Potem w hospicjum, którego był pomysłodawcą i twórcą. – Dobro pacjentów było dla niego najważniejsze. Pozostawał całkowicie szczery co do stanu ich zdrowia. A jednocześnie nigdy nie zostawiał ich samych sobie z bolesną prawdą. Rozmawiał z domownikami, spędzał czas, żartował, słuchał ich opowieści – podkreśla Alicja Makowska, pielęgniarka pracująca w puckim hospicjum. – Kultura osobista personelu, pełen szacunek i troska o pacjentów. Tego wymagał bezwzględnie. Mówił: „Przedstawcie się, podajcie rękę. Zwracajcie się do chorych per »pan«, »pani«. Żadnych zdrobnień. »Poduszeczek, kołderek, lekarstewek«”. Dbał, by traktować chorych poważnie – uzupełnia. Ks. Jan uważał, że wielu lekarzy i wiele pielęgniarek nie potrafi rozmawiać z chorymi. – Braku empatii, delikatności, a jednocześnie poważnego traktowania doświadczył na własnej skórze. Próbował to zmieniać, organizując warsztaty z komunikacji i etyki w medycynie – mówi A. Makowska. W 2012 r. nieoczekiwanie podzielił los swoich podopiecznych. Lekarze wykryli u ks. Jana dwa nowotwory. Najpierw była nerka, którą udało się wyleczyć, potem glejak mózgu. Paskudny, czwartego stopnia. – Miał chwile słabości. Szczególnie wtedy, kiedy choroba atakowała w nieprzewidywalny sposób. Siedzieliśmy wtedy obok siebie, milczeliśmy i płakaliśmy. Ale szybko się otrząsał. Wstawał z fotela. Żartował. Celebrował życie. Był najlepszym przykładem dla swoich pacjentów – uważa A. Makowska. – Pomimo ciężkiej choroby ani na chwilę nie zwolnił tempa posługi wobec chorych oraz ich bliskich. Często mówił: „Będę pracował więcej, niż muszę”. I nie tylko mówił, on tak czynił codziennie – podkreśla ks. Jędrzej Orłowski SAC, dyrektor hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza w Gdańsku. Jeździł po całej Polsce i świecie, jak sam mówił, „prosząc o hajs” – oczywiście na rzecz prowadzonej przez siebie placówki. Udzielał mnóstwa wywiadów, sam dużo publikował. Mimo ogromu pracy i obowiązków znajdował czas na spotkania z rodziną, przyjaciółmi.


– Dzwonię do ks. Jana: „Co tam, jak tam? Trzeba się spotkać na jakąś kawę”. Na to ksiądz Jan: „Na kawę? Na piwo zapraszam” – opowiada M. Jacukiewicz. Dzielił się z innymi swoim czasem i nigdy nie odmawiał pomocy. – Potrafił słuchać. Patrzeć głęboko w oczy. Gdy rozmawiałem z nim, miałem przekonanie, że jestem najważniejszą dla niego osobą. Często, szczególnie w ostatnich tygodniach, pocieszał mnie. On mnie. A nie na odwrót – mówi ks. Jędrzej. – Podczas jednej z naszych rozmów zupełnie niespodziewane powiedział: „Wiesz, ja po prostu kocham ludzi” – dodaje M. Jacukiewicz. Stan zdrowia ks. Jana pogorszył się zdecydowanie na początku 2016 r. Miał coraz większe problemy z poruszaniem się. Potykał się. Szwajcarscy specjaliści, u których się leczył, nie spodziewali się, że choroba znowu tak silnie zaatakuje. W końcu w ogóle przestał poruszać się o własnych siłach, a wózek inwalidzki sprawiał mu ogromne trudności. W Wielki Poniedziałek ks. Jan uczestniczył we Mszy św., którą odprawił przyjaciel ks. Piotr Przyborek. Zmarł tydzień później. – Najważniejsza dla Jasia była jego praca w hospicjum, promowanie idei medycyny paliatywnej, troskliwej opieki nad nieuleczalnie chorymi – mówi ojciec zmarłego kapłana. – Cieszyłby się, gdyby jego dzieło trwało, rozwijało się i promieniowało na innych – księży, pacjentów, lekarzy...•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama