Nowy numer 4/2021 Archiwum

Joł i amen, czyli Boży rap

Jeden z gdańskich kościołów. W środku ponad tysiąc młodych ludzi. Przed ołtarzem raper, DJ i beatboxer. Wielka owacja. Mikrofon bierze do ręki pierwszy z nich. – Słychać mnie? No to świetnie. Wybierzcie teraz trzy słowa, a ja do nich zarapuję, ok? – rozpoczyna. Zestaw jest ciekawy: piżama, kafelki i... Duch Święty. Joł, zaczynamy!

Piotr Bylina jest raperem i freestylowcem. Ma 21 lat. – Mów mi Edzio – przedstawia się. Jak nikt inny potrafi rymować bez wcześniej napisanego tekstu. Jego talent został doceniony w 2014 r., kiedy zwyciężył Wielką Bitwę Warszawską, zostając freestylowym mistrzem Polski. W następnym roku obronił tytuł, stając się tym samym jedynym artystą w historii, któremu udało się tego dokonać. Jego profil na Facebooku lubi prawie 50 tys. osób. Jan Czerwiński, czyli Elf. 24 lata. Jest beatboxerem. Ze swoich ust, gardła i przepony uczynił niezwykły instrument muzyczny, z którego wydobywają się dźwięki perkusji i linii basowej. Marcin Oroń, lat 35. Bardziej znany jako DJ Fala Messenger. Od kilkunastu lat współtworzy trójmiejską scenę muzyczną. Organizuje popularne imprezy hiphopowe i charytatywne. Sam bierze udział w licznych festiwalach i turniejach tańca dancehall. Łączą ich dwie rzeczy – pasja do muzyki i miłość do Jezusa Chrystusa. – Kolejność powinna być odwrotna – poprawiają.

Edzio

Do osiemnastki był raczej letnim katolikiem. – Wychowałem się w rodzinie chrześcijańskiej i takie wartości były mi wpajane od małego. Chodziłem z rodzicami na niedzielną Mszę św., ale potem, gdy podrosłem, bywało z tym różnie. Nie poszedłem raz – luz, nic się nie stało. Nie poszedłem drugi raz – bez przesady. Religia w szkole? Okazja do 45 minut dodatkowego snu – opowiada. Wszystko zmieniło się po maturze. Przed jednym ze swoich koncertów spotkał człowieka, którego opowieść wstrząsnęła nim wewnętrznie. – Ten facet mówił o Panu Bogu, a raczej o cudach, które On czyni w jego życiu. Opowiadał o uwolnieniu z narkotyków i uzależnienia seksem. A przede wszystkim o modlitwach, które nigdy nie pozostają bez odpowiedzi – mówi Edzio. – Ktoś mógłby powiedzieć: banał. Sam podobnych świadectw słuchałem wcześniej kilkanaście. Ale właśnie to do mnie trafiło. Chciałem doświadczyć tego, co ten człowiek – dodaje. Od tamtego czasu codziennie chodzi do kościoła i przyjmuje Eucharystię. Regularnie się spowiada i czyta Pismo Święte. Jak sam podkreśla, na każdym kroku doświadcza też siły modlitwy. – Mógłbym mnożyć przykłady pomocy, którą dostaję od Jezusa. Na pewien koncert w Gorzowie Wielkopolskim jechałem razem z trzema znajomymi. Poprosiłem Pana Boga przed występem: „Spraw, żeby to, co robię, było dobre. Postaw na mojej drodze choć jedną osobę, której będę mógł o Tobie opowiedzieć”. Kiedy wracaliśmy do Gdańska, okazało się, że jeden z kolegów jest niewierzący. Długo rozmawialiśmy o Jezusie. Pod wpływem tej rozmowy on się nawrócił – wspomina. – Wiem, że Pan Bóg nie jest złotą rybką spełniającą życzenia. Rozmawiam z Nim właściwie cały czas, nie tylko prosząc, ale też dziękując czy po prostu opowiadając o swoim życiu, problemach, radościach. Czuję, że On mnie słucha, a to, co mnie spotyka w życiu, to Jego odpowiedź.

Fala

Marcin pochodzi z rozbitej rodziny. – Ojciec nie wziął ślubu z mamą. Zostawił nas krótko po moich narodzinach. Nie zdążyłem go poznać. Nie wiedziałem, jak wygląda, jak ma na imię, czym się zajmuje i jaki jest – opowiada. Kiedy miał 12 lat, mama ciężko zachorowała. Diagnoza: nowotwór złośliwy. – Była dzielna, walczyła. Przeszła chemię, potem radioterapię. Ale rak nie dawał za wygraną, a ona coraz bardziej cierpiała. Kiedy zaczął się największy hardcore, pamiętam, że uklęknąłem przy jej łóżku i zacząłem rozmawiać z Bogiem: „Proszę Cię z całego serca, uratuj ją”. On miał jednak inny plan. Mama odeszła, a ja w wieku 13 lat zostałem sierotą i zamieszkałem z babcią – mówi. Zbuntował się, do Kościoła było mu coraz bardziej nie po drodze. – Byłem wściekły, krzyczałem na Niego, miałem pretensje. „Jezu, ja tego nie rozumiem. Jak mogłeś zabrać to, co miałem najcenniejszego?!”. A jednocześnie ciągle z Nim rozmawiałem. Nie za bardzo wówczas to sobie uświadamiałem, ale On ciągle był przy mnie. Traktuję to jako wielki dar – podkreśla. Stał się agresywny. Kiedy na podwórku wołali za nim „bękart”, odpowiadał pięściami. Zagubionym chłopakiem zainteresował się sąsiad z naprzeciwka. Harcerz. – Namówił mnie, żebym przyszedł na zbiórkę. I tak zaczęła się moja przygoda spod znaku służby Bogu i ojczyźnie. W harcerstwie spotkałem przyjaciół, którzy stali się moją drugą rodziną. Ciągnęli mnie w mundurze na Eucharystię. Opierałem się, ale szedłem. I dzięki temu nie straciłem kontaktu z Jezusem – przyznaje. Jednocześnie w ogólniaku związał się ze środowiskiem punków. Pojawiły się alkohol i narkotyki. Pierwsze myśli o samobójstwie. – To była schizofrenia. Żyłem w dwóch światach – harcerskim, poukładanym i punkowym, szalonym. W tym drugim nazywali Kościół Babilonem, który nadaje się tylko do spalenia i zaorania. Na szczęście Pan Bóg cały czas mną kierował i nie pozwolił mi się stoczyć. Wygrało harcerstwo i dobrzy ludzie – zaznacza. Skończył studia, został DJ-em. Zaczął organizować duże imprezy muzyczne i charytatywne. Jednocześnie rozwijał swoją drugą pasję – pracę z trudną młodzieżą. Ułożył sobie życie osobiste. Wziął ślub, urodził mu się syn. – Teoretycznie wszystko było jak z bajki. Miałem to, o czym zawsze marzyłem. A ja, zamiast iść prostą drogą, skręcałem w bok. W pornografię i inne uzależnienia. Żyłem w grzechu. W środku ciągle czułem pustkę. Znowu myślałem o samobójstwie – mówi. Momentem przełomowym było zwolnienie z pracy. – Sięgnąłem dna i tam właśnie spotkałem Pana Boga. Po rozmowie z księdzem poukładałem swoje życie sakramentalne. Regularnie się modlę, chodzę na Mszę św. Czuję wewnętrzny spokój. Odkryłem, że kiedy nie zaniedbuję relacji z Jezusem, wszystko mi się układa. Kiedy tylko trochę odpuszczę, upadam.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Gość poniedzialkowy
    03.04.2017 11:08
    Smiechu warte. Zwlaszcza "pojawily soe narkotyki i alkohol". Znam zgoła odrębną historię tego swiętoszka.
    doceń 0
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama