Nowy numer 44/2020 Archiwum

Dawał ludziom prawdę

O swoich spotkaniach z abp. Tadeuszem Gocłowskim i jego posłudze w ciągu minionych 55 lat opowiada ks. inf. dr Stanisław Zięba, wikariusz biskupi ds. nadzwyczajnych.

Ks. Rafał Starkowicz: Kiedy po raz pierwszy spotkał Ksiądz abp. Gocłowskiego?

Ks. inf. dr Stanisław Zięba: To był rok 1963. Rozpoczynałem wówczas studia w Biskupim Seminarium Duchownym. Tam, na wykładzie prawa kanonicznego, spotkałem po raz pierwszy ks. Tadeusza Gocłowskiego. Był młodym człowiekiem. Tę młodość zachował zresztą do ostatnich miesięcy swojego życia.

Jaki był wówczas dla kleryków?

Rozumiał ich, szanował, ale wymagał. Pamiętam go jako człowieka bardzo szlachetnego i dobrego. Wiedzę potrafił przekazywać w sposób niezwykle fachowy, ale także bardzo zrozumiały. Kiedy przychodzi się ze świata, to zawsze, spotykając profesorów, w jakiś sposób się ich ocenia. Ja zawsze na moich wykładowców patrzyłem pozytywnie i z szacunkiem, bo przełożeni nie tylko dają człowiekowi wiedzę, ale również prowadzą w drodze do kapłaństwa.
 

Czy wraz ze święceniami zmieniły się Wasze relacje?

Kiedy przyjmowałem święcenia kapłańskie, ks. prof. Gocłowski był już w Rzymie. Po święceniach otrzymałem od niego nawet list z gratulacjami. Kiedy wrócił do Gdańska, ja byłem już po studiach na KUL. Bp Kaczmarek skierował mnie wówczas do pracy w seminarium. Zaczęliśmy współpracować jako wykładowcy. Relacje, które wówczas panowały w gronie profesorskim, określiłbym jako braterstwo.

W 1983 roku ks. prof. Tadeusz Gocłowski został biskupem pomocniczym. Jak przyjął tę nominację?

Swój wybór przyjął z wielką powagą i odpowiedzialnością. Po ludzku na pewno także się ucieszył. Jan Paweł II, który powierzył mu godność biskupią, pamiętał go jeszcze z Krakowa, gdy Tadeusz Gocłowski pełnił funkcję przełożonego w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy. Jako biskup pracował bardzo gorliwie. Nigdy się nie wywyższał. Nie dawał odczuć, że jest rządcą, że jest bardzo ważny. Nigdy nie był władczy, rozkazujący czy karcący. Oczywiście, miał swoje emocje. Był człowiekiem z krwi i kości. Ale nigdy nie wybuchał. Mówił czasem zdecydowanie, ale zawsze był taktowny. Jeżeli musiał kogoś napomnieć, jego słowa miały raczej formę upomnienia braterskiego. Był dobrym biskupem. Czasami swoje słowa ubierał w formę żartu. Te żarty były jednak zawsze komunikatywne. I było w nich także wiele sympatii dla rozmówcy.

Czas jego służby przypadł na okres dynamicznych zmian w Polsce. Jak Ksiądz Infułat ocenia jego rolę w tym niełatwym okresie?

Dzisiaj trudno w kilku słowach określić jego rolę w życiu społeczeństwa Wybrzeża. Nie spotkałem jednak takiej sytuacji, by jego słowa spowodowały jakiś roz-
dźwięk pomiędzy ludźmi. Przede wszystkim dawał ludziom prawdę i do tej prawdy wzywał. Potrafił wokół niej jednoczyć. Podkreślał też zdecydowanie konieczność autentyzmu w wierze i postępowaniu. I – co ważne – rozmawiał z każdym.

Jak najkrócej Ksiądz by go scharakteryzował?

Od lat kleryckich byłem świadkiem jego życia i działalności. Uważam go za człowieka wielkiej kultury. Pięknie mówił. Był pokorny. Kochał i szanował ludzi. Zależało mu na nich. Na każdym ze sprawowanych urzędów po prostu służył. Niezwykle zależało mu także na wspólnocie Kościoła. Nie zgadzał się, by Kościół był szargany przez ludzi kierujących się złymi intencjami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama