Nowy numer 42/2019 Archiwum

Nie wierzę w przypadki

– W świecie doświadczającym licznych dramatów potrzeba naszego przebudzenia i modlitwy. Pokoju nie buduje się karabinami i czołgami. Buduje się go na kolanach – mówi znany gdański artysta Mariusz Drapikowski.

Niewielki budynek gospodarczy na gdańskiej Zaspie. Z zewnątrz – zwykła szara bryła, jakich wiele na powstałych w latach 80. XX w. osiedlach z wielkiej płyty. Po wejściu do środka okazuje się on jednak miejscem ogromnych kontrastów. Pośrodku pomieszczenia, przypominającego nieco zagracony, prowincjonalny warsztat samochodowy, swoim blaskiem przykuwa wzrok przybysza niezwykły obiekt, wokół którego w ogromnym skupieniu krząta się kilku ludzi w roboczych uniformach. Zaskakują ogromne, pokryte płaskorzeźbami połacie srebrzystego materiału, tworzące głębię, kryształowe tafle, drogie kamienie oraz złote elementy, skupiające uwagę oglądającego na miejscu centralnym. Jest nim koło, które otacza utworzony z kwiatowego ornamentu obrys kobiecych kształtów. To właśnie tutaj powstaje kolejne dzieło Mariusza i Kamila Drapikowskich – ołtarz adoracji Najświętszego Sakramentu przeznaczony dla sanktuarium Kibeho w Rwandzie. Nosi nazwę „Światło Miłosierdzia i Pokoju”. Zanim jednak trafi na Czarny Ląd, pojedzie do Krakowa, gdzie posłuży adoracji podczas spotkania papieża Franciszka z młodzieżą świata.

To nie tak miało być

Opowiadając o swoim życiu, Mariusz Drapikowski podkreśla, że praktycznie wszystko, co dotyczy jego sakralnej twórczości, było wynikiem Bożego działania. Miało być inaczej, bardziej zwyczajnie. Kiedy jednak próbował realizować swoje plany, wszystko szło nie tak. W 1993 roku podczas szalejącej inflacji wziął kredyt na zakup potrzebnego w warsztacie złota. Jego pracownię jednak okradziono, a on sam przez długi czas borykał się z problemem spłaty zadłużenia. – W jednej chwili straciłem wszystko. Komornik wszedł mi na mieszkanie, samochody, nawet telewizor miałem oklejony komorniczymi naklejkami. Pracowałem całymi dniami i nocami. Niezależnie jednak od tego, ile pracowałem, nie mogłem zarobić nawet na spłatę odsetek – wspomina. Pojechał do Częstochowy. – Czułem się niegodny. Powiedziałem tylko: „Matko Boża. Nie proszę o wygraną w totolotka, ale żeby moja praca nabrała sensu”. Po wizycie w jasnogórskiej kaplicy przyszedł mu do głowy pomysł, by zająć się tworzeniem szkła oprawianego w bursztyn i srebro. Wyroby dobrze się sprzedawały. Szybko spłacił zobowiązania. Z czasem pojawiły się zamówienia dotyczące prac związanych z kultem religijnym. Wraz z kolegą wykonali krucyfiks, który stał się darem diecezji gdańskiej dla papieża Jana Pawła II, związanym z jego pasterską wizytą na Wybrzeżu w 1999 roku. Prałat Jankowski namówił go także na realizację projektu bursztynowego ołtarza do bazyliki św. Brygidy. Wykonał też milenijną monstrancję do tego kościoła oraz kolejną do Watykanu. – Wydawało mi się, że dotknąłem szczytu – wyznaje artysta. Wtedy nagle na jego życie spadł kolejny cios. Z dnia na dzień zaczął tracić wzrok. Diagnoza była druzgocąca – stwardnienie rozsiane. – Moja żona, która jest lekarzem, wprowadzała mnie w wiedzę na temat tej choroby bardzo łagodnie. Ale „doktor Google” nie pozostawiał wątpliwości. Postanowiłem więc podziękować Bogu za moje dotychczasowe życie – opowiada. Podziękowaniem tym była przeznaczona dla jasnogórskiego sanktuarium monstrancja.

Błogosławieństwo, które leczy

Był rok 2003. Wówczas na jedno oko nie widział już wcale. Drugim był w stanie odróżnić jedynie światło i cień. Choroba postępowała. Kilka miesięcy po tym, jak na jasnogórskich wałach zaprezentowano pielgrzymom monstrancję jego autorstwa, przeor Jasnej Góry zaproponował mu udział we wspólnym spotkaniu opłatkowym z Janem Pawłem II. – Umówiłem się z rodziną, że nie będziemy mówili o moich chorobach – stwierdza. Spotkanie było pełne wzruszeń. W pewnym momencie Mariusz postanowił, że wykona dla częstochowskiej Maryi suknię z białego bursztynu. Powiedział o tym papieżowi. – Nie widziałem jego uśmiechu. Ale ci, którzy uczestniczyli w spotkaniu, twierdzą, że tak właśnie było – wyznaje. Jak sam stwierdza, deklaracja, którą złożył, była całkowicie irracjonalna. Jak człowiek, który już prawie nie widzi, może chcieć wykonać takie dzieło? Papież jednak położył mu rękę na głowie i udzielił błogosławieństwa. W ciągu dwóch tygodni wzrok powrócił. Zniknęły także inne objawy choroby.

Chrystus na taborecie

W początkowym zamyśle powstać miał tylko jeden ołtarz adoracji. Właściwie nawet nie ołtarz, ale monstrancja przeznaczona do bazyliki Grobu Bożego w Jerozolimie. Za sprawą jasnogórskich paulinów do Drapikowskiego zgłosił się mieszkający w Radomiu Piotr Ciołkiewicz, który taką monstrancję zamierzał ufundować. Z czasem okazało się, że ani atmosfera, ani status świątyni pozostającej we władaniu różnych wyznań chrześcijańskich nie sprzyjają temu, by powstało tam miejsce adoracji. Zaproponowano im należącą do katolickiego kościoła obrządku ormiańskiego kaplicę IV stacji Drogi Krzyżowej. Spotkali się z przychylnością sprawującego tam władzę egzarchy. Podczas rozmowy powiedział on jednak do przyszłych darczyńców: – Przekażę wam tę kaplicę. Ale przecież nie postawimy Najświętszego Sakramentu na taborecie. Trzeba przygotować miejsce wystawienia. Zaczęli budować ołtarz. Inspiracją projektu stała się praca dyplomowa Kamila, który właśnie kończył gdańską ASP. Z czasem postanowili też wraz z Piotrem założyć stowarzyszenie. Piotr został prezesem, Mariusz zajął się projektowaniem. Tak powstała Communita Regina della Pace (Wspólnota Królowej Pokoju). Ze spokojem pokonywali piętrzące się trudności. Także wtedy, gdy gotowy już ołtarz przywieźli do portu w Hajfie. – Mariusz chodził do bazyliki Grobu Bożego na długie godziny. Kiedy doszło do punktu kulminacyjnego, poszedł tam na całą noc. Mówił: „Panie Jezu, to jest dla Ciebie. Jeśli zechcesz, to przyjmiesz. Jak nie, pogodzę się z tym” – opowiada Bogusław Olszonowicz, katolicki dziennikarz, członek Communita Regina della Pace. Po powrocie z nocnej modlitwy w bazylice egzarcha oznajmił krótko: „Wpuścili ołtarz”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama