GN 28/2018 Archiwum

Mehen, mankala i... chińczyk

– Partyjka popularnej gry dla przyjemności czy rozrywki to zupełnie nie w stylu Rzymian. Oni byli prawdziwymi hazardzistami – mówi Krzysztof Godon, kierownik Skansenu Archeologicznego – Grodzisko w Sopocie.

Rzymianie zawsze musieli grać o coś. Cesarze potrafili przegrywać swoje majątki, które szybko odzyskiwali, skazując na śmierć każdego, kto ośmielił się z nimi wygrać. – W końcu zakazano gier, w których używano kości, czyli tych, w których o wygranej decydowało szczęście grającego, a nie jego umiejętności – wyjaśnia K. Godon. Rzymianom pozostały gry strategiczne. Natomiast zapaleni hazardziści nie ulegli zakazom i zmodyfikowali plansze do popularnej wówczas gry, będącej wczesną formą znanego nam tryktraka.

– Na poszczególnych polach wypisano 6-literowe słowa, które miały sugerować, że to nie gra, a jedynie tablica z wypisanym wierszykiem – uśmiecha się K. Godon. O różnych znaczeniach gier na przestrzeni wieków opowiada wystawa „Gry planszowe – świadectwo cywilizacji”. Zwiedzający dowiaduje się, jak planszówki wpisywały się w dane społeczeństwo. – Grecy ciągle ze sobą rywalizowali. Dlatego liczył się tylko zwycięzca rozgrywki, o przegranych nigdy się nie rozmawiało. Grało się więc nie dla przyjemności, ale zawsze, aby wygrać i udowodnić, że jest się najlepszym – podkreśla K. Godon.

W starożytnym Egipcie natomiast wygrana mogła zapewnić życie wieczne. – Życie Egipcjan przesiąknięte było znaczeniami i symbolami. Ta religijność przejawiała się nawet w grach. Wierzono, że kto wygra w popularny mehen, będzie miał zapewnione miejsce na barce boga Ra – tłumaczy kierownik placówki. W Mezopotamii, skąd pochodzi gra królewska z Ur, z podjęciem najdrobniejszej decyzji zwracano się do wróżbitów. – Ta gra, której zasady odnaleziono przypadkowo, służyła najprawdopodobniej do przepowiadania przyszłości – wyjaśnia pan Krzysztof.

Na jednym ze stołów leży zwyczajnie wyglądająca drewniana deska z wydrążonymi otworami, w których znajdują się muszelki kauri. – To mankala, jedna z najstarszych, a jednocześnie najpopularniejszych gier planszowych na świecie – wyjaśnia K. Godon. W Afryce czy Azji nadal chętnie się w nią gra. Natomiast w Polsce szczególnie cenią ją... nauczyciele matematyki. – Bo poprzez zabawę uczy dzieci szybkiego i sprawnego liczenia – mówi kierownik. Gra nie wymaga specjalistycznego osprzętu. – Tak naprawdę rozgrywkę można rozpocząć wszędzie. Wystarczy zebrać kilka kamyków albo muszli, wykopać w ziemi małe otwory i już można siadać do gry – wyjaśnia K. Godon.

Na wystawie znaleźć można również ciekawostki dotyczące współczesności. – Popularny w Polsce chińczyk wcale nie pochodzi z Chin, tylko z Indii. Pachisi do Europy przywieziona została przez Anglików. Szybko zyskała popularność. Co ciekawe, trochę uproszczono jej zasady i odwieziono do Indii, gdzie do dzisiaj gra się w chińczyka, a nie w pachisi – mówi kierownik. W Indiach poprzez gry uczono dzieci, jak zasłużyć na kolejne, dobre wcielenie. – Na planszy do moksha patamu wypisane były przeciwstawne cechy charakteru. Te najgorsze łączył przechodzący przez nie wąż, czyli symbol grzechu. Dobre powiązane były drabiną, czyli symbolem wzrostu. Stając na głowie węża, „spadało się” na jego koniec, drabina „przesuwała” pionek do góry. Obecnie gra utraciła swój symbolizm i traktowana jest jako rozrywka – wyjaśnia K. Godon.

Na wystawie można spróbować swoich umiejętności m.in. w szachach wikingów czy młynku. – Przygotowaliśmy kilka stanowisk, przy których można usiąść i zagrać – podkreśla kierownik. Bo planszówki wracają do łask. – Choć powiedziałabym, że nawet jeśli niektórzy zachłysnęli się grami komputerowymi, to wielu ludzi pozostało wiernych rozgrywkom na planszach – wyjaśnia Marta Nowicka ze sklepu oferującego takie gry. Co ciekawe, po planszówki sięgają najchętniej osoby ok. 30. roku życia. – A jest z czego wybierać, bo nawet jeśli dany tytuł nam się znudzi, najczęściej możemy dokupić do niego dodatek, który sprawi, że gra będzie bardziej interesująca, a rozgrywka potrwa nawet kilka godzin – podkreśla M. Nowicka.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma