Nowy numer 48/2020 Archiwum

Bylibyśmy Niemcami, nie Słowianami

O oczekiwaniu Kaszubów na powrót Polski nad Bałtyk, planowanym powstaniu pomorskim oraz o wielkich postaciach tego czasu mówi Roman Drzeżdżon, miłośnik historii regionu, kaszubski pisarz, poeta, satyryk i publicysta.

Ks. Rafał Starkowicz: Jak to było z tym rokiem 1918 na Kaszubach?

Roman Drzeżdżon: Dla prostego ludu rok 1918 to święto. Kończy się wojna. Ojcowie i synowie wracają do domów. Panuje radość, że w końcu ktoś zajmie się rolą, handlem, że życie wraca do normalności. Dochodzą słuchy, że dużo się zmieni. Właściwie już wówczas, gdy wojna się rozpoczynała, wiadomo było, że po niej nic już nie będzie takie samo.

Ci ojcowie i synowie wracają z pruskiej armii...

Trzeba sobie uświadomić, że byli oni obywatelami państwa pruskiego. Poprzez wychowanie w szkole cesarz odbierany był jako głowa, której trzeba słuchać. Wiele osób miało jednak nadzieję, że nastąpi zmiana państwowości. Że tu, na Kaszubach, w końcu będzie Polska. W czasie panowania pruskiego w kaszubskim ludzie te tęsknoty były niezwykle mocne. To był swoisty fenomen. Kaszuby – oprócz Gdańska – przeszły pod pruskie panowanie już podczas pierwszego zaboru. Jeszcze wcześniej, w latach 60. XVIII w., suwerenem był tu wprawdzie nominalnie polski król, faktycznie jednak na tym terenie panoszyli się już wówczas Niemcy. Ponad 150 lat niemieckiej obecności i formowania społeczeństwa tego nie zmieniło. Decydujące było to, że w rozumieniu Kaszubów: Polska równała się katolicyzm, a Kaszub to katolik, czyli Polak. Protestant znaczyło Niemiec. Nie do końca tak było. Byli przecież Kaszubi protestanci i niemieccy katolicy, którzy osiedlali się tu jeszcze w XIX wieku.

Nie zmienił tego czas agresywnego kulturkampfu?

Niemcy zorientowali się, że kulturkampf przyniósł odwrotne efekty. Kiedy Kaszubowi – dobremu poddanemu, płacącemu podatki – narzucono naukę języka niemieckiego, zwłaszcza w sprawach dotyczących religii, powiedział krótko: „Nie! Jak to? Jestem katolikiem i chcę, żeby moje dzieci uczyły się katechizmu po polsku”. Okres wojny to na Wybrzeżu był już czas większej swobody wypowiedzi. Ludzie wspominają nawet, że jeszcze w tym czasie w kościołach, tam, gdzie był polski ksiądz, odprawiano nie tylko Msze o rychłe zakończenie wojny, ale także o upadek cesarza. Nieco inaczej było w miastach. Tu w większości mieszkali albo Niemcy, albo zgermanizowani Kaszubi. Kiedy Kaszub przeprowadzał się do miasta, chciał zrobić karierę, tracił kaszubskość w sferze języka, kultury, pamięci historycznej.

Kto zatem dbał o krzewienie polskości przez lata niewoli?

Przyczyniły się do tego m.in. polskie gazety – „Pielgrzym” czy „Gazeta Grudziądzka”, które ukazywały się na Pomorzu. Niemałą rolę odegrał tu także chociażby Antoni Abraham, który wytrwale jeździł po wsiach i miasteczkach kaszubskich. Przemawiał po kaszubsku i zachęcał, by w stosownej chwili chwycić za broń i przyczynić się do tego, żeby Polska wróciła na kaszubskie ziemie. Oprócz tego wspomnieć trzeba działania inteligencji – Młodokaszubów, m.in. Aleksandra Majkowskiego czy Jana Karnowskiego. Młodokaszubi to kierunek występujący równolegle z Młodą Polską. Mieli podobne postulaty, jednak ich najważniejszym założeniem były słowa: „Co kaszubskie, to polskie”. W podtrzymywaniu polskości ogromną rolę odegrał także ks. Józef Wrycza. W Pucku prężnie działali kupiec Antoni Miotk, a także prawnuk autora hymnu narodowego, noszący to samo imię, co jego przodek – Józef Wybicki. Nie można także zapominać o bogatych rolnikach – warstwie gburskiej. To oni pielęgnowali tradycje i zwyczaje kaszubskie.

Czy te inicjatywy ograniczały się jedynie do działalności kulturalnej?

To nie było tylko wydawanie czasopism. Podejmowali działania także na niwie politycznej czy społecznej. Organizowali spotkania, współpracowali z ludźmi z Kongresówki, ale przede wszystkim z Wielkopolski i Śląska, z którymi łączyła ich podobna mentalność. W roku 1919 działalność kaszubskich elit wzmogła się. Wielu ludzi z Kaszub jeździło do Poznania. Niektórzy brali udział w powstaniu wielkopolskim. Były też plany zorganizowania powstania na Pomorzu. Nie doszło do niego jednak, dlatego że czekano na rozstrzygnięcia konferencji w Wersalu.

A jak przyjęto decyzje traktatu wersalskiego o powrocie Wybrzeża do Polski?

W 1920 r. zapanowała prawdziwa euforia. Generał Haller wkroczył z błękitną armią na Pomorze. W Pucku odbyły się zaślubiny Polski z morzem. Józef Ceynowa, pisarz kaszubski, wspomina, że ludzie szli na piechotę wiele kilometrów, szyto polskie flagi, nad Puckiem zawisła polska chorągiew. Ludzie myśleli w sposób romantyczny: „Będzie wolność, będziemy bogaci”. Niestety, nie wszystko później wyglądało tak różowo. Niewielki kawałek Wybrzeża oraz odcięcie od Gdańska powodowało trudności ze zbytem towarów. Wraz z budową Gdyni pojawiły się jednak nowe możliwości i nadzieje. Otwierał się nowy rynek zbytu, można było korzystnie sprzedać ziemię, postawić kamienice...

Jak wyglądałyby dziś Kaszuby, gdyby Polska po 1918 r. nie powróciła nad Bałtyk?

Kaszubi wcześniej czy później ulegliby germanizacji. Podejrzewam, że spowodowałaby ona w końcu wyginięcie języka kaszubskiego. Dzisiaj mówilibyśmy o sobie, że jesteśmy Kaszubami, ale tak naprawdę bylibyśmy Niemcami. Powrót Polski nad Bałtyk umocnił nasze związki ze słowiańską rodziną narodów. Trzeba podkreślić, że Kaszubi to Słowianie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama