Nowy numer 48/2020 Archiwum

Tu wiszą kostki z kultu jednostki

To zupełnie nieznany fragment historii Pomorza. Rok 1966, Marzec ’68, Grudzień ’70 i Sierpień ’80 doczekały się odrębnych publikacji. Październik ’56 nie. Co się wówczas wydarzyło? Czy gdańszczanie wyszli na ulice, by głośno zaprotestować? A może po to, by wyrazić swoje poparcie?

Przez miasto i wieś niech się niesie nasza pieśń, niech radośnie rozbrzmiewa jej nuta. Niech prowadzi nasz lud do zwycięstwa przez trud pieśń na cześć towarzysza Bieruta – śpiewała grupa młodych ludzi ubranych w zielone koszule i czerwone chusty. To lotna brygada Związku Młodzieży Polskiej. Przemierzając równym krokiem korytarz jednej z gdańskich szkół, jej członkowie czujnie obserwowali koleżanki i kolegów. Czy przypadkiem nie ma wśród nich jakichś „bumelantów i nierobów” albo wrogów ludu nie stosujących się do partyjnych wytycznych? Kiedy trzeba było, reagowali – donosząc na delikwentów odpowiednim służbom. Taki los spotkał przyłapanych na grze w „burżuazyjnego brydża” 5 licealistów. Chłopcy nie „złożyli samokrytyki” i z miejsca zostali usunięci ze szkoły. Nie mogli przystąpić do matury. Ich szanse dostania się na wymarzoną Politechnikę Gdańską zostały przekreślone. Ale i tak mieli szczęście. Był koniec 1952 roku. Szalał stalinowski terror. Donosicielstwo, inwigilacja, brutalne przesłuchania, wyroki śmierci były na porządku dziennym...

Krwawe łzy gołąbka

– Prawdziwym wstrząsem była dla mnie śmierć Stalina. Pamiętam, że wpatrywałam się w jego portret, a po policzkach płynęły mi łzy – opowiada dawna działaczka ZMP, która nie chce ujawniać nazwiska. W szkołach i na uczelniach zorganizowano specjalne akademie żałobne. Ich uczestnicy pewnie nie przypuszczali, że śmierć sowieckiego dyktatora zapoczątkuje demontaż systemu politycznego określanego mianem stalinizmu. – Trzy lata po śmierci generalissimusa ujawnione zostały stalinowskie zbrodnie. W podobnym czasie w tajemniczych okolicznościach umarł numer jeden PZPR – towarzysz Bierut. Czuć było klimat zmian. Tygodnik „Po prostu” – przez lata propagandowe, oficjalne pismo ZMP – rozpoczął systematyczną krytykę stalinizmu i podległości Związkowi Sowieckiemu. W Poznaniu demonstracje robotników zostały krwawo stłumione przez wojsko i milicję. Byli ranni i zabici – kreśli tło historyczne tamtego czasu Krzysztof Filip, historyk z gdańskiego oddziału IPN. System komunistyczny w Polsce chwiał się w posadach. Polacy byli wściekli za śmierć poznaniaków. Żądali gruntowanych reform. – Wtedy na horyzoncie pojawił się człowiek, które te reformistyczne postulaty miał zrealizować. Więziony za tzw. odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne Władysław Gomułka został po wypuszczeniu z aresztu powitany niczym bohater. W trakcie VIII Plenum Komitetu Centralnego PZPR, trwającego od 19 do 21 października, uzyskał stanowisko I sekretarza. Co ważne, nastąpiło to wbrew kierownictwu ZSRR, grożącemu interwencją zbrojną – podkreśla K. Filip. W całej Polsce ludzie przyjęli wiadomość o wyborze Gomułki z nieukrywaną radością. Nie inaczej było w Gdańsku. – Wielki wpływ na kształtowanie się poglądów społeczeństwa polskiego miały tzw. odwilżowe czasopisma, opowiadające się za programem reform społecznych. Odpowiednikiem warszawskiego „Po prostu” były gdańskie „Kontrasty”. Najważniejsze postacie w redakcji – znani literaci Izabella Trojanowska, Lech Bądkowski i Róża Ostrowska – apelowali do młodzieży woj. gdańskiego o pełne poparcie ustaleń i programu VIII Plenum – wyjaśnia historyk. – W „Kontrastach” pokazywano, że dotychczasowy socjalizm był zdegenerowany i możliwe są inne formy. Najlepiej oddawał to obrazek opublikowany w jednym z numerów – biały gołąbek pokoju, który płacze krwawymi łzami – zapamiętał Czesław Skonka, wówczas działacz organizacji turystyczno-krajoznawczych. Już wieczorem 21 października studenci Wyższej Szkoły Pedagogicznej zorganizowali manifestację poparcia dla Gomułki. Do setek wiecujących przemawiał m.in. por. Julian Piątek, który zapewnił studentów o solidarności wojska.

Sowieci atakują?

Gdańsk był prawdopodobnie jedynym miastem w kraju, gdzie lokalne władze nie wsparły nowego I sekretarza. – Głową partii w ówczesnym woj. gdańskim był Jan Trusz, twardogłowy komunista, partyjny beton, regionalny stalinista nieprzychylny Gomułce. Rządził w Gdańsku silną ręką i był postacią powszechnie nielubianą. Nazywano go „dzierżymordą” – mówi K. Filip. Trusz uważał jakiekolwiek manifestacje za „niepotrzebną histerię”. Zabronił mieszkańcom urządzania wieców, a komendantowi szkoły UB na Biskupiej Górce rozkazał wyprowadzenie kilkuset uzbrojonych funkcjonariuszy na ulice w celu tłumienia demonstracji. Co ciekawe, oficerowie zignorowali zalecenia I sekretarza KW PZPR. Podobnie zareagowali mieszkańcy Wybrzeża. 22 i 23 października odbyły się ogromne wiece, m.in. na Politechnice Gdańskiej, w Akademii Medycznej i Stoczni Gdańskiej, w których łącznie wzięło udział ok. 150 tys. osób. Rozliczano się z dotychczasowymi aktywistami ZMP, darto podręczniki do języka rosyjskiego, palono legitymacje zetempowskie, zrzucano portrety Rokossowskiego i zawieszano krzyże. Ludzie otwarcie zaczęli domagać się m.in. zwolnienia z internowania kard. Stefana Wyszyńskiego, likwidacji UB, zakończenia zagłuszania zagranicznych radiostacji, odwołania sowieckich oficerów z wojska, ustąpienia ze stanowiska znienawidzonego powszechnie marszałka Rokossowskiego, zdymisjonowania Trusza oraz wprowadzenia religii do szkół. – Żądano zaprzestania dyskryminacji Kaszubów i utworzenia Kaszubskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, wyjaśnienia sprawy Katynia, przywrócenia święta 3 Maja i zlikwidowanych świąt kościelnych, wprowadzenia tradycyjnego umundurowania w wojsku oraz powrotu krzyża harcerskiego i lilijki – wymienia postulaty manifestujących K. Filip. Ludzie trzymali transparenty, m.in.: „Tu wiszą kostki z kultu jednostki” (z napisem sąsiadowały małe kości kurczaka oraz zdjęcie Konstantego Rokossowskiego), „Precz z obcą ingerencją w sprawy Polski”, „Niech żyje tow. Gomułka”, „By czyn nie stał się mitem”. – Ludzie buntowali się nie przeciw komunizmowi, a stalinizmowi oraz politycznemu, gospodarczemu i ideologicznemu uzależnieniu Polski od Związku Sowieckiego – zaznacza historyk. W pewnym momencie wśród zgromadzonych pojawiła się informacja o ataku okrętów wojennych ZSRR, które wypłynęły na wody Zatoki Gdańskiej. Nastroje uspokoiło przemówienie kadm. Jana Wiśniewskiego, dowódcy Marynarki Wojennej. – Było bardzo ostre, mocne. Wiadomość o gotowości bojowej okrętów rosyjskich sparaliżowała wszystkich bez wyjątku – stojących obok siebie robotników i profesorów. Na szczęście dowódca MW zadeklarował lojalność wobec społeczeństwa Wybrzeża. Obiecał, że zrobi wszystko, by nie dopuścić do inwazji. Wtedy dopiero poczuliśmy się bezpieczni – wspomina tamten moment uczestnik wiecu Mieczysław Stańczak.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama