Gość Bielsko-Żywiecki 49/2020 Archiwum

Fora... do dwora

Są ich setki. Poukrywane w małych miejscowościach i wsiach, o których mało kto wcześniej słyszał. Większość stoi opuszczona, zapomniana i zdewastowana. Za kilka lat mogą bezpowrotnie zniknąć z pomorskiego krajobrazu...

Dwory i pałace ziemiańskie, bo o nich mowa, to coś więcej niż rodzaj domu mieszkalnego i przykład pięknej architektury. – To przede wszystkim wielkie dziedzictwo historyczno-kulturowe. Dziedzictwo, niestety, systematycznie niszczone – podkreśla dr Maciej Rydel, dokumentalista polskich dworów i historii ziemiaństwa.

Polak czy Niemiec?

Tuż przed wojną na Pomorzu ok. 60 proc. dworów i pałaców należało do rodów polskich. – Trzeba jednak na te dane brać pewną poprawkę. Niektóre rodziny niemieckie, od lat żyjące na tych terenach, spolszczyły się. Z kolei część polskich rodów uległa germanizacji. Złożoną sytuację dobrze obrazuje przykład rodziny Krokowskich, później nazywanej von Krockow. Albrecht von Krockow, który był gospodarzem pałacu w Krokowej do 1945 r., płynnie mówił po polsku. Na pytanie, kim się czuje: Polakiem, Niemcem czy Kaszubą, odpowiadał: „Ja jestem von Krockow”. Ród był najważniejszy – mówi M. Rydel.

Na Pomorzu, podobnie jak w innych rejonach Polski, dwory były ostojami patriotyzmu, narodowych tradycji, a także walki z zaborcami. Jednym z takich centrów polskości na ziemiach Prus Wschodnich był pałac w Waplewie Wielkim. Właściciele – ród Sierakowskich – słynęli ze swoich kolekcjonerskich zamiłowań. W rezydencji znajdowały się wspaniałe zbiory dzieł sztuki, biblioteka i archiwum. U Sierakowskich z wizytą przebywali między innymi Fryderyk Chopin, Józef Ignacy Kraszewski czy Jan Matejko. A jak wyglądała sytuacja dworów niemieckich? Czy ich właściciele odpowiedzialni byli za germanizację i ucisk okolicznej ludności polskiej? Przykład Wernera Modrowa, zarządzającego pałacem w Bolesławowie, pokazuje, że nie zawsze. W 1945 r., na krótko przed wkroczeniem wojsk sowieckich, wręczył on zaufanemu Polakowi koperty z pieniędzmi, aby ten po jego śmierci przekazał je wszystkim pracownikom. Chciał w ten sposób zabezpieczyć ich przed niepewnym losem. Następnie zastrzelił swoją żonę, synka, a na końcu samego siebie. Rodzinę Modrowa Polacy pochowali z wszelkimi honorami i do dziś wspominają z szacunkiem.

Porażająca statystyka

W 1939 r. w Polsce istniało ok. 15 tys. dworów i 5 tys. pałaców. Ich wielki upadek zapoczątkował stalinowski dekret PKWN z 1944 roku. Państwo przejęło bez odszkodowania wszystkie majątki ziemskie wraz z cennymi meblami, obrazami, dziełami sztuki, książkami i przedmiotami użytku osobistego. – Nazywani przez komunistyczne władze „bezetami”, co było skrótem od słów „byli ziemianie”, pod groźbą szykan i represji mieli wynieść się z powiatu, w którym znajdował się ich majątek. W ten sposób komuniści dążyli do zniszczenia patriotycznego, dobrze wykształconego środowiska, które stanowiło realne zagrożenie dla planów całkowitej sowietyzacji Polski – tłumaczy Piotr Semka, historyk, autor książki „My, reakcja”. Dwory stawały się biurami PGR-ów, mieszkaniami przypadkowych ludzi, częściowo przeznaczono je na szkoły. Stopniowo popadały w ruinę, a proces dewastacji nie został zatrzymany po 1989 roku. W skali kraju do dziś przetrwało ok. 2,7 tys. dworów i prawie 2 tys. pałaców. Niemal 3,7 tys. znajduje się w stanie ruiny, radykalnej przebudowy lub całkowitego ogołocenia. Około 1000 obiektów dałoby się jeszcze uratować. Według danych Narodowego Instytutu Dziedzictwa, w woj. pomorskim znajduje się ok. 230 pałaców i dworów. Większość jest zdewastowana i ogołocona. – Obiektów, które zachowują tradycje ziemiańskie, jest na Pomorzu ok. 20, czyli 1 proc. – wyjaśnia M. Rydel.

Homo sovieticus wiecznie żywy?

Tylko w nielicznych przypadkach udaje się je ocalić. Modelowym przykładem jest wspomniane Waplewo Wielkie. – Wnuczka ostatniego właściciela Izabella Sierakowska-Tomaszewska w 2006 r. zrzekła się praw do pałacu pod warunkiem utworzenia w nim Muzeum Tradycji Szlacheckiej. I tak się stało – opowiada M. Rydel. Niestety, zdecydowana większość zabytkowych obiektów nie ma takiego szczęścia. Owidz, niewielka kociewska wieś, skrywa prawdziwy skarb – eklektyczny, XIX-wieczny dwór. Ostatnim właścicielem majątku przed II wojną światową był Kazimierz Hącia, minister przemysłu i handlu w rządzie Ignacego Paderewskiego. Po 1945 r. w budynku mieściła się szkoła rolnicza, obecnie zaś opuszczony obiekt powoli popada w ruinę. Niedawno zawaliła się część dachu. Co można zrobić, by zatrzymać ten proces? – Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym nie respektuje się praw własności. Parlament nie zdobył się dotychczas na uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej. W dalszym ciągu obowiązują stalinowskie dekrety – mówi M. Rydel. Potrzebna jest też edukacja. – Mentalność „homo sovieticus” i utrwalana przez lata komunistyczna propaganda są głęboko zakorzenione w polskim społeczeństwie. Dlatego dawne posiadłości ziemiańskie wciąż kojarzone są bardziej z zakłamanym „wyzyskiem chłopów” i „obszarnictwem” niż z ośrodkami patriotyzmu i narodowej kultury – dodaje badacz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama